Alkohol może być piękny. Z czym można go mieszać?

Łukasz Kliś (na zdjęciu z lewej) był finalistą konkursu barmańskiego w Gdyni. Radosław Stopyra dopiero uczy się fachu (fot. Adam Zakrzewski)

Barmani z klubu studenckiego „Kadr” walczą ze stereotypem niesmacznego mocnego alkoholu. Wódka nie ma być ohydna i pita byle jak i byle gdzie. Jej podanie jest sztuką. Drink ma oddziaływać na wszystkie zmysły – wzroku, węchu i smaku. A czasami nawet słuchu.

W konkursach barmańskich bierze udział kilka osób pracujących w tym lokalu. Jedna z dziewczyn niedługo jedzie na kolejne warsztaty, tym razem do Holandii. Nie zajmują się żonglerką butelkami i szejkerami, a kompozycją trunków – klasycznym barmaństwem.

– Podczas takich imprez można spotkać takie osobistości jak Ben Reed – właściciel lokali w Wielkiej Brytanii z wieloletnim doświadczeniem, twórca koncepcji shotów na bazie musów owocowych – mówi Łukasz Kliś, barman w „Kadrze”, finalista konkursu Absolut Shake It Up. – Konkurs, w którym brałem udział, odbywał się na dachu budynku Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. W finale musieliśmy z przeróżnych składników, jak rabarbar, liczi czy rozmaryn stworzyć koktajle. Ludzie boją się eksperymentować ze smakami i składnikami, a alkohol można pomieszać nawet z pietruszką.

Barmani są jak księża. Ludzie chętnie opowiadają im o swoim życiu wiedząc, że wszystko zostaje przy barze. W środku tygodnia przychodzą samotne osoby, które nie chcą same siedzieć w czterech ścianach. Goście lokalu zamawiają przeróżne kombinacje alkoholi. Tęczę barw w starannie dobranych kieliszkach trzeba umieć wywołać.

– Piękny efekt daje łączenie składników o różnej gęstości, temperaturze i nagazowaniu, bo wtedy możemy stworzyć drinka wielowarstwowego – mówi Łukasz Kliś. – Wygląd trunków ma ogromne znaczenie, szczególnie dla pań. Kombinacji jest nieskończenie wiele. Duże wrażenie robią hot-shoty lub płonące shoty. Sambuka i uzo palą się ciemnoniebieskim płomieniem. Gdy posypiemy je odrobiną cynamonu, to zaczynają się unosić nad kieliszkiem małe iskierki.

Wszystkie drinki mają swój rodowód. Z ich powstawaniem wiążą się niekiedy interesujące historie.

– Amerykanie, kiedy „wyzwalali” Kubę, to przywieźli ze sobą coca-colę – mówi Mateusz Rogala, który wygrał konkurs Havana Club – marki najpopularniejszego rumu na świecie. – Na miejscu był rum i cytrusy i z tego wyszedł jeden ze standardów, obecny w karcie wielu lokali, cuba libre (wolna Kuba). Gdy Fidel Castro się o tym dowiedział, to stworzył alternatywną wersję drinka o nazwie – el comandante, który różnił się tylko proporcjami składników. W cuba libre działka rumu była zalewana colą, a w drinku dyktatora odrobina coli była zalewana rumem.

Barmani z „Kadru” sami też tworzą różne kombinacje oparte na swojej wiedzy i wyobraźni.

– Przykładem prostego drinka, który można zrobić w domu, jest kompozycja soku pomarańczowego, smakowej wódki (mango, marakuja) i coraz bardziej popularnego w Polsce likieru curacao. W wersji słodkiej może być to sok bananowy czy ananasowy zamiast pomarańczowego z delikatnym likierem passoa – dodaje Łukasz Kliś. – Pamiętajcie, że alkohol może być piękny i smaczny. Na zdrowie!