Andrzej Halicki: Polskę kojarzą z wódką i Chopinem

Andrzej Halicki był gościem Forum Gospodarczego (fot. Łukasz Piecyk)

O rozwoju nowoczesnych technologii, geopolitycznej układance na wschodzie Europy, administracji publicznej i marce naszego kraju w świecie z Andrzejem Halickim, ministrem administracji i cyfryzacji, rozmawia Tomasz Więcławski.

Wszyscy goście XXII Forum Gospodarczego w Toruniu zgodnie podkreślają, że muszą być płaszczyzny rozmowy pomiędzy światami polityki i biznesu. Klimat do rozmów – to wartość dodana tej imprezy?
Nie ma postępu i rozwoju bez informacji, które wymienia się na tego rodzaju spotkaniach. Chodzi o to, żeby dobrymi pomysłami „zapładniać” administrację i polityków. Plany działania, idee projektów wdrażanych przez administrację czy partie polityczne powinny służyć biznesowi. Nie ma nowych miejsc pracy bez inwestycji, a inwestycji bez świadomości, kalkulacji, że może się to opłacać, a prawo w tym zakresie szybko nie będzie się zmieniało.

W kontekście tego forum bardzo często pojawia się słowo „innowacyjność” – bardzo ważne również dla resortu kierowanego przez pana – administracji i cyfryzacji.
Zadania przypisane temu ministerstwu krzyżują się na różnych polach. To, co oznaczamy mianem cyfryzacji, chociaż tę wdrażają wszystkie resorty, jest najszybciej rosnącym segmentem gospodarki. Niesie on za sobą duże zainteresowanie, ze względu na potencjalny wzrost. Ale także wyzwania technologiczne, kompetencyjne i prawne.

Zmieniająca się sytuacja geopolityczna, ze szczególnym uwzględnieniem naszych wschodnich sąsiadów, determinuje potrzebę jeszcze szerszej współpracy biznesu, administracji i polityki? Tylko silna Polska może liczyć się w międzynarodowej grze.
Możemy być zadowoleni z tego, że Polska wykorzystuje swoją szansę związaną z transformacją. Od samego początku stawiamy bardzo mocno na rozwój demokracji, społeczeństwa obywatelskiego i samorządność. Jesteśmy otwarci na Europę, na konkurencyjność, na świat. Nie wszyscy tak myśleli i dostrzegali szansę do wykorzystania. Determinacji zabrakło zarówno na Białorusi, gdzie 25 lat temu była sytuacja taka sama jak u nas, ale także na Ukrainie, gdzie dwukrotnie podejmowane były próby reform. Przypominam jednak, że na początku kraj ten miał wyższy, a na pewno porównywalny, dochód na mieszkańca niż w Polsce. Proszę spojrzeć, gdzie te kraje są teraz.

Dlaczego tak się stało?
Bo wykorzystaliśmy swoją szansę. Postawiliśmy na rozwój gospodarki rynkowej i to przynosi efekty. Niektórzy myśleli inaczej. Chcieli pójść drogą licencjonowania, braku rozwoju samorządu lokalnego i przedsiębiorczości. To hamowało rozwój tych społeczeństw. Chciałyby dołączyć do procesu, w którym my się znaleźliśmy, ale obecnie jest to dużo trudniejsze ze względu na imperialną politykę Rosji, chcącej zamknąć swoją strefę wpływów.

Jesteśmy, jako Unia Europejska, w stanie „powalczyć” o Ukrainę?
To zależy od samych Ukraińców. Determinacja społeczeństw zmienia historię. Pomoc z zewnątrz nie wystarczy. Możemy otwierać szeroko drzwi, dzielić się doświadczeniami, transformować pewne mechanizmy, ale one muszą być wykorzystane przez nich samych.

Bez wątpienia mają wiele do zrobienia. A co w zakresie administracji publicznej najbardziej doskwiera nam samym?
Administracja publiczna powinna być jak najbliżej obywatela, a jednocześnie jak najmniej widoczna i uciążliwa. Na pewno informatyzacja administracji jest wyzwaniem cywilizacyjnym. Wiele się zmieniło, ale technologiczne wyzwanie jest największą barierą. Nigdy nie będzie tak idealnie, żeby administracja była niepotrzebna. Oby była jak najmniej kłopotliwa dla wszystkich. Jeżeli mogę coś zrobić przy użyciu nowoczesnych technologii, to powinienem móc to załatwić na zasadzie zgłoszenia i wymiany elektronicznej dokumentów. Zadaniem parlamentu jest likwidacja zbędnych czynności, żeby było ich jak najmniej.

Jaka jest Polska marka za granicą? Jesteśmy rozpoznawalni w świecie poprzez biznes?
Rozpoznawalni jesteśmy przez Chopina i wódkę, ideę solidarności oraz papieża Jana Pawła II czy sportowców.

Czyli cały czas przez to samo.
Zgadzam się, że to zdecydowanie za mało. Nie mamy flagowych marek, a moglibyśmy mieć. Nawet, jeżeli KGHM jest wielką potęgą w swojej branży, to te cztery litery, trudne do zapamiętania, nie kojarzą się z Polską.

Czyli czeka nas nie tylko praca merytoryczna, ale także promocyjna?
Zdecydowanie tak. Nie wykorzystujemy do końca swoich możliwości. Rzadko dochodzi do realizacji spójnej strategii polityczno-biznesowej. W wielu miejscach na świecie otwieranie drzwi, pokazywanie, że Polska może być ważnym partnerem gospodarczym, jest związane z aktywnością polityczną. Trzeba dotrzeć do krajów, z pozoru odległych geograficznie i kulturowo, bo tam następuje skok cywilizacyjny. Musimy w nim uczestniczyć.

Politycy mają zaległą lekcję do odrobienia?
Zawsze byłem za tym, żeby łączyć, myśleć i działać wspólnie. Biznes powinien być obecny w budowaniu długofalowej strategii politycznej, gdyż jego przedstawiciele doskonale znają rynki i ludzi.