Andrzej Tretyn, rektor UMK: Wracamy do korzeni

Co roku przygotowujemy kilkanaście nowych kierunków studiów. Staramy się, by były one na tyle nowoczesne, żeby zainteresowali się nimi młodzi ludzie (fot. Łukasz Piecyk)

O uniwersytecie ze studenckich lat, dzisiejszych żakach, jubileuszu uczelni, planach na przyszłość i otwartości na świat z prof. dr hab. Andrzejem Tretynem, rektorem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Tomasz Więcławski

Mamy nowy rok akademicki 2015/2016. Dlaczego warto związać swoją przyszłość z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu?

Dlatego, że jest to uniwersytet o ugruntowanej renomie, który oferuje duże możliwości. Mamy ponad 100 kierunków. Jesteśmy uczelnią szerokoprofilową. Można w naszej ofercie znaleźć zarówno „rzeźbę”, jak i wydział lekarski. Otoczenie naszego uniwersytetu jest również przyjazne dla młodych ludzi. Stąd też jego duża popularność.

Rok 2015 jest dla UMK szczególny. Uczelnia obchodzi 70-lecie istnienia. Władze uczelni przygotowały coś specjalnego na kolejne miesiące?

Co roku przygotowujemy kilkanaście nowych kierunków studiów. Staramy się, by były one na tyle nowoczesne, żeby zainteresowali się nimi młodzi ludzie. Ten rok jest o tyle ważny, że realizujemy program naprawy naszych finansów. Po dwuletnich doświadczeniach wiemy, że cel założony na rok 2016 – zbilansowanie przychodów i wydatków – uda nam się osiągnąć.

Uniwersytet pięknieje. Powstają nowe budynki, a wydziały są coraz bardziej skupione wokół miasteczka akademickiego. W tę stronę będzie to szło w przyszłości?

Więcej inwestycji budowlanych w najbliższym czasie nie przewidujemy. Może będziemy chcieli rozbudować centrum sportowe. Zobaczymy. Pewne wydziały – fizyka, matematyka czy humanistyczny i w części filologiczny – pozostaną w mieście.

Chlubą naszego uniwersytetu są…?

Astronomia, bez wątpienia. Ten kierunek wiąże się z naszym patronem i jest na bardzo wysokim poziomie. Na pewno także wskazałbym humanistykę, która ma kategorię A+ i wydział lekarski. Nasza struktura jest tak rozległa, że trudno wskazywać na pojedyncze kierunku, ale te, które wymieniłem, są naszą wizytówką.

Spójrzmy w przyszłość. Jakie wyzwania stoją przed zarządzaną przez pana instytucją?

Chcemy, żeby nasz uniwersytet był otwarty dla osób z całego świata, które zechcą tutaj studiować. W tym kierunku zmierzamy. Mamy już ponad 10 kierunków prowadzonych w języku angielskim. Inna kwestia, realizowana już przez nas, to przedsiębiorczość akademicka i innowacyjność. Mamy osiągnięcia na tym polu. Nasze wynalazki zdobywały medale w Pittsburghu, Paryżu czy Krakowie. To poważne sukcesy.

Nie tylko osoby z zagranicy wybierają Toruń, jako atrakcyjny ośrodek akademicki. Rozszerza się także przekrój studentów z całego kraju, które chcą studiować na UMK.

Wracamy do korzeni. Wtedy, kiedy ja studiowałem, na moim kierunku były osoby z całego kraju. Później stał się to uniwersytet bardziej lokalny, ale znów się to zmienia. Wraz ze wzrastającą renomą stajemy się coraz bardziej atrakcyjni dla osób z różnych zakątków naszego kraju.

Ale chyba musi to iść w parze z rozwojem miasta. Młodzi ludzie planując swoją przyszłość myślą bowiem o perspektywach – możliwościach znalezienia pracy czy mieszkania.

Toruń pięknieje. Jest widziany w Polsce. Ci, którzy przyjadą tutaj pierwszy raz, zazwyczaj zostają i wybierają nasz uniwersytet. Dystans między poszczególnymi dzielnicami miasta jest niewielki. Z kampusu na Starówkę można się dostać bardzo szybko – pieszo czy rowerem. To ważny aspekt. Rozwija się także oferta usługowa, dzięki czemu zatrudnienie znajduje wielu naszych absolwentów.

Jaki był student, gdy pan był żakiem, a jaki jest teraz?

Obecnie znam studentów tylko z domu, bo mój syn studiuje (śmiech), a także jako wykładowca. Młodzież musiała się zmienić, bo świat się zmienił. Teraz jest łatwiej dotrzeć do wiedzy, bo jest ona powszechniejsza. Źródeł tejże jest multum. Dla chcącego poszerzanie horyzontów jest łatwiejsze niż kiedyś.

Widać wśród młodych ludzi głód wiedzy, chęć rozwoju? Narzekania na kolejne pokolenia znane są od wieków.

Pewne zwyczaje studenckie np. przebywanie do zamknięcia w czytelni – się przeżyły. Każdy ma Internet czy komputer i w czasie wykładu, gdy czegoś nie wie, jest w stanie bardzo szybko to sprawdzić czy potwierdzić. Ale takie jest życie. Informacja jest powszechna.

Charakterystyka uniwersytetu zmieniła się przez to, że trafia na niego coraz więcej osób? Na prawo przyjmowano kiedyś garstkę osób, a teraz kilkaset.

Ale inne kierunki były bardzo liczne. Studiowałem biologię i przyjęto nas 120, a teraz przyjmuje się 30 osób. Uniwersytet 20 lat temu liczył 7 tysięcy studentów. W roku 2005/2006, rekordowym pod tym względem, studiowało u nas blisko 40 tysięcy osób. Studentów przybyło, ale przez to, że oferta znacznie się rozszerzyła. Kiedyś mogliśmy wybierać spośród klasycznych kierunków. Na moim wydziale była biologia i geografia – to wszystko.

Wabikiem dla studentów staje się to, że coraz lepiej mówi się o naszych naukowcach, coraz częściej są oni wyróżniani, nagradzani. Jesteśmy lepiej postrzegani?

W moich czasach też tak było. Każda epoka ma swoich profesorów, mentorów. Może teraz łatwiej jest zrobić karierę medialnie, ale kiedyś profesor miał za sobą olbrzymie doświadczenie i dorobek. Może nie był on liczony w punktach, ale poważnych pracach badawczych.

Studenci przywiązują się do wykładowców, których uważają za autorytety?

Pewna grupa studentów rzeczywiście tak robi. Są jednak jeszcze inni. Oni przywiązują się do tych, którzy nie budują barier na linii wykładowca-uczeń. To dwa różne modele pracy naukowej.

Czego by sobie pan życzył na 75, 80 urodziny UMK?

Chciałbym, żeby uczelnia była postrzegana, jako jedna z najlepszych w Polsce. Żeby wybierali naszą ofertę uczniowie z Azji i Europy. Żebyśmy byli otwarci na młodzież poszukującą wiedzy, chcącą realizować marzenia i hobby – chociażby poprzez uprawianie sportu czy angażowanie się w kulturę studencką.