„Anioły” pokazały swoją moc! KS Toruń – Unia FOGO Leszno 49:41

Najlepszy występ w sezonie zaliczył Oskar Fajfer. Czy w rewanżu utrzyma dobrą dyspozycję? (fot. Adam Zakrzewski)

W pierwszym spotkaniu półfinałowej rywalizacji PGE Ekstraligi KS Toruń pokonał na Motoarenie Unię Fogo Leszno 49:41.

Mimo atutu własnego toru, przed spotkaniem, wielu ekspertów uważało za faworytów ekipę z Leszna. Unia zakończyła rundę zasadniczą na pierwszej pozycji z 29 oczkami na swoim koncie, zdecydowanie odskakując od reszty stwaki. Torunianie byli czwartą ekipą, ostatnią która wywalczyła awans do rundy play-off. Dodatkowo, ostatnie dwa spotkania KS to remis i porażka, więc nastroje przed meczem z Unią nie były najlepsze.

Zarówno kibice, jak i zawodnicy występujący w dzisiejszym meczu, wspierali Darcyego Warda, który w meczu pomiędzy Falubazem Zielona Góra a MRGARDEN GKM Grudziądz uległ wypadkowi i ciągle przebywa w szpitalu. Na trybunach pojawiło się wiele transparentów ze słowami otuchy dla Australiczyka, a żużlowcy jeździli z plastronem „DW43 – #getwelldarcy”.

Od początku spotkania kibice zgromadzeni na Motoarenie wiedzieli, że dzisiejszy mecz będzie bardzo wyrównany. Pierwsze dwa biegi zakończyły się remisami. Dopiero w trzecim starciu gospodarzom udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, a konkretnie Grigorijowi Łagucie i Adrianowi Miedzińskiemu, którzy zwyciężyli w stosunku punktowym 4:2.

Następne starty przyniosły kolejne remisy i dwupunktowa przewaga torunian utrzymywała się. W biegu numer sześć na torze wylądował zawodnik gości – Przemysław Pawlicki, i został wykluczony z powtórki. W trzyosobowym restarcie najlepiej wystartował Oskar Fajfer. Junior KS dzielnie bronił się przed atakami Emila Sajfutdinowa i ostatecznie udało mu się zwyciężyć. Zdecydowanie za tą dwójką do mety dotarł Jason Doyle, który wyraźnie przeżywa kryzys swojej formy.

Siódmy bieg to popis Kacpra Gomólskiego. Takiego „GinGera” chciałby oglądać każdy sympatyk „Aniołów”. W pierwszym łuku po starcie Gomólski wywiózł obu zawodników gości robiąc miejsce Chrisowi Holderowi, który przedarł się na prowadzenie. Niestety, ten manewr kosztował Kacpra utratę pozycji i ostatecznie kończył on pierwsze okrążenie na ostatnim miejscu. Młody zawodnik gospodarzy nie dawał jednak za wygraną i najpierw uporał się z Grzegorzem Zengotą, a na finiszu ostatniego okrążenia o pół motocykla wyprzedził Bartosza Smektałe, zapewniając torunianom pierwsze podwójne zwycięstwo. Po tym biegu tablica wyników pokazywała 25:17.

Gospodarze poszli za ciosem. W kolejnym wyścigu mimo najlepszego startu Nickiego Pedersena, nie do zatrzymania był Paweł Przedpełski, który poradził sobie z Duńczykiem. Na trzeciej pozycji dojechał Oskar Fajfer, dla którego to był, bez wątpienia, najlepszy start w sezonie. Dziewiąty bieg będzie jeszcze wiele razy komentowany, nawet po zakończeniu dwumeczu. Walczący o trzecią pozycję Kacper Gomólski i Piotr Pawlicki zanotowali kontakt, po którym obaj wylądowali na torze. Szybciej podniósł się „GinGer”, który od razu podbiegł do swojego kolegi sprawdzając czy nic mu nie jest. Decyzją sędziego to Kacper został wykluczony, jednak najbardziej kontrowersyjne jest w tym to, że oprócz tego ukarał go czerwoną kartką, która eliminuje go z rewanżu w Lesznie. Decyzja ta może mieć znaczny wpływ na końcowy rozrachunek półfinału. W powtórce swoją siłę pokazał Chris Holder, który mimo rywalizacji dwóch na jednego, potrafił zostawić rywali w tyle i zainkasować trzy punkty.

Jeżeli dziewiąte starcie zostanie zapamiętane z przyczyn kontrowersyjnych, to dziesiąty bieg zapadnie do głowy wszystkim fanom świetnych akcji żużlowych, niezależnie od przynależności klubowej. Na samym starcie tego wyścigu na podwójne prowadzenie wysunęła się para gości. Za nimi dzielnie walczyli Grigorij Łaguta i Adrian Miedziński, jednak żaden z nich nie potrafił wyprzedzić któregoś z rywali. Kiedy większość fanów na Motoarenie była pogodzona z pierwszą biegową porażką, to wtedy stałą się rzecz niezwykła. Na ostatnim okrążeniu „Grisza” KAPITALNYM manewrem wyprzedził obu zawodników Unii i jako pierwszy zameldował się na mecie. Stadion oszalał, a akcja z udziałem Rosjanina powinna znaleźć się w podręcznikach dla młodych adeptów żużla.

„Co się odwlecze, to nie uciecze”. Niestety, te przysłowie sprawdziło się i w jedenastym starciu to goście po raz pierwszy okazali się lepsi. Mimo to, prowadzenie KS było wyraźne, gdyż w tym momencie wynik brzmiał 37:29. W jeszcze lepszej sytuacji gospodarze znaleźli się po 12 biegu, w którym Oskar Fajfer i Adrian Miedziński dojechali do mety na dwóch pierwszych pozycjach. Jeszcze raz warta podkreślenia jest świetna dyspozycja juniora z Torunia.

Po kolejnym remisowym starciu, przed biegami nominowanymi gospodarze mieli 12 punktów przewagi i wiedzieli, że tego spotkania już nie przegrają. Teraz liczyło się to, jak dużej przewagi będą bronić w Lesznie. Przedostatni start tego wieczoru przyniósł nam kolejny remis. Zdecydowanie gorzej było w biegu numer piętnaście. Na drugim łuku pierwszego okrążenia Chris Holder zanotował upadek bez udziału osób postronnych. Przekonany o przerwaniu biegu Grigorij Łaguta zdecydowanie zwolnił, ale Australijczyk zdołał podnieść się z toru i sędzia kontynuował przebieg ostatniego starcia. Zanim Rosjanin zorientował się, że z powtórki nici, para gości była zdecydowanie z przodu i pewnie dowiozła podwójne prowadzenie do mety.

Dzisiejsza jazda zawodników KS Toruń może napawać optymizmem. „Anioły” przed meczem w Lesznie nie stoją na straconej pozycji. Martwić może jedynie nieobecność w rewanżu Kacpra Gomólskiego oraz słabsza dyspozycja Jasona Doyla. Miejmy jednak nadzieję, że forma Australijczyka powróci już na popularnym „Smoczyku”, a reszta naszych zawodników utrzyma swoją dyspozycję. Rewanż już za tydzień, 13 września. Początek o godzinie 19:30.