Antykwariat cmentarzyskiem ksiąg niechcianych

Przed laty w Toruniu, jak przystało na miasto z tradycjami, istniało kilka książkowych antykwariatów. Dziś pozostał jeden. Również i on już dawno zakończyłby swój żywot, gdyby nie… internet (fot. Łukasz Piecyk)

Toruński Antykwariat Księgarski obchodził w lipcu swoje 23. urodziny. To ważne miejsce na kulturalnej mapie Torunia. Pod względem ocalenia książek – jedyne.

Od lat trwają dyskusje nad przyszłością książki. Czy przetrwa w swojej klasycznej papierowej postaci, czy zastąpi ją forma cyfrowa. Zdania są w tym względzie podzielone. Dwie rzeczy jednak nie ulegają wątpliwości: miłośników tradycyjnych książek ciągle nie brakuje, podobnie jak tych, którzy… masowo się ich pozbywają. Coraz częściej książki kończą swój żywot na śmietnikach. Przyczyna jest prosta: miejsc, gdzie mogłyby poczekać na nowych właścicieli, jest coraz mniej. Ostatnią taką oazą dla książek w naszym mieście jest Toruński Antykwariat Książkowy przy ul. Wysokiej 16. Jednak również i on obecnie wstrzymał skup książek. Z powodu braku miejsca.

– Poza maleńkim pomieszczeniem antykwarycznym mamy dwa magazyny, w których przechowujemy ok. 20 tys. książek – mówi Aldona Mackiewicz, właścicielka toruńskiego antykwariatu. – To wszystko, co jesteśmy w stanie obecnie pomieścić.

Przed laty w Toruniu było kilka antykwariatów z książkami: na ul. Żeglarskiej, który przeniósł się później na Nowy Rynek; były również na ul. Mostowej i na ul. św. Ducha. Wszystkie zakończyły swą działalność z tego samego powodu: były nierentowne. Kolejne podwyżki czynszu doprowadziły je do upadku.

W 1994 r. Mieczysław Mackiewicz założył swój antykwariat na pięterku przy ul. Podmurnej. Po jego śmierci o książki zatroszczyły się żona i córka. Antykwariat zmieniał lokum kilkukrotnie. Najpierw przeniósł się na ul. Łazienną, później na ul. św. Katarzyny, wreszcie na ul. Wysoką, przy której mieści się do dziś. To ostatnie takie miejsce w Toruniu.

– Wszystkie antykwariaty upadły – dodaje Aldona Mackiewicz. – Nas ratuje wyłącznie sprzedaż wysyłkowa, czyli internet. Gdyby nie to, podzielilibyśmy los wszystkich innych. Nie mielibyśmy nawet na czynsz. Z samego antykwariatu nie ma szans się utrzymać.

Ludzie ciągle kupują książki, ale wydaje się, że jest ich coraz mniej. Stałych klientów, którzy lubią książkę przed zakupem dotknąć, sprawdzić jej stan, jest jak na lekarstwo. Choć zdarzają się prawdziwi bibliofile, zdolni przejechać kawał świata tylko po to, by zdobyć upragnioną książkę.

– To rzadkość, ale ciągle bywa, że klient bez zmrużenia oka płaci żądaną cenę. Kiedy pytam, czy to nie za drogo, odpowiada, że gdyby było trzeba, zapłaciłby dużo więcej – mówi toruńska antykwariuszka.

Kosmiczne ceny książek w księgarniach nikogo dziś już nie dziwią. A ile trzeba zapłacić za używane książki w Toruniu?

– Wystawiając książkę na aukcji internetowej, jako minimalną stawkę przyjęliśmy 12,90 zł – wyjaśnia Aldona Mackiewicz. – Natomiast tu, na miejscu, sprzedajemy książki nawet od złotówki. Z kolei jeśli idzie o te najdroższe, to jest bardzo różnie. Mamy na stanie na przykład „Żywoty sławnych mężów” z 1696 r. za 4,5 tys. zł. Niedawno sprzedaliśmy niemiecką encyklopedię z 1893 r. za ponad 2 tys. zł. Przyjmujemy też książki w komis, jeśli ktoś może poczekać, by uzyskać odpowiednio wysoką cenę.

Antykwariat istnieje od 23 lat. Czy zdarzało się, żeby klienci książki kradli?

– Bardzo rzadko, ale zdarza się – mówi toruńska antykwariuszka. – Kiedyś, jak byliśmy na Podmurnej, kradli znacznie częściej i więcej, bo antykwariat był o wiele większy. Trudniej było upilnować. Jednak i dziś zdarzy się, że coś zniknie. À propos… W zeszłym roku przyszedł do nas człowiek, żeby zwrócić starą, niemiecką książkę. Wyznał, że ukradł ją kiedyś na Podmurnej… Po latach przyniósł ją z powrotem. Albo przeczytał i była mu już niepotrzebna, albo uwierała go moralnie. Ale to jedyny taki wypadek.

Czy za parę lat książki ciągle jeszcze będą? Czy w starciu z nośnikami cyfrowymi przetrwają? Innymi słowy: czy papierowa książka umrze? Również i o to zapytaliśmy właścicielkę toruńskiego antykwariatu.

– Póki co, są tacy klienci, którzy wolą papier – mówi Aldona Mackiewicz. – Ciągle istnieją ludzie kochający książki. I myślę, że książka jednak pozostanie. Nie wymaga prądu i paradoksalnie nie tak łatwo ją zniszczyć. Kiedy laptop spadnie z 10. piętra – nie ma co zbierać. Książkę można czytać dalej.