Błąd, że tak powiem, stylistyczny

Nauczyciele strajkowali m.in. w Gimnazjum nr 2. (fot. Łukasz Piecyk)

Autorem pisma był wiceprezydent Torunia Zbigniew Fiderewicz. Wielu dyrektorów i nauczycieli, których poprosiliśmy o jego skomentowanie, odmówiło. Ci, którzy zgodzili się z nami rozmawiać, zastrzegli sobie anonimowość. Pytanie narzuca się samo: co się dzieje?

Przypomnijmy: w nocy 14 grudnia 2016 r. została przegłosowana przez PiS reforma oświaty. Już same okoliczności przeforsowania ustawy zaniepokoiły Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jeśli do tego dodać tempo prac oraz fakt, że do 700-stronicowego dokumentu nie zgłoszono żadnych poprawek, sprzeciw ZNP wydaje się naturalny.

Związek, postulując 10% podwyżki dla nauczycieli oraz gwarancje, że nie będą oni zwalniani do roku 2022, wyznaczył datę ogólnopolskiego strajku na 31 marca. Kilka dni przed tą datą dyrektorzy toruńskich szkół otrzymali pismo następującej treści:

„Proszę o ustalenie, którzy nauczyciele zadeklarowali udział w strajku, a po jego przeprowadzeniu ustalenie, którzy nauczyciele wzięli w nim udział. Wykonanie tego polecenia spowoduje, że możliwe będzie właściwe zorganizowanie pracy w danej jednostce oświatowej i zapewnienie opieki uczniom/dzieciom. Informacje w tym zakresie w formie pisemnej powinny być niezwłocznie przekazane do organu prowadzącego (Wydział Edukacji Urzędu Miasta Torunia).”

Jak należy rozumieć zacytowany fragment pisma?

Dyrektorka Wydziału Edukacji Anna Łukaszewska:

– Jedyną intencją tego pisma było zapewnienie opieki i bezpieczeństwa uczniom. Dopatrywanie się w nim czegokolwiek innego uważam za nieporozumienie.

Podobnie interpretuje pismo rzeczniczka prasowa prezydenta Torunia Anna Kulbicka-Tondel:

– Nie oczekiwaliśmy listy z nazwiskami. Chodziło wyłącznie o zorientowanie się, ilu nauczycieli i pracowników zdeklarowało chęć wzięcia udziału w strajku. Intencją było dobro dzieci.

Wielu dyrektorów i nauczycieli, których poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie, odmówiło nam bez podania przyczyny. Ci, którzy się zgodzili, mają inne zdanie w kwestii intencji pisma.

– Zapewnienie opieki dzieciom? – dziwi się dyrektorka jednej z toruńskich podstawówek. – Niech mi pan pokaże jednego choćby dyrektora szkoły, który nie wie, że na czas strajku należy zaopiekować się uczniami. Nie potrzebujemy takich instrukcji. To są kwestie oczywiste.

– Chcę wierzyć, że to tylko niefortunny zwrot – mówi inna dyrektorka. – Być może miało być „ilu”, a nie „którzy”, choć „którzy” pada w tym zdaniu aż dwukrotnie. Chcę myśleć, że to błąd, że tak powiem, stylistyczny. Sama zastosowałam się do polecenia tylko częściowo. Wysłałam pismo, podając liczbę osób, które zadeklarowały chęć wzięcia udziału w strajku, bez podawania nazwisk.

– To pismo to skandal – mówi nauczyciel jednego z toruńskich ogólniaków. – To bardzo brzydka, łamiąca prawo zagrywka. Nie można żądać takiego imiennego spisu. Wiadomo, że nikt nie będzie chciał być na takiej czarnej liście, zwłaszcza dziś, kiedy każdy się boi o pracę.

– Chodziło tylko o zasianie niepewności – mówi pracownik administracji toruńskiego gimnazjum. – I to się udało. Wielu pracowników, którzy mieli strajkować, wycofało się. Niektórzy koledzy wstydzili się przyznać, dlaczego nie przystępują do strajku, mimo że wcześniej się na to zdecydowali. To mi do złudzenia przypomina poszukiwanie osób, które blokowały sejm w grudniu poprzez publikowanie ich wizerunków. To te same metody.

– W mojej szkole dyrektorka „wyperswadowała” każdemu nauczycielowi z osobna pomysł uczestnictwa w strajku – mówi nauczyciel jednej z toruńskich szkół. – Dowiedziałem się, że dla mojego „dobra” lepiej będzie dać sobie z tym spokój. Krnąbrni, którzy mimo przestróg dalej trwali w zamiarze wzięcia udziału w strajku, mieli sami wpisać się na listę. Efekt? Z ponad 20 osób, które początkowo chciały strajkować, na listę nie wpisał się nikt. I nikt się do strajku nie przyłączył.

– Dane, o które wystąpił Wydział Edukacji (ilu nauczycieli przystąpiło do strajku) pan wiceprezydent mógł uzyskać od Toruńskiego Centrum Usług Wspólnych – komentuje dyrektor toruńskiego gimnazjum. – Nie musiał pisać listów do wszystkich dyrektorów. Poza tym jest to prośba bezsensowna: lista uczestników mogła być znana dopiero post factum, a nie przed. Moim zdaniem to zwykła manipulacja.

Istnieje jednak spora grupa dyrektorów i nauczycieli, którzy nie widzą w piśmie niczego niestosownego.

– Doszukiwanie się w piśmie pana wiceprezydenta Fiderewicza jakiegoś podtekstu to przejaw wyjątkowo złej woli – komentuje nauczycielka liceum. – Ludzie szukający wszędzie spiskowych teorii znów dają o sobie znać. A chodziło tylko o tak prostą rzecz: zatroszczenie się o dzieci na czas, kiedy nieodpowiedzialni nauczyciele porzucą pracę.

Przeciwnicy reformy i organizatorzy strajku nie mają jednak żadnych wątpliwości.

– Ten list odczytuję jako zastraszenie – mówi Urszula Polak, prezes toruńskiego ZNP. –Odczuwam to jako próbę wywierania wpływu. To forma nacisku o różnych konsekwencjach. I to się udało. Mnóstwo nauczycieli odstąpiło od strajku w obawie przed utratą pracy. Ludzie po prostu się boją. I trudno im się dziwić.