Bulwar może ożyć!

(fot. wizualizacja)

Toruń przymierza się do ważnej wizerunkowo inwestycji. Za 25 mln zł ma zostać zmodernizowany Bulwar Filadelfijski. Będą kwiatowe rabaty, punkty widokowe, pawilony. A może przy okazji remontu wykroczyć poza makijaż i naprawdę otworzyć miasto na Wisłę?

Konkurs rozstrzygnięto w maju ubiegłego roku. Wstępne konsultacje społeczne już się odbyły. Prace ruszyć mają w 2018. Toruń ma zyskać nowy bulwar. O wszelkich szczegółach Urząd Miasta będzie informować niebawem w trakcie przygotowywanej właśnie kampanii. Zapowiada się zarazem uwzględnianie kolejnych wniosków mieszkańców. Zaprasza się torunian do dyskusji nad formą i przeznaczeniem tego wyjątkowego miejsca. Mam kilka uwag i jedną, konkretną, propozycję.

Dla przypomnienia. W konkursie zwyciężyła austriacko-niemiecka firma architektoniczna Riegler Riewe z Grazu z siedzibą w Katowicach. Komisję konkursową, bo wybierali specjaliści z tytułami profesorskimi, oczarował pomysł zrobienia z bulwaru unikatowego ogrodu. Byliny tworzyć mają o każdej porze roku kolorową kompozycję. Ścieżki spacerowe bulwaru będą nieco węższe, mniej przewidziano poszerzeń utwardzonej nawierzchni. To wynika z samego założenia wstępnego, by zwiększyć na bulwarze udział zieleni, a ograniczyć beton (w tym konkretnym przypadku chodziło o usunięcie nawierzchni z płytek chodnikowych kojarzonych z komuną). Przeważać na nowym bulwarze ma trawa i kwiatowe rabaty. Mówi się nawet o miejskiej łące…

Do tego dochodzą cztery kubatury – zabudowane tarasy widokowe. W przeszklonych pomieszczeniach pod nimi mają być m.in. ubikacje, wypożyczalnie leżaków, knajpki. Sama nadbrzeżna ulica Bulwar Filadelfijski ma zachować obecny przebieg, może być nieco węższa, będą na niej spowalniacze. Parking pod mostem ma pozostać, planuje się jednak jego przebudowę. Najważniejsze – nie dotyka się samej istoty toruńskiego bulwaru, czyli betonowego nabrzeża, gdzie miasto graniczy z rzeką będącą we władaniu Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Tymczasem beton bulwaru nie prezentuje się dobrze od strony rzeki, jest raczej odpychający. By dało się tu bezpiecznie cumować przy niskiej wodzie, konieczne byłyby pływające pomosty (choćby takie, jak sprowadzony specjalnie z chełmżyńskiego jeziora trzydziestometrowy pomost dla drewnianych łodzi biorących udział w inscenizacji zawarcia II pokoju toruńskiego 19 października). W części „wodnej” projektu bulwaru narysowano statki i łodzie, ale nie wskazano jednego zasadniczego miejsca zacumowania sceny na wodzie, na wysokości której należałoby przewidzieć fragment bulwaru w roli amfiteatru (jak to świetnie sprawdziło się w czasie inscenizacji 19 października u wylotu ul. Mostowej). Projekt nie brał pod uwagę planów Torunia zorganizowania w przyszłym roku Festiwalu Wisły właśnie na bulwarze. Nic dziwnego, gdy rozstrzygano konkurs w maju 2015, nikt jeszcze nie myślał o tym, że Toruń zainicjuje hucznie Rok Rzeki Wisły w 550. rocznicę II pokoju toruńskiego 19 października, a sam bulwar w sierpniu 2017 ma stać się sceną największej imprezy rzecznej w Polsce. Bo takie są plany. I o tym się dziś oficjalnie mówi.

Dlatego warto nad projektem się jeszcze głęboko pochylić, by chociażby zaplanować miejsce dla długiego rzędu pawilonów wiślanych rzemieślników i producentów żywności związanej z Doliną Wisły, którzy mają pojawić się na Festiwalu.

Jest jeszcze jeden pomysł radykalnie zmieniający obecne toruńskie podejście do Wisły, które celnie skomentował znany podróżnik Marek Kamiński, gdy zimą 2010 płynął kajakiem królową polskich rzek.

– Szkoda, że tu nigdzie nie można dobić. Wysiąść z kajaka, przywitać się z mieszkańcami. Ten beton na całej długości przytłacza. W Nieszawie było lepiej.

Te słowa usłyszałem od niego na środku Wisły, gdy towarzyszyłem mu od Złotorii do portu AZS. Tam nie wpływał, wolał ruszyć dalej w stronę Solca.

O co chodzi z Nieszawą? Ktokolwiek pływał Wisłą, ten wie, że uchodzi ona za najbardziej przyjazne wodniakom miasto, bo dysponuje spadzistym bulwarem będącym od lat łąką. Napłynąć bezpiecznie na brzeg można wszędzie. Dla kajaków, łodzi, a nawet żaglówek o sporym zanurzeniu to rozwiązanie idealne. Bokiem zacumować mogą tam też duże jednostki.

A gdyby na pewnym odcinku toruńskiego bulwaru zrezygnować z betonowych stopni i wykonać łagodny, szeroki na kilkadziesiąt metrów slip, który pokryty ziemią stałby się prawdziwą toruńską łąką nadwiślańską, bo kończącą się z wodzie?

Najkorzystniejsze dla realizacji tej koncepcji wydaje się miejsce nieco w lewo, patrząc od Bramy Klasztornej, pomiędzy kotwicą, czyli pomnikiem Szkoły Marynarki Wojennej, a niebieskim murkiem z cytatami z „Rejsu”. Szerokość ok. 50 metrów. Ten pomysł analizowało wstępnie kilku specjalistów, w tym inż. Krzysztof Polak, wieloletni dyrektor Hydroprojektu Włocławek, firmy zajmującej się budowlami hydrotechnicznymi w całym kraju.

– Bardzo ciekawy pomysł, bardzo mi się podoba – orzekł. – Ogólnie i bez wchodzenia w szczegóły – coś takiego jest możliwe technicznie.

Gdyby taki jęzor zieleni spływał w tym czy też innym miejscu z toruńskiego bulwaru – to tam właśnie cumowaliby „na szybko” wszyscy przepływający przez Toruń, a tych przybywa z roku na rok. To tam każdy turysta i mieszkaniec mógłby bezpiecznie podejść do Wisły. Pochlapać się jej coraz czystszą wodą. Latem ta nadwiślańska łąka przyciągałaby tłumy. Podobne wzorce mamy blisko (za szkołą ojca Rydzyka łąka schodzi aż do wody Portu Drzewnego) i daleko – w Kolonii przebudowuje się nabrzeża właśnie w łagodne slipy. Rok Rzeki Wisły zobowiązuje. Mógłby być okazją do poważnych zmian.