Byli więźniowie w Senacie. O toruńskim ośrodku „Mateusz” coraz głośniej w Polsce

Prezentowane przez Waldemara Dąbrowskiego w Senacie RP zasady działania ośrodka "Mateusz" zrobiły wrażenie na senatorach, naukowcach, policjantach i oficerach więziennictwa (fot. Łukasz Piecyk)

Toruński, owiany już legendami, Ośrodek Readaptacyjny „Mateusz” zaprezentował się w Senacie RP. Do senatorów, przedstawicieli policji, więziennictwa i naukowców przemawiali byli więźniowie.

Coraz więcej osób, i to z wysokimi tytułami naukowymi, dostrzega, że w Toruniu rodzi się drugi Monar. Takie, dosłownie, porównania padają z ust specjalistów. A tym razem chodzi o pomoc grupie społecznej jeszcze bardziej wyklętej w Polsce.

Istotą jest oczywiście pomysłodawca i silny lider. Waldemar Dąbrowski, przed laty znany hokeista, po wielu perypetiach życiowych, terapiach, sześć lat temu stanął na silnych nogach. Od tego czasu w każdej rozmowie podkreślał, że jest alkoholikiem niepijącym i… działał.

Stworzony przez niego pięć lat temu Ośrodek Readaptacyjny „Mateusz” znają dziś więźniowie w całej Polsce. Ponad siedemdziesiąt osób przeszło przez „dom” i wyszło na prostą. Choć ośrodek, stworzony w dawnym baraku, znajduje się w miejscu wyjątkowo niedostępnym, bo na zapleczu Młyna Wiedzy, a sam adres: Kościuszki 77 niewiele mówi – ciągle ktoś tam puka. W środku nocy potrafią zaglądać świeżo wypuszczeni z więzień ludzie, którzy o „Mateuszu” usłyszeli za kratami.

Tam też zaakceptowali prostą i skuteczną metodę terapeutyczną Waldka: nie pijemy alku, nie ćpamy, szanujemy trzeźwość, do tego nie przeklinamy i nie okazujemy agresji, bo przecież jesteśmy mieszkańcami jednego domu, ziomalami, którzy siebie wspierają.

O metodzie tej powstają dziś prace naukowe. To nie jest przypadek, że o zainicjowanej przez „Mateusza” rewolucji w polskim systemie postpenitencjarnym mówią jednym głosem prof. Lech Witkowski, filozof, prof. Piotr Petrykowski, pedagog, prof. Krzysztof Piątek, specjalista od polityki społecznej.

Wszyscy oni byli proszeni o zabranie głosu podczas posiedzenia Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu RP.

Przemówienie Waldka Dąbrowskiego i multimedialną prezentację ośrodka wsparły wystąpienia jego mieszkańców. Szczególnie trzeci z zabierających głos wzbudził poruszenie zebranych. Dariusz Ilczuk, w zielonym dresie, bo się jeszcze „gajerka” na wolności nie dorobił, w najkrótszych, żołnierskich słowach powiedział, co mu dał „Mateusz”. O wiele więcej, niż talon na sto złotych przypadający po wyjściu z „więźnia”, a tyle oferuje na zachętę państwo polskie.

– Tym ludziom trzeba podać rękę – tłumaczy Waldek Dąbrowski. – Niektórzy ją ugryzą, ale wielu przytrzyma.

Cel wizyty w Senacie, a pojechało z Torunia dwadzieścia osób związanych w jakiś sposób z ideą „Mateusza”, był jeden – sprawienie, by polskie prawo wzięło pod uwagę istnienie podobnych inicjatyw w zakresie pomocy postpenitencjarnej.

– Ludzie mnie pytają, gdzie są kolejne „Mateusze” – mówi Dąbrowski. – Co mam powiedzieć? Wiem, jak je stworzyć, jak znaleźć liderów. Mam też plan stworzenia sieci podobnych domów dla kobiet. A jest na nie ogromne zapotrzebowanie.

Warto zauważyć, że przez pięć lat władze wszystkich szczebli nie bardzo wiedziały, jak ustawić się wobec „Mateusza”. Prywatna inicjatywa nigdzie się nie mieściła. Czy przełomem okaże się wizyta w „Mateuszu” wicemarszałka Senatu RP Jana Wyrowińskiego, który zrozumiawszy z czym ma do czynienia, powiedział, że bardzo mu przykro, iż dopiero teraz tutaj trafił, choć mieszka niecały kilometr obok? To dzięki inicjatywie senatora Wyrowińskiego, „Mateusz” miał wreszcie okazję zaprezentować się całej Polsce w Senacie. Czy to początek pączkowania „Mateusza”?