Chcę mnóstwo prezentów… ze zdrowiem w środku

„Chciałbym polecieć po zdrowie...”. (fot. Łukasz Piecyk)

Karolka strasznie bolała noga, potem brzuszek. W styczniu 2015 roku trafił do toruńskiego szpitala, w którym lekarz zdiagnozował zapalenie stawu biodrowego. Szkoda, że już na samym początku, kiedy mama tak naciskała, nie zbadano go pod kątem nowotworu. Bo to on był i jest przyczyną męczarń, jakie przechodzi 9-latek.

Gdy odwiedzaliśmy Karolka w domu, pod jego blokiem minęliśmy grupę roześmianych trzecioklasistów. To byli przyjaciele chłopca ze szkolnej ławki z wychowawczynią. Chwilę wcześniej stanęli pod oknem Karolka. Pozdrawiali go, rozłożyli transparent z napisem „Czekamy na Ciebie”. Niestety nie mógł do nich zejść. Machał przez szybę, a łzy same płynęły mu z oczu.

– Ja też czasem płaczę, ale nie pokazuję tego – mówi Dorota Jabłonka, mama Karolka. – Trzeba być silnym. Udowodnić tym, którzy skreślili mojego synka, że on jeszcze wyzdrowieje. Trzeba dać im prztyczka w nos.

Karolek spędził w pierwszej klasie tylko pół roku, potem zaczęły się problemy, ogromne bóle w nóżce i klatce piersiowej. Kiedy trafił do szpitala, jego mamie gwarantowano, że to nie rak.

– Miałam przeczucie. Poszłam z nim prywatnie na USG – przyznaje. – 13 lutego okazało się, że ma 11-centymetrowego guza! Dzień później byliśmy już w bydgoskim szpitalu.

Odkąd u Karolka zdiagnozowano raka z przerzutami, on i jego mama przeszło dwa lata spędzili na rozjazdach w szpitalach. Podczas ostatniego pobytu w Bydgoszczy personel poinformował panią Dorotę, że Karol nie dostanie więcej chemii. Że to… już nie ma sensu. Zaczęła działać, szukać, pytać, dzwonić, mailować. Znalazła ogólnoświatowe stowarzyszenie, dzięki któremu Karolek może zostać poddany eksperymentalnemu leczeniu w Berlinie. Ogłoszono nawet zbiórkę pieniężną na jego leczenie. Obecnie ją wstrzymano, bo najpierw trzeba zrobić chłopcu mnóstwo badań, a ich wyniki wysłać do niemieckiej kliniki. Specjaliści podejmą decyzję, czy zajmą się Karolkiem. Jednak pieniądze i tak są potrzebne. Rodzinie chłopca się nie przelewa. W skromnym mieszkanku co jakiś czas pojawiają się nowe meble i sprzęt, którym pani Dorota sama robi Karolowi podstawowe badania. Dobrzy ludzie też pomagają. Ale to kropla w morzu potrzeb.

– Synek dostał rasowego kota w prezencie. Cynamon stał się jego najwierniejszym przyjacielem – uśmiecha się pani Dorota. – Kiedy małego coś boli, kot kładzie się w tym miejscu. A boli go bardzo często. Jednak sam nie chce przyjmować wielu leków przeciwbólowych. Wie, że one mu szkodzą. Jest taki mądry. O swojej chorobie wie pewnie więcej niż ja.

Dziś Karolek nie miał nastroju do rozmów. Czasem ma takie dni. Woli ciszę i spokój.

– Kiedy jestem po rozmowie z lekarzem, on patrzy na mnie czujnie. Chce coś wyczytać z mojej twarzy – mówi. – A ja zaciskając gardło i pięści, walcząc sama ze sobą, nie daję poznać, że to wszystko jest tak wielkim koszmarem. Najgorsze są noce. Kilka dni temu Karolek prosił, abym włączyła światło, choć mieliśmy włączony telewizor. Powiedział, że ma przeczucie, że ktoś wejdzie do pokoju, ktoś obcy. W takich momentach wpadam w paranoję. Boję się o niego. Boję się, że to może być jakieś… przeczucie.

– Podziwiam ją – do rozmowy włącza się Wiesława Kruczykowska, babcia Karolka. – Moja córka to twarda kobieta. Na początku jak Karolek płakał, to ona z nim. Jak się śmiał, to ona też. Jest z nim na wszystkich badaniach. Od tego zaczęły wypadać jej zęby. Raz jak kichnęła, kilka wypadło ot, tak. To te wszystkie naświetlania. Ale ona o siebie nie dba. Nie ma kiedy. Mówi „oj tam, się przejmować będę…”. A powinna, bo rok przed Karolkiem to u niej zdiagnozowano raka tarczycy. Na szczęście nie był złośliwy. Wycięto go, ale córka nawet nie ma chwili, by zrobić sobie badania.

Pani Dorota ze śmiechem opowiedziała historię sprzed kilku dni, gdy wraz z chłopcem przeglądali jej rzeczy.

– Karolek powiedział: „mama, ale ty masz wszystko stare” – śmieje się. – Odpowiedziałam półżartem: „no tak, bo wszystko tobie kupujemy”, na co Karol: „trzeba pomyśleć, żeby tobie też coś kupić”.

Chłopiec jest traktowany bardzo ulgowo. Jego pasją jest gra GTA, do której mama często dokupuje specjalne karty. Choć mu nie wolno, czasem przekonuje bliskich, by zabrali go na zakupy czy nawet do kina.

– Był niedawno z wujkiem na bajce – wspomina mama. – Rozpłakał się, opisując wzruszające sceny. Jego wujek też płakał, ale wcale nie patrzył na ekran.

Karolek to oczko w głowie najbliższych. Wiele w ich życiu się zmieniło, odkąd walczą z rakiem. Ale są i pozytywne chwile, te beztroskie. Dzięki chłopcu jego babcia ma Facebooka!

– Kiedy on i córka jeździli po szpitalach, musiałam Karolka widzieć, a nie tylko słyszeć. Dorota często wrzuca jego zdjęcia, których widok mnie uspokajał. Rozmawiałam sobie z Karolem na Messengerze – śmieje się babcia. – Kiedyś sama wyzywałam, że wszyscy mają tego „fejsbuka” i „pikają” non stop, a dziś nawet mąż mówi do mnie: „hej, plum, plum… chodź spać”.

Kiedy ktoś pyta Karolka o chorobę, on odpowiada, że wcale nie jest chory, że ma tylko raka. Zapytany o to, co chciałby dostać, odpowiada…

– Czy ci ludzie nie rozumieją? Powiedz im wszystkim, aby każdy z nich wysłał mi po małym kartonie zdrowia – łzy zbierają się w oczach pani Doroty. – Raz ktoś mu wysłał upominek właśnie w kartonie. Karolek wszedł do niego, zrobiłam mu zdjęcie i wrzuciłam na Facebooka. Ktoś inny napisał w komentarzu: „gdzie byś chciał tym wehikułem polecieć, Karolku?”. A on na to: „odpisz mama, że ja chciałbym po zdrowie polecieć. Tam, gdzie wyzdrowieję”.

Sprawę Karolka zgłosiła nam Lidia Pitulska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej nr 2 w Toruniu.

– Szkoła organizuje dla chłopca wiele akcji, m.in. kiermasz, a także maraton zumby – informuje. – Odbędzie się on w momencie, gdy ponownie ruszy zbiórka dla Karola. Warto więc odwiedzać stronę internetową naszej szkoły – www.sp2torun.org. Chcemy pomóc Karolkowi. Jego historia wstrząsnęła nami wszystkimi, dlatego nie jesteśmy obojętni na jego krzywdę.

Każdy, kto chciałby wspomóc chłopca, może śledzić jego profil na Facebooku „Pomoc dla Karola z Torunia” i skontaktować się z jego mamą bądź zgłosić się do autorki tekstu pod nr tel. 601 581 086.