Co z tymi lekarzami… [felieton]

Mec. Łukasz Płaza, Kancelaria Płaza i Wspólnicy (fot. Łukasz Piecyk)

Od tygodni strajkują młodzi lekarze. Po raz pierwszy do zaczęły się do nas przebijać informacje, jak bardzo państwo eksploatuje młodych lekarzy, jednocześnie igrając z bezpieczeństwem nas wszystkich.

To pierwszy protest lekarzy, który dotyka problemu zaniedbań systemowych ciągnących się od lat. Tym bardziej jego przebieg jest zaskakujący, że obecny minister zdrowia sam zgłaszał identyczne postulaty jeszcze dwa lata temu. Poglądy jak zwykle zależą od miejsca siedzenia.

Tak naprawdę młodzi lekarze pokazują, jak bardzo ryzykowne są wizyty w szpitalach. Przeciętny lekarz pracuje dużo ponad wszelkie normy. Kilkaset godzin dyżurów w miesiącu to ich codzienność.

Czy pracujący przez 36 godzin lekarz jest fizycznie w stanie wywiązać się ze swoich obowiązków? Czy człowiek, który nie przespał w czasie dwóch dni nawet kilku godzin, ma refleks i spostrzegawczość, by nas leczyć? Czy ten człowiek może być nadal miły, uprzejmy i asertywny?

Przerażające, że osobie, która nie miała odpowiednio długiej przerwy w pracy, nie można powierzyć prowadzenia auta ciężarowego, ale równie zmęczony lekarz zobowiązany jest ratować życie naszych rodziców i dzieci.

Oczywiście lekarze mogą mniej dyżurować, mniej pracować na kilku etatach. Tylko kto ich zastąpi? Przecież, mimo że pracują w tylu miejscach, kolejki się nie zmniejszają.

Brzmi mi w uszach aroganckie „niech jadą” i jednocześnie zapewnienia o najwyższej od lat nadwyżce budżetowej. Może czas przyznać, że ochrona zdrowia musi kosztować więcej? Za chwilę nasi lekarze od nas wyjadą, nie ze względu na pieniądze, ale dla poczucia komfortu pracy. Ale już istniejącej dziury pokoleniowej nie zastąpimy z dnia na dzień. Szczególnie że przy takich nakładach finansowych i obłożeniu pracą niedługo chętni do imigracji do Polski będą wyłącznie lekarze z Korei Północnej.