Coraz trudniej o własne M?

W obraniu odpowiedniej drogi do kredytu pomoże nam agent nieruchomości. (fot. Łukasz Piecyk)

Osoby planujące zaciągnięcie kredytu hipotecznego z pewnością wiedzą, że od 1 stycznia 2017 wprowadzono zmianę w wysokości wkładu własnego. Teraz wynosi on 20 procent wartości nieruchomości, a jeszcze w roku ubiegłym był o 5 procent mniejszy.

Zacznijmy od początku. W 2006 roku powołano instytucję o nazwie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Jej zadaniem jest sprawowanie nadzoru i kontroli nad bankami, ubezpieczalniami etc. W 2006 KNF opracowała „Rekomendację S” dla banków zawierającą ważne dla przyszłych kredytodawców zalecenia. W 2013 roku zapisy zostały zmienione. Jednym z powodów naniesienia poprawek był globalny kryzys finansowy. Miały one również spowodować większą „zdroworozsądkowość” w zaciąganiu kredytów przez niewypłacalnych klientów, jak i zapobiec „rozdawnictwu” kredytów. Ponadto, skoro trudniej dostać kredyt, procedura nie jest łatwa, szybka i przyjemna, potencjalny kredytobiorca ma więcej czasu na zastanowienie się nad zasadnością zaciągania pożyczki. A pamiętajmy – kredytu hipotecznego nie bierzemy na swoje barki na kilka, a na kilkadziesiąt lat!

Najważniejszymi zapisami w „Rekomendacji S” są: ograniczenie okresu spłaty kredytu hipotecznego do 35 lat oraz obowiązek wniesienia co najmniej 20 procent wartości nieruchomości jako wpłaty własnej kredytobiorcy. Ten ostatni obowiązuje od 1 stycznia 2017 roku. Dla porównania jeszcze w 2014 roku wkład własny wynosił tylko 5 procent, a w 2015 – 10 procent. „Rekomendacja S” składa się z zaleceń, a nie zarządzeń obowiązujących banki bezwzględnie. Zwiększenie wpłaty własnej do kredytów hipotecznych ma być swego rodzaju zabezpieczeniem dla banku. Gwarantem, że przyszły kredytobiorca jest wypłacalny i stabilny ekonomicznie. Poza tym większy wkład własny zmniejsza marżę banku, w którym staramy się o pomoc finansową. Jednak mniejsze oprocentowanie pożyczki nie dla wszystkich jest dobrym argumentem. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez portal domy.pl, co piąty kupujący nieruchomość ma dwadzieścia kilka lat. Dopiero stoi u progu życia dorosłego, czasem jeszcze się uczy bądź właśnie zakończył edukację i rozpoczyna pracę. Dla tej grupy osób lepszym rozwiązaniem może być większe oprocentowanie kredytu, a mniejsza wpłata własna. Bo jak osoba „świeża” na rynku pracy miałaby zgromadzić tak wysoką kwotę? Owszem, istnieje możliwość zmniejszenia 20-procentowego wkładu, jednak wówczas musi pojawić się dodatkowe zabezpieczenie kredytu, takie jak: ubezpieczenie, papiery wartościowe czy zdeponowane oszczędności.

Jak znaleźć się w tym szalonym świecie nieruchomości, banków, procentów, remontów, kosztów, kosztorysów…? Pomocną dłoń do zagubionego na pewno wyciągnie doradca finansowy, bankowy czy niektórzy agenci nieruchomości. Przedstawiciele tych zawodów są na bieżąco z aktami prawnymi dotyczącymi rynku nieruchomości, znają nowelizacje ustaw, wiedzą o przeszkodach, które należy pokonać na drodze do kredytu.

W Polsce kolejki po kredyty hipoteczne nadal są okazałe. W takich krajach jak Niemcy czy Austria blisko połowa młodych ludzi wynajmuje mieszkania, nie planując kupna. Nowoczesny model życia nie determinuje zakupu własnego M. Posiadanie mieszkania już nie jest koniecznością dla stabilizacji i bezpieczeństwa. Współcześni ludzie coraz więcej pracują, często zmieniają miejsce pracy. To powoduje, że nie muszą, a nawet i nie chcą wiązać się na stałe z jednym miejscem zamieszkania.