Czas Mieszkańców: Stworzymy rady osiedli z własnym budżetem

Publicznego poparcia komitetowi Czasu Mieszkańców udzielił marszałek Jan Wyrowiński (fot. Adam Zakrzewski)

O programie Czasu Mieszkańców, wbijaniu gwoździ do trumny oraz scenariuszach politycznych po wyborach samorządowych Łukasz Piecyk rozmawia z Joanną Scheuring-Wielgus oraz Maciejem Cichowiczem, kandydatami CzM na prezydenta i wiceprezydenta Torunia w listopadowych wyborach.

Wbiliście gwóźdź do trumny obecnej formie opozycji w Toruniu? Głos poparcia marszałka Jana Wyrowińskiego dla Czasu Mieszkańców wszystkich zaskoczył.
MC: Marszałek Wyrowiński na naszej konferencji powiedział, że czuje się kilkanaście lat młodszy i dla niego to nadzieja oraz powrót do ważnych wydarzeń.
JSW: Naszym głównym filarem działania jest powrót do samorządności. Jego głos to naprawdę duże wyróżnienie i potwierdzenie słuszności kierunków naszych działań.

Mowa o programie?
JSW: Ten dokument powstał na podstawie diagnozy społecznej prowadzonej przez 3 miesiące. Wyszliśmy do ludzi jako pierwsi, żeby zapytać o to, czego potrzebują. W połączeniu z filarami Porozumienia Ruchów Miejskich stworzyliśmy program, który będziemy dawkować, aby nie wyłożyć wszystkiego naszej konkurencji, bo ich plan powstał w gabinetach, w oderwaniu od codziennych potrzeb mieszkańców.
MC: Pod koniec października mieszkańcy Torunia poznają cały mechanizm, który ma łączyć miasto w spójną całość. Pierwszy opublikowany punkt dotyczył pozostawienia Domu Harcerza w obecnej formie. Wzorem innych miast wprowadzimy stanowisko Plastyka Miasta, który zadba o estetkę Torunia. Pojawią się standardy reklam i szyldów na wszystkich osiedlach.

Pozarządowa otoczka wokół waszej formacji kojarzy się często z prowadzeniem miękkich projektów. Jak chcecie przekonać wyborców do tego, że będziecie chcieli inwestować bardziej materialnie?
JSW: W Toruniu jest wiele pustych miejsc, które nie są wypełnione treścią. Chcemy inwestować w ludzi. Czas Mieszkańców to przedsiębiorcy, naukowcy, eksperci z różnych dziedzin. To my prowadzimy firmy i fundacje, które na co dzień walczą na wolnym rynku i borykają się z barierami administracyjnymi.
MC: Decyzje o kolosalnych sprawach często zapadają wśród kilku osób. Mamy średnicówkę, która kończy się w polu, a ścieżki dla pieszych w jej obrębie spotykają się z ekranami akustycznymi. Decyzje zapadły bez żadnych danych, aż usłyszałem, że skoro robi to prezydent, to trzeba mu zaufać, iż zrobi to najlepiej. Teraz za 40 milionów po trasie średnicowej hula wiatr.

Jako potencjalnym rządzącym przyszłoby się wam zmierzyć ze schedą po obecnej ekipie. Co wtedy? Toruń przecież rośnie w długach.
JSW: Będziemy zwiększać przychód naszego miasta.

Jakim cudem?
JSW: Zachęcając ludzi do tego, aby tutaj zostali. Według danych GUS-u, w 2030 roku w Toruniu będzie miał tylko 160 tys. mieszkańców. Kluczem do ich zatrzymania jest przyjazne miasto, które nie zniechęca nas podczas spaceru, zabawy z dzieckiem czy w trakcie załatwiania sprawy w urzędzie.

Chyba każda władza chciałaby, aby mieszkańcy byli zadowoleni, prawda?
MC: Mamy budżet obywatelski. Niech on integruje społeczności, a nie służy do budowy lamp i chodników. To przecież zadania miasta. Poza tym czemu nikt nie zajmuje się np. pomysłami, które nie zostały zrealizowane w jego ramach?
JSW: Mamy pomysł, aby przemodelować rady okręgu i zastąpić je radami osiedli, które będą miały większe kompetencje i budżety na właściwe sobie zadania. Chcemy też przypomnieć młodym, że jest możliwość powołania Młodzieżowej Rady Gminy.

Zdobywacie pełną władzę w Toruniu. Co na początek?
MC: Robimy audyt i bilans startu. Zależy nam na tym, aby zmiany zaszły w samym urzędzie. Chcemy wydobyć twórczą siłę także z osób, które realizowały z góry określoną ideę, nie zawsze po ich myśli. Mamy pomysł na miasto i nie zawahamy się go użyć!

Czas Mieszkańców jest w opozycji. Jak działacie?
JSW: Przyznam szczerze, że zakładaliśmy tylko pierwszy scenariusz (śmiech). Mimo wszystko nasi radni mają pracować, czytać projekty uchwał, recenzować je. Nie wyobrażamy sobie, żebyśmy nie realizowali swoich pomysłów. Zresztą od inauguracji Czasu Mieszkańców złożyliśmy porównywalną liczbę uchwał jak największy klub w Radzie Miasta. W taki obywatelski sposób będziemy działać nawet przy założeniu, że ani urząd prezydencki, ani Rada Miasta nie będą dla nas. Nam zdecydowanie chodzi o tworzenie przyjaznego miasta.