Czas Mieszkańców: Toruń nie jest własnością prezydenta

Czas Mieszkańców został oficjalnie zainicjowany w trakcie konferencji na Rynku Staromiejskim. Od prawej w pierwszym rzędzie Joanna Scheuring-Wielgus i Łukasz Wróblewski (fot. Łukasz Piecyk)

Chcą być agorą dla mieszkańców Torunia, aby powstało miejsce do partycypacji i obywatelskiego poruszenia. O diagnozie miejskiej rozmawiamy z Joanną Scheuring-Wielgus i Łukaszem Wróblewskim z Czasu Mieszkańców, ruchu miejskiego, który wystawi swój komitet w jesiennych wyborach samorządowych.

Michał Zaleski może się was bać?
Z prezydenckim Czasem Gospodarzy będziemy konkurować wyłącznie w wyborach. Michał Zaleski może się nas bać, jeśli gra o władzę jest dla niego najważniejszym celem. Na jego miejscu bylibyśmy jednak zadowoleni z naszej inicjatywy, bo im aktywniejsi torunianie, tym lepsza przyszłość czeka nasze miasto. Nie powstaliśmy w kontrze do Czasu Gospodarzy. Co do zarzutów o plagiat nazwy… Cóż, to trochę tak jakby w USA Partia Demokratyczna oskarżała o to Partię Republikańską (śmiech).

Skojarzenie z Czasem Gospodarzy jest jednak bezsprzeczne.
Nazwa została wybrana z kilkudziesięciu propozycji. Debatowaliśmy nad tym długo w kilkudziesięcioosobowym zespole. Czas Mieszkańców nie powstał ad hoc, aby komuś zrobić przytyk. Odnosimy się do polityki, która była realizowana przede wszystkim przez ostatnie 12 lat. Teraz mamy jej różnorakie efekty. Nie będziemy jednak rzucać się do gardeł i szarpać stołki w magistracie. Występujemy nie przeciwko komuś, ale dla kogoś.

Jeśli wejdziesz między wrony…
Oponenci będą patrzyli na nas z perspektywy walki o miejsca w Radzie Miasta. To smutna konstatacja, ponieważ lokalna polityka powinna zdecydowanie różnić się od tej, jaką znamy z wiadomości. Jesteśmy partnerem skupionym w ruchu społecznym, który reprezentuje szerokie spektrum mieszkańców Torunia. Jesteśmy otwartą grupą, która nie wstydzi się swoich politycznych planów. Partyjniactwo u nas jednak nie przejdzie.

Reprezentujecie obywateli Torunia. Kim w takim razie są członkowie Czasu Mieszkańców?
Mieszkamy, pracujemy, działamy, prowadzimy firmy i fundacje w Toruniu. Jesteśmy ludźmi, którzy wierzą w społeczeństwo obywatelskie. Doświadczenie? Niektórzy z naszych członków pracowali kilkanaście lat w korporacjach, inni budowali drogi i fabryki za granicą, a niemal każdy był zaangażowany w projekty dotyczące spraw publicznych, otaczającej nas przestrzeni, rewitalizacji osiedli.

Wasz program wyborczy będzie oparty na badaniach społecznych.
Bez nich nie mamy czego szukać w listopadzie. Na upartego można powiedzieć, że jesteśmy ruchem „niewyborczym”, bo w przeciwieństwie do typowych programów politycznych nasza strategia pozostanie na stałe w Toruniu. Nie idzie nam tylko o najbliższe miesiące, ale o 10-20 lat. Budżet obywatelski pokazał, że mieszkańcy chcą się włączać w kształtowanie miasta. Aktywnych z roku na rok będzie coraz więcej. Musimy na to przygotować całe miasto.

Wcześniej nie było takich okazji?
Budżet partycypacyjny czy konsultacje społeczne to narzędzia w zarządzaniu miastem, o których pierwsze zaczęły mówić pozarządówki. Gdy kilka lat temu padały pierwsze takie propozycje, to słyszeliśmy od urzędników, że doskonale wiedzą, co jest potrzebne torunianom. Teraz zmienia się to na lepsze, mimo że wciąż można wskazać wiele niedociągnięć. Na razie poziom dialogu urzędników z mieszkańcami nie jest najlepszy i to jest powód tego, że przy okazji stawiania nowego mostu nie zbudowaliśmy również linii tramwajowej na drugi brzeg. Brak dialogu wpływa również na mapę ścieżek rowerowych, które rwą się w połowie i nie łączą poszczególnych osiedli i dzielnic. To, co jest dobre dla kilku panów w sile wieku, niekoniecznie musi być dobre dla wszystkich.

Jak chcecie zdiagnozować Toruń?
Przeprowadzimy szereg wywiadów pogłębionych z konkretnymi przedstawicielami grup społecznych z trzynastu okręgów Torunia. Zapytamy m. in. o transport, edukację czy administrację. Pierwszy rys dokumentu powstanie pod koniec czerwca. W wakacje organizujemy trzynaście kawiarenek obywatelskich, w których przedyskutujemy z mieszkańcami ten projekt. Oczywiście swoje zdanie będzie można wyrazić także w inny sposób. Bez dialogu nie można budować programu. Co ważne, nie jest tak, że mieszkańcy muszą przyjść do nas z gotowymi rozwiązaniami, choć ich nigdy nie jest za wiele. Chcemy dowiedzieć się raczej, co ich trapi i czego potrzebują. Następnym krokiem będzie praca ekspercka i przygotowanie propozycji dokumentu, który znów trafi do mieszkańców.

Kiedy poznamy waszego kandydata na prezydenta?
Pewnie gdybyśmy myśleli tylko o wyborach, to moglibyśmy już coś powiedzieć, ale teraz pracujemy nad Społeczną Strategią Rozwoju Miasta Torunia. Bez niej nie będzie dobrego programu, a kandydat bez programu, to okłamywanie wyborców. Czas Mieszkańców tworzy nową jakość, dlatego nie możemy sobie na to pozwolić.