SKANDAL NA UMK: Czy doktor habilitowany filozofii R.M. próbował zgwałcić doktorantkę Wydziału Prawa i Administracji?

- O sprawie rektor wie, jednak oficjalnie nie zostaliśmy o niej poinformowani - twierdzi Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK (fot. Adam Zakrzewski)

W Hotelu Asystenckim w Toruniu powszechnie wiadomo, że doszło do incydentu między doktorantką a „profesorem”. Młoda kobieta miała uciekać przed intruzem po korytarzu wołając głośno: „Ratunku!”. Wcześniej doszło do szamotaniny w pokoju, w którym mieszka M. i inny doktorant prawa T.K. To on miał zwabić podstępem dziewczynę. Wersja wykładowcy różni się jednak od tej, którą usłyszeliśmy od mieszkańców hotelu dla naukowców.

K. i M. ponad tydzień temu pili wspólnie alkohol. Imprezowali często. Doktorantka prawa przewijała się w tym towarzystwie, gdyż mieszka tuż obok. Feralnego dnia nie miała ochoty ruszać się z domu. K. dzwonił jednak parokrotnie. Mówił, że jest impreza, a jej nie może zabraknąć.

– Rzeczywiście, ona przyszła do mojego pokoju, ale nie doszło do żadnej napaści bądź gwałtu – mówi dr hab. M., wykładowca UMK. – Owszem, byłem pod wpływem alkoholu i z całą pewnością zachowywałem się namolnie i niestosownie. Mogłem też powiedzieć coś odnośnie jej kobiecości, co ją uraziło. Ale następnego dnia ją przeprosiłem i sądziłem, że jest już po sprawie. Tym, co dzieje się w tej chwili jestem po prostu przerażony. Mam dwoje dzieci i nie wiem, co teraz ze mną będzie. Obawiam się, że mogę stracić pracę.

Tymczasem w hotelu asystenckim naukowiec ma opinię człowieka nie stroniącego od dobrej zabawy. Jak dotąd jednak nikt nie mówił, że stosował on wobec kobiet przemoc lub nadużywał środków odurzających.

– Nie brałem żadnych narkotyków, to jakaś wierutna bzdura – dodaje dr habilitowany filozofii. – Wydaje mi się, że wokół tej sprawy jest za duże zamieszanie. Zachowałem się niestosownie, nie powinienem kłaść ręki na jej kibici czy kolanie, ale nie dotykałem przecież miejsc intymnych!

Rzekoma poszkodowana do dziś jest roztrzęsiona. O sprawie nie chce rozmawiać z mediami, jednak zawiadomiła o incydencie prof. Zbigniewa Witkowskiego.

– O sprawie rektor wie, jednak oficjalnie nie zostaliśmy o niej poinformowani – mówi dr hab. Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK w Toruniu. – Najlepiej byłoby, gdyby doktorantka osobiście opisała rektorowi całe zajście. Wówczas można by ewentualnie wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Jednak w obecnej sytuacji, nie możemy nic zrobić. Tak naprawdę nie wiemy, co między tymi osobami zaszło.

Doktorantka jak dotąd nie zgłosiła się na policję ani do prokuratury.

Kontynuacja tematu oraz zdjęcia już wkrótce w papierowym wydaniu gazety. Szukaj Tylko Toruń w swojej okolicy.