Czym pływał Mieszko I?

Czy tą łodzią książę Polan popłynął na chrzest? A może przewoziła cesarza Ottona na zjazd gnieźnieński? (fot. Łukasz Piecyk)

Toruńscy archeolodzy dźwignęli z dna jeziora Lednica tysiącletnią łódź. To jeden z najstarszych znalezionych zabytków tego typu. Naukowcy przypuszczają, że dłubanka mogła mieć przeznaczenie wojskowe lub należeć do możnowładcy – być może samego Mieszka lub Bolesława Chrobrego.

Dłubanka, czyli łódź wykonana z jednego pnia drzewa, przez całe milenium spoczywała na dnie jeziora położonego między Poznaniem a Gnieznem. Na znajdującej się na nim wyspie Ostrów Lednicki w czasach narodzin państwa polskiego funkcjonował potężny gród.

– Łódź odkryta została w 1989 roku, ale dopiero teraz mamy możliwości, by ją wydobyć i należycie zakonserwować – tłumaczy kierujący pracami wydobywczymi dr Krzysztof Radka z Zakładu Archeologii Podwodnej Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. – Zwykle znajdujemy łodzie dębowe, a dłubanka została wykonana z lipy, to drzewo znacznie mniej trwałe. Zachowała się do naszych czasów, bo spoczywała na dużej głębokości 9 metrów. Przykryta była osadami, bez dostępu powietrza.

Zanim naukowcy z UMK podjęli prace wydobywcze, łódź była już obiektem badań metodą radiowęglową. W połączeniu z badaniem kontekstu stratygraficznego zalegania, czyli warstw osadów pod i nad łodzią, oszacowano datę powstania zabytku. Datuje się go na czas pomiędzy rokiem 964, kiedy zbudowano most, pod którym spoczywa, a 1038, kiedy most został zburzony. Świadczą o tym leżące na pokładzie mostowe belki. Nie jest też dokładnie znane przeznaczenie łodzi.

– Rozmiary dłubanki – mierzy 9,3 m długości – świadczą o tym, że to nie jest zwykła łódź rybacka. Nie ma też charakterystycznych dla łodzi rybackich otworów – tłumaczy dr Radka. – Podejrzewamy, że mogła służyć jako łódź wojenna, choć nie znaleźliśmy żadnych militariów na pokładzie. Możliwe, że należała do jakiegoś dostojnika. Kto wie, może pływał nią Mieszko na spotkanie z Dobrawą czy nawet na chrzest? Może korzystał z niej Bolesław Chrobry albo Otton III, udając się na zjazd gnieźnieński? Nie możemy tego wykluczyć.

Pierwszym etapem wydobycia łodzi było odkopanie jej zarysu pod wodą. Następnie płetwonurkowie dokonali procesu dokumentacji i pomiarów – ten etap zakończył się w lipcu. Kolejnym krokiem było odkopanie całej dłubanki na początku października i stopniowe wyniesienie jej fragmentów za pomocą specjalnych korytek podwieszonych na balonach wypornościowych na głębokość ok. 2 metrów. Następnie ekipa archeologów z Torunia 14 listopada wydobyła łódź na powierzchnię. 10 dużych fragmentów dłubanki na specjalnych stelażach przewieziono do Instytutu Archeologii UMK.

– Drewno lipowe jest bardzo miękkie, po tysiącu latach w wodzie przypomina watę – wyjaśnia dr hab. Małgorzata Grupa z Instytutu Archeologii UMK. – Fragmenty na stelażach są impregnowane poliglikolem, ten proces potrwa około roku. Po wyciągnięciu z impregnatu drewno zostanie umieszczone w specjalnej zamrażarce, która ustabilizuje strukturę drewna, usuwając z niego wodę. Suszenie metodą freeze-drying potrwa około miesiąca.

Po zaimpregnowaniu i wysuszeniu pozostałości przewiezione zostaną do Warszawy, gdzie zostanie z nich zrekonstruowana dłubanka. Będzie ozdobą przyszłego Muzeum Historii Polski w stolicy, obok m.in. tysiącletniego dębu z Walichnów Wielkich na Pomorzu, również wydobytego niedawno przez naukowców z UMK.

– Skarby kojarzą się nam z zakopanymi skrzyniami złotych monet, ale bez wątpienia zabytki, które wydobywamy, są skarbami narodowymi – mówi profesor Grupa. – Odkrywanie przeszłości to skarb sam w sobie.