Dał nam przykład Bonaparte… [FELIETON]

Paweł Gulewski, toruński radny PO, fot. Łukasz Piecyk

Ten weekend będzie bez wątpienia biało-czerwony. Świętować będziemy 100-lecie odzyskania Niepodległości. Jednak zbyt dużo się ostatnio działo w polityce krajowej i lokalnej, żeby choć kilka słów o tym również nie naskrobać.

Wybory samorządowe już za nami. Przyniosły nam one zwycięskich Napoleonów i po prostu przegranych. W Toruniu niby bez niespodzianek, ale jednak kilka przecież było.

Po pierwsze zacięta kampania prezydencka, która mogła zakończyć się dopiero w II turze. Nigdy dotąd w szranki z obecnym prezydentem nie stanął zawodnik tak silny i zdeterminowany, jak Tomasz Lenz. Jemu za to należą się wielkie brawa. Kampania rządzi się swoimi prawami, dla innych było „ostro”, dla drugich „za słabo”. No cóż – nie dogodzisz Panie.

Gratulacje należą się wszystkim kandydatom na urząd prezydenta. Kampania zawsze daje możliwość rozmowy o Toruniu. Ta na pewno dała i pożyteczna była. Starcie na programy i wizje wyjdzie nam wszystkim na dobre – wszak o kolejne 5 lat rozwoju nam chodzi.

Wybory do Rady Miasta przyniosły też kilka nieoczywistych rozstrzygnięć. Pierwsza z nich to tylko jeden, mandat dla komitetu „My Toruń”. Choć aspiracje były większe, to zawód na całego. Reprezentacja ruchów miejskich ograniczyła się tylko do jednego radnego.

Sromotną porażkę poniósł PiS, który bez prawdziwego lidera i pomysłu na kampanię wywalczył zaledwie 6 mandatów. Apetyty były spore. Teraz ponoć trwa tam polowanie na winnych, może nawet na jednego winnego! Mój macierzysty klub Koalicji Obywatelskiej wygrał ewidentnie. Dysponuje 10 radnymi. Młodymi, doświadczonymi i tymi chcącymi zmieniać świat na lepsze.

Jednak już zupełnie wyborczo „pozamiatał” Piotr Całbecki, który osiągnął wynik ponad 68 tys. głosów do sejmiku województwa. On ewidentnie dał nam przykład jak zwyciężać mamy…