Dla tych ludzi „Gwiezdne wojny” to nie film, ale styl życia. Spotkają się znów w Toruniu

Filmowi bohaterowie jak żywi i gigantyczne statki kosmiczne – to wszystko zobaczymy na StarForce (fot. nadesłane)

Jedno jest miejsce w Galaktyce, gdzie mogą wspólnie bawić się szlachetni Jedi i mroczni Sithowie… To Toruń, gdzie 30 listopada odbędzie się V edycja StarForce – konwentu fanów filmowej sagi „Gwiezdne wojny”. Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” będzie miejscem spotkania najwierniejszych miłośników filmów George’a Lucasa, dla których obecność w Toruniu jest wręcz obowiązkiem.

Podczas StarForce stateczni, zapracowani na co dzień ludzie, z entuzjazmem nastolatków prezentują pieczołowicie zbierane, bądź własnoręcznie tworzone gadżety związane ze „Star Wars”. Często przybywają też w pełnym rynsztunku fana, czyli wiernie odwzorowanym stroju ulubionego bohatera. A tego typu pasje do najtańszych nie należą. Koordynator zlotu, torunianin, Rafał Frąckiewicz, na konwentach fanów pojawia się w czerwonym stroju imperialnego gwardzisty.

– Hełm musiałem sprowadzić aż z Australii. Kosztował 1,5 tysiąca złotych, ale i tak cały strój wyniósł mnie stosunkowo niewiele – mówi. – Imperialny gwardzista to idealne zestawienie jakości i ceny. Stroje pozostałych postaci, to o wiele większy wydatek.

Wśród fanów do najpopularniejszych należą kostiumy pilotów Rebelii, rycerzy Jedi i szturmowców Imperium.

– Największe wrażenie zrobił na mnie dwa lata temu chłopiec z Torunia, który nosił strój łowcy nagród Boby Fetta – wspomina. – Zadziwił strojem wszystkich uczestników, nawet naszego gościa, Jeremy’ego Bullocha, odtwórcę tej roli w filmie.

Niszczyciel z zapalniczek

Elblążanin, Adam Kulesza, potrafi wydać na swoją pasję znacznie więcej, niż miłośnicy kostiumów. Żadna edycja StarForce nie może obyć się bez wystawy stworzonych przez niego, ogromnych modeli statków kosmicznych z filmu.

– Mój pierwszy statek, niszczyciel Imperium, zbudowałem jeszcze w latach 80. – wspomina Adam. – Z moim bratem, Markiem, skonstruowaliśmy go z tektury, płyty pilśniowej i butaprenu. O planach konstrukcyjnych można było pomarzyć, polegać mogliśmy jedynie na VHS-ach i fotosach.

Dziś o materiały znacznie łatwiej, ale budowa modelu, trwająca do 3 lat, to wciąż koszt 4-6 tysięcy złotych.

– Przez tyle lat ludzie więcej wydają na papierosy, więc to nie jest aż tak dużo – żartuje Adam. – Żeby obniżyć koszty korzystam z recyklingu – używam elementów zapalniczek, tonerów, aparatów, zabawek. Aktorzy z filmu goszczący na konwentach są moimi pracami zachwyceni. Na jednym z modeli autograf złożył filmowy Darth Vader, David Prowse.

Elita elit

Zagorzali miłośnicy „Gwiezdnych wojen” to społeczność ze sobą bardzo zżyta. Oprócz spotykania się na zlotach, tworzą prężnie działające fanowskie organizacje. W Grodzie Kopernika funkcjonuje Toruńskie Imperium Star Wars, którego Frąckiewicz jest honorowym członkiem. Należy on również do elity elit fanów „Gwiezdnych wojen” – Legionu 501- międzynarodowego towarzystwa miłośników cyklu. Na jego spotkania potrafi się wybrać i za granicę.

– Legion to nobilitacja w środowisku fanów, należy do niego sam Lucas – mówi z dumą Rafał. – W lipcu, podczas konwentu fanów filmu w niemieckim Essen, znalazłem się wśród 400 członków organizacji z całej Europy. Sam konwent przyciągnął 20 tysięcy fanów.

Zawsze na czasie

Ilu sympatyków filmu zgromadzi w Toruniu największy polski konwent? Można spodziewać się kilkunastu tysięcy osób, bo tyle gromadziły dotychczasowe edycje. Jak to możliwe, że po prawie 40 latach od premiery pierwszej części cyklu, saga wciąż elektryzuje tylu Polaków?

– To uniwersalna historia, która zawsze będzie aktualna, póki dobro będzie walczyć ze złem, a młodzi ludzie wkraczać będą w dorosłość, jak Luke Skywalker – tłumaczy fenomen „Gwiezdnych wojen” Rafał. Wtóruje mu Adam:

– Polacy szczególnie lubią „Star Wars”. Tyle lat spędzili pod jarzmem różnych Imperiów… Każdy Polak jest w duszy Rebeliantem- uśmiecha się.