Dlaczego w Toruniu nie ma klubu dla homoseksualistów? Właściciele pubów boją się o tym rozmawiać

Homoseksualiści nie kryją się z tym, że życie w Toruniu nie jest dla nich idyllą

Powstawało ich w ostatnich latach kilka. Nie utrzymywały się jednak długo. Popyt był, ale koszty funkcjonowania takiego miejsca zniechęcały właścicieli. Geje nie siedzą jednak w zamkniętych na cztery spusty mieszkaniach. Spotkamy ich na każdym kroku, ale nie noszą na czołach kartki z napisem „pedał”.

Na „górce” przy dworcu autobusowym znaleźli dla siebie swoisty azyl. To, że się tam spotykają, jest jednak od wielu lat tajemnicą poliszynela. Nie raz, nie dwa jucha z ich nosa zdobiła swym szkarłatem trawnik. Policjanci jednak bardzo rzadko interweniują w takich sprawach. Pobić osób homoseksualnych w Toruniu nie zarejestrowano od dawna.

– W okresie ostatnich kilkudziesięciu miesięcy nie odnotowaliśmy takich zdarzeń – mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. – Na tzw. „górce”, również nie dochodziło do tego rodzaju przestępstw, a przynajmniej nie byliśmy o tym informowani.

Homoseksualiści nie kryją się z tym, że życie w Toruniu nie jest dla nich idyllą.

– Chodzę bardzo często do Capone – mówi Adam, pochodzący z Dolnego Śląska, gej. – Tam klientela jest na tyle zróżnicowana, że trudno jest „wyhaczyć gonga”. Na Starym Mieście wiele razy słyszałem, że jestem „męską szmatą”. Nie jest jednak tak, że zupełnie nie można przejść ulicą. Za rękę z moim chłopakiem boję się jednak chodzić. Spotykamy się już głównie na „domówkach”.

Ostatni klub dla gejów nosił nazwę „In Cognito Avangard” i znajdował się przy Placu Teatralnym. Wcześniej były już „Ameryka” i „Rafa”. Teraz, jak głosi miejska legenda, najczęściej środowisko LGBT można spotkać na imprezach w „Tratwie”. Dla nich organizowane są również eventy w „Bunkrze”.

– Jeśli chcesz pobawić się w takim gronie, to powinieneś wybierać imprezy electromoustache albo italodisco – mówi biseksualistka z Torunia. – Wielkim ciosem, było dla nas zlikwidowanie „Cafe Draże”. Tam nikt nie robił nam nigdy problemów.

Barmani w klubach chętnie rozmawiają o klientach-gejach. Zawsze proszą jednak o zachowanie anonimowości.

– Do nas gejom wstęp wzbroniony – mówi barman jednego z lokali w samym centrum miasta. – Ochroniarze starają się „podejrzanych” osób nie wpuszczać. Nikt nie chce później draki, bo po co komu straty.

Właściciele również proszą o to, żeby ich nazwisk nie wiązać z tekstem o homoseksualistach.

– Nie zastanawiam się nad otwarciem takiego klubu – mówi właściciel kilku pubów na Starym Mieście. – Rentowność może nie byłaby największym problemem. Wizyty policji czy przeciwników środowisk LGBT nie są jednak szczególnie pożądane. Poza tym, kto chce być kojarzony z takim lokalem? To już lepiej burdel prowadzić.

Toruń nie dorósł jeszcze do takich miejsc?

– To nie jest kwestia tolerancji – mówi młoda mama, którą spotykam na ulicy Szerokiej. – Młodzież nie powinna obserwować wieczorem różnych dewiacji, które ujawniałyby się przed takimi lokalami. Transwestyci, inne dziwaki i pedofile. Może dla nich też powinniśmy otworzyć specjalne strefy? Najlepiej „vipowskie”.

Przeciwnicy takich miejsc wskazują, że homoseksualiści stają się coraz bardziej butni.

– Lepsi od innych są, czy jak? – mówi Marek, bywalec Carpe Diem. – Przecież nieprawdą jest, że na parkiecie ktoś kopie leżących gejów. To gruba przesada. Absolutnie, nie zastanawiam się nad tym, czy ktoś, kogo widzę w lokalu woli mężczyzn, kobiety czy wszystkich. Pod kołdrę ludziom nie zaglądam. Takie kluby byłyby tylko gettami. Tak jak teraz, jest ok.

Nieco inne zdanie mają sami homoseksualiści.

– Czemu, jak są miejsca dla fanów metalu, rocka czy funku, to nie może istnieć klub dla osób o odmiennej orientacji seksualnej? – pyta Adrian. – Nie widzę powodu, żeby czynić z tego wielkie „halo”. Czekam na takie miejsce.