Dużo i mało

Czy dziesięciopunktowa zaliczka wystarczy, żeby wejść do wielkiego finału? (fot. Łukasz Piecyk)

W pierwszym meczu półfinałowym PGE Ekstraligi Get Well Toruń wygrał z Falubazem Zielona Góra 50:40. Mimo triumfu „Aniołów” sprawa ostatecznego wyniku wciąż jest otwarta.

Przed rozpoczęciem toruńsko-zielonogórskiej rywalizacji wydawało się, że to zespół Falubazu ma minimalną przewagę. Drużyna z Winnego Grodu zakończyła rundę zasadniczą na wyższej pozycji, dodatkowo żużlowcy jeżdżący z plastronem z Myszką Miki odnieśli niedawno wiele sukcesów indywidualnych. Patryk Dudek na dzień przed meczem na Motoarenie zwyciężył Grand Prix Challenge w Vetlandzie i za rok zobaczymy go w najbardziej prestiżowym cyklu żużlowym, Krystian Pieszczek pod koniec sierpnia okazał się najlepszy w Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi, zaś Jason Doyle to triumfator ostatniej odsłony tegorocznego Grand Prix. Dodatkowo do składu Falubazu powrócił Jarosław Hampel – trzykrotny medalista Indywidualnych Mistrzostw Świata.

Toruński zespół miał jednak świetny argument w postaci Motoareny. Po raz ostatni „Anioły” przegrały w grodzie Kopernika blisko rok temu z Unią Tarnów (40:50). Trener Cieślak i jego podopieczni mieli jednak poważne szanse, żeby przerwać tę passę.

O ile na początku spotkania goście dotrzymywali kroku gospodarzom, tak z biegiem czasu to żużlowcy Get Well prezentowali coraz lepszą jazdę. Prym wiódł w szczególności Chris Holder. Kapitan toruńskiego zespołu od swojego inauguracyjnego startu był bezbłędny, a w biegu dwunastym jako pierwszy zwyciężył z pola czwartego. Za jego plecami zameldował się Paweł Przedpełski, a dopiero później obok flagi z biało-czarną szachownicą pojechali Pieszczek i Dudek. Get Well miał dziesięć punktów przewagi, a entuzjastyczny doping na Motoarenie był coraz głośniejszy. Coraz rzadziej zaś było słychać aktywnych dotąd kibiców gości.

Rezultat gonitwy numer czternaście spowodował kumulację radości. Greg Hancock i Przedpełski bez problemu poradzili sobie z Dudkiem i Andriejem Karpowem. Przed ostatnim akcentem pierwszego meczu Get Well prowadził czternastoma punktami, a w gonitwie piętnastej mieli pojechać świetny Martin Vaculik i niepokonany dotąd Holder. Zwiększenie prowadzenia wydawało się pewne.

Niestety na pierwszym wirażu Holder nie znalazł miejsca pomiędzy Doyle’m a Piotrem Protasiewiczem, co spowodowało jego upadek. Sędzia zarządził powtórkę, a w niej poobijany Holder i Vaculik nie dali rady zawodnikom Falubazu, dla których było to pierwsze podwójne zwycięstwo w tym meczu.

– Po piętnastym biegu moja głowa i ciało ze złości praktycznie eksplodowały – powiedział Vaculik. – Mam takie szczęście, że gdy jadę na pierwszej pozycji, to za chwilę bieg jest przerwany. Nie mam oczywiście do nikogo pretensji, gdyż upadek Chrisa był niebezpieczny, ale mówię, jak jest. Szkoda. Do Zielonej Góry pojedziemy walczyć o finał dla Get Well.

Choć manager Jacek Gajewski stwierdził, że z wyniku jest zadowolony, to w jego zachowaniu dało się wyczuć wyraźną irytację z powodu ostatniego biegu.

– W rewanżu kluczowa będzie jazda liderów – mówił. – Mamy nadzieję, że z każdym biegiem będą nas przybliżali do finału. Nie możemy jednak pojechać tylko po to, żeby bronić wyniku, bo źle to się dla nas skończy.

W rundzie zasadniczej Falubaz wygrał u siebie 53:37. Aby Get Well znalazł się w finale, w niedzielę torunianie muszą zdobyć co najmniej 41 punktów. Miejmy nadzieję, że piętnasty bieg pierwszego meczu półfinałowego nie zaważy na końcowym rozrachunku całej rywalizacji.