Dwie dekady toruńskiego Towarzystwa Azji i Pacyfiku

Założone przez dr. Adama Marszałka Towarzystwo Azji i Pacyfiku działa w Toruniu od ponad 20 lat. Jego celem jest rozpowszechnianie wiedzy o Azji regionu Pacyfiku przez organizację konferencji, wystaw i publikację książek (fot. nadesłane)

Promocja Orientu jest okazją do stawiania pytań: o rozwój świata jego przyszłość. Pytań trudnych i niewygodnych. Ale potrzebnych.  

Od lat do Torunia przyjeżdżają delegacje z dalekich Chin. Realizowane są ciekawe projekty. W Pekinie została utworzona filia toruńskiego Wydawnictwa Adam Marszałek. Chińska literatura dociera dzięki temu do Polski.  

– Istotną płaszczyzną naszej działalności jest utrzymywanie przyjaznych stosunków z przedstawicielami Azji – mówi Adam Marszałek. – Temu właśnie mają służyć nasze kongresy. Dominuje na nich oczywiście problematyka azjatycka. To interdyscyplinarne spotkania obejmujące obszary ekonomii, socjologii, religii, politologii i wielu innych. Udział w nich bierze zawsze kilkudziesięciu dyplomatów oraz ok. 10 ambasadorów. Każda kończy się wydaniem kilkunastu książek w prestiżowej serii „Biblioteka Azji i Pacyfiku”.  

Że jest to współpraca owocna, świadczy sukces profesor UMK, Joanny Marszałek-Kawy, która w sierpniu tego roku jako pierwsza Polka została uhonorowana nagrodą chińskiego rządu „Special Book Award for Young Scholars”. Laureatka znalazła się w gronie 20 osób wybranych spośród 2 tys. kandydatów. Ceremonia odbyła się w Wielkim Pałacu Ludowym w Pekinie i była transmitowana na całe Chiny.  

– Nagroda ta przyznawana jest naukowcom, tłumaczom, wydawcom i innym osobom szczególnie wyróżniającym się na polu promocji współczesnych Chin – mówi Joanna Marszałek-Kawa. – Wzięto również pod uwagę moją działalność organizacyjną w ramach Międzynarodowych Kongresów Azjatyckich, których jestem kierownikiem naukowym.  

Organizatorzy tych kongresów zabiegają przede wszystkim o utworzenie płaszczyzny do rozmów.  

– Naszą intencją jest umożliwienie dialogu krajom, które normalnie nie mają na to szans – dodaje Adam Marszalek. – Weźmy choćby Chiny i Filipiny. Tylko na naszych kongresach dyplomaci i uczeni z tych krajów mogą ze sobą porozmawiać.  

Kontakty z tak odległymi krajami powodują, że natychmiast nasuwają się pytania kontrowersyjne, jak choćby o wolność słowa. Chiny to nie jest kraj, który słynie z przestrzegania tej wartości. Czy takie sprawy na kongresach omawiane są również?  

– Nie da się podejść do trudnych kwestii inaczej, jak usiąść i ze sobą rozmawiać – mówi Adam Marszałek. – Ten krok już zrobiliśmy. Jednak nie wszystko jest tak proste, jakby się wydawało. Narzucanie swoich wartości partnerom w dyskusji nie przynosi żadnych pozytywnych efektów. Naszym głównym celem jest owocna i konstruktywna współpraca. Oczywiście nie oznacza to, żebyśmy unikali kwestii drażliwych. Istotą kongresów interdyscyplinarnych jest próba połączenia nauki, biznesu i gospodarki. Jeśli chcemy współpracować, to musimy się poznać i zrozumieć.  

Oczywiście. Przyznajmy jednak otwarcie, że Chiny to kraj, któremu nie po drodze z wieloma wartościami cenionymi w Europie, jak choćby prawa człowieka czy kwestia kary śmierci. Czy zatem wyznawanie sprzecznych wartości nie jest przeszkodą w promowaniu tego kraju?  

– Barack Obama otrzymał pokojową nagrodę Nobla, a kwestię Tybetu raczej przemilcza, przynajmniej oficjalnie – podkreśla Adam Marszałek. – W niektórych stanach USA również wykonywana jest kara śmierci. Ale czy to oznacza, że z nimi nie rozmawiamy? To bardzo delikatne sprawy. Od dwóch lat przyjeżdżają do nas na przykład goście z Korei Północnej. Osobiście nie mam nic przeciwko sankcjom wobec Korei, ale uważam jednocześnie, że kontakty między nami być muszą.  

Naturalnie dyplomacja dyplomacją, ale czy w rozmowach kuluarowych przy okazji tych wyjątkowych spotkań zdarza się rozmawiać z gośćmi z Korei na przykład o nowych pomysłach Kim Dzong Una? Choćby tym o planach zatopienia Japonii? Albo o ostatnich próbach rakietowych?  

 Oczywiście o prawach człowieka należy dyskutować i tego typu wątki w trakcie paneli są podejmowane – mówi Adam Marszałek. – Najważniejsza jest otwartość. Ale i takt. Nie atakujemy przyjeżdżających do nas dyplomatów i profesorów tego typu zagadnieniami. Owszem, wyrażamy swoje zdanie. I tu trzeba jedną rzecz im oddać: Azjaci mają pewną cechę wspólną: wysoką kulturę dyskusji. Każdy pogląd biorą pod rozwagę, o ile oczywiście poparty jest rzetelną merytoryczną argumentacją. Osobiście uważam, że trzeba o Korei rozmawiać. I jeśli jest to rozmowa rzeczowa, to jest ona chętnie prowadzona.  

Wydaje się zatem, że możliwe jest porozumienie, pomimo dysonansu między podstawowymi wartościami.  

– Tak sądzę – przyznaje Adam Marszałek. – Wartości przenikają się, a granice między nimi są bardzo nieostre. Poza tym wszelkie istotne zmiany nie dzieją się nagle. Mamy naszym azjatyckim przyjaciołom wiele do zaoferowania, ale i oni nam. Czego my uczymy się od nich? Szacunku do tradycji. Szacunku do partnera w dyskusji. Uczymy się też, jak słuchać. I jak dotrzymywać słowa.