Felieton: Dzieci Chazana i obrońcy kobiet

Zadyma wieszakowa wokół odczytywanego w kościołach komunikatu Episkopatu dotyczącego całkowitego zakazu aborcji wywołała demonstracje (nawet podczas mszy świętej), konferencje prasowe, oświadczenia. Temat stary jak polska demokracja, a zawsze wywołuje burzę. I tym razem może wstrząsnąć sceną polityczną. Jest doskonałym materiałem wybuchowym, a podziały w kraju są tak radykalne, że wielu już się pali do odpalenia lontów.

Gdy niecałe dwa lata temu głośno było wokół profesora Bogdana Chazana i „jego” dziecka, stacje telewizyjne powstrzymały się przed pokazaniem drastycznych zdjęć. Dziecko miało mózg na wierzchu, rozszczep twarzy i szereg innych wad, przewidywanych zresztą przed porodem, które nie dawały mu szans na przeżycie. Dziś, żyjące po porodzie zaledwie dziesięć dni, „dziecko Chazana” obejrzeć można w sieci. Jeśli radykalni obrońcy życia w zbliżającej się batalii zwyciężą – do oglądania tak wstrząsających zdjęć będziemy się musieli przyzwyczaić. Będziemy też zalewani dramatycznymi historiami kobiet zmuszanych do donoszenia zagrażających ich życiu ciąż. Któraś z nich, niestety już po śmierci, stanie się symbolem męczeństwa kobiet polskich XXI wieku. Tak może być. Osobiście jednak nie wierzę, że do tego dojdzie. W głosowaniach dotyczących sumienia nie obowiązuje w partiach dyscyplina partyjna. A większość polityków to mężczyźni. Każdy mieni się obrońcą kobiet. Może w obronie napastowanej niewiasty nie potrafi dać w ryja, jak nasz rodak emigrant, ale w przypadku głosowania nawet ciamajdzie odwagi powinno wystarczyć. Na koniec jeden przykład. Brutalnie zgwałcona dziewczyna, z uszkodzonym płodem, którego donoszenie grozi jej śmiercią. Kto jest za tym, żeby rodziła – ręka do góry. Nie widzę.