Galeria Rusz to najdłużej działający na świecie projekt, który sztukę prezentuje na billboardzie

Joanna Górska i Rafał Góralski – twórcy Galerii Rusz (fot. Adam Zakrzewski)

Transferują sztukę w przestrzeń miejską, by mogła zaistnieć w świadomości każdego. Choć billboardy są alegorią konsumpcjonizmu, Joanna Górska i Rafał Góralski do tego świata odkręcają się plecami. Traktują widza nie jak klienta, ale współtwórcę. Nie chcą od niego nic oprócz tego, żeby sam zechciał czegoś dla siebie.

Każda z ich prac jest opowieścią, podsumowaniem myśli na konkretny temat.

– Nie tworzymy wyizolowanych abstraktów – mówi Joanna Górska. – Robimy prace, które są kontynuacją większej opowieści. Staramy się zauważać wszystko to, co dzieje się wokół nas. Projekty są więc kwintesencją tego, co mówimy, myślimy i robimy. Używamy metafor, kolorów i symboli połączonych z szeroko pojętą kulturą, by zajrzeć w głąb siebie i lepiej zrozumieć rzeczywistość.

Artyści nie narzucają nikomu gotowej wizji świata, jedynie zachęcają do refleksji. Swoje obrazy nazywają narzędziem do definiowania fragmentów rzeczywistości. Widz – współtwórca – może zastanowić się czy przyjmuje zastane definicje zewnętrznego świata, w których tworzeniu nie brał udziału, czy chce rozpisać je na nowo.

– Prace są otwarte – mówi Rafał Góralski. – Myślimy o odbiorcy bardzo poważnie i chcemy, żeby razem z nami tworzył tę wielopłaszczyznową opowieść. Pewne metafory, którymi się posługujemy, mają poziom wewnętrzny, inne zewnętrzny. Każdy sam musi dokopać się do ukrytych znaczeń. Mówimy „nie” traktowaniu sztuki jako luksusowego gadżetu.

W swoich pracach artyści dotykają wartości najważniejszych. Choć ich projekty biorą udział w ważnych wystawach w kraju i na świecie, mainstreamowi krytycy nie są zazwyczaj przychylni temu, jak twórcy z Galerii Rusz sztukę rozumieją.

– Istniejemy poza tym tzw. mainstreamem, dlatego pojawia się zgrzyt – mówi Rafał Góralski. – Tworzymy swój odrębny świat. Wielu artystów zajmuje się głównie własną ekspresją – wyrzucają z siebie pewne, często niezrozumiałe treści i prace są skończone. Nam ten sposób myślenia i działania jest obcy. Interesujemy się wartościami – miłością, dobrem, złem, prawdą – potocznie zaliczanymi do sfery religii, a sztuka współczesna dziś jest mocno lewicująca. Zajmuje się osobami wykluczonymi, homoseksualistami, oddaje głos marginalizowanym grupom. Nam te tematy też nie są obce, ale nie kategoryzujemy, staramy się zaprosić po prostu człowieka do współtworzenia naszych dzieł. Mainstream upraszcza rzeczywistość.

Artyści buntują się przeciwko promocji sztuki jako produktu, który należy kupować i posiadać. Obce jest im myślenie o tym, żeby stworzyć cykl dzieł tylko po to, by go sprzedać. Taka sztuka z definicji jest przekłamana. Wartość i cena nie wykluczają się wzajemnie, ale problem pojawia się wtedy, gdy pieniądze są jedynym „wyznacznikiem” jakości. Ich zdaniem sztuka powinna pełnić rolę rezonatora wprowadzającego odbiorcę w indywidualne drgania – zapraszać go do spaceru po zakątkach własnego sumienia i świadomości. Nie do końca wiadomo czy w ich propozycjach więcej jest światła, czy cienia.

– To ciekawe, bo ludzie odwołując się do narracji religijnych wierzą, że istnieje zły demiurg – mówi Rafał Góralski. – Częściej w naszej kulturze mówi się o karze niż o nagrodzie. Dominuje myślenie, że żyjemy w świecie grzesznym i upadłym, a to nie jest jedyna prawda. Ten zły demiurg nie musi rządzić, mamy też jasną stronę rzeczywistości, która walczy z ciemną i wbrew pozorom wygrywa. Kiedyś szklanka była dla nas do połowy pusta, ale dziś więcej jest w naszej twórczości radosnych aspektów.

Choć prezentują wartości uniwersalne, inaczej są one odczytywane w różnych kontekstach kulturowych. Polska, jako pojęcie abstrakcyjne, ma na ich twórczość duży wpływ.

– Nie da się od niej uciec – mówi Rafał Góralski. – Jako naród jesteśmy w pewnym sensie wytworem kultury. My – Polacy, mamy takie, a nie inne, podejście do cierpienia ofiarowane nam przez przodków. Zanim to cierpiętnictwo pokonamy, najpierw musimy się do niego odnieść. Nasza sztuka z polskości wypływa i jednocześnie przeciwstawia się jej. Nie jesteśmy przecież autorami kultury i świata, które dziedziczymy. Możemy je w całości przyjąć i kontynuować albo przedefiniować i właśnie o tej wolności robimy sztukę.

Stąd jedne z najbardziej znanych haseł Galerii Rusz: „Nauczono nas by swoje myśli zachowywać dla siebie, a ręce trzymać na kołdrze” czy „Cierpiałem z powodu wielu nieszczęść z których większość nigdy się nie wydarzyła”.

– Nasze prace są spójną całością – dodaje Joanna Górska. – Słowo i obraz wspólnie tworzą metaforę. Czasem zostawiamy widzowi klucze do interpretacji, ale tak naprawdę to odbiorcy kończą dzieło. I właśnie o to chodzi – by przez życie kroczyć we własnych, a nie cudzych butach.

Bio:
Joanna Górska i Rafał Góralski – oboje ur. w 1973 roku, mieszkają i pracują w Toruniu. Twórcy Galerii Rusz – grupy specjalizującej się w kreowaniu sztuki w przestrzeni miejskiej. Od 1999 roku prowadzą galerię billboardową przy słynnej „Szosie Chełmińskiej 37”, od niedawna także przy budynku CSW w Toruniu. Grupa tworzy również murale, akcje plakatowe i społeczne. Od 2008 roku realizuje Międzynarodowy Festiwal Sztuki na Billboardach Art. Moves, który współtworzy z wybitnymi artystami z całego świata. Ich prace wystawiano m.in.: w Londynie, Berlinie i Norwich. We wrześniu billboard z hasłem: „Bohater to ten przez którego giną inni” wywołał oburzenie części prawicowego środowiska Warszawy. Rafał Góralski o sobie mówi: noszę kolorowe krawaty i wspieram polską kulturę. Joanna Górska lubi: obserwować ptaki nad Wisłą i współpracować z ludźmi.