Gdy surowiec ma duszę

- Zadowolenie klienta daje mi energię do dalszej pracy - mówi perukarka (fot. Adam Zakrzewski)

W Toruniu tylko ona ma taki zakład. Poświęciła perukarstwu czterdzieści lat swojego życia. Daje swoim klientom, głównie paniom, nowe życie. Bo włosy wiele mówią o człowieku

Uczyła się fachu w PRL-u. Jej mistrzyni prowadziła zakład fryzjersko-perukarski. Strzyżenie damskie i męskie było na pierwszy miejscu. Te dziewczyny, które chciały nauczyć się tkania peruk miały tam jednak niecodzienną okazję podpatrywania specjalistki najwyższych lotów. Bo syntetyczne włosy mają się nijak do naturalnych tresek czy tupecików.

Maria Mikołajewicz niegdyś pracowała w spółdzielni „Uroda” przy ulicy Prostej. Pamięta jak dziś, gdy w 1972 roku wysłano ją na kurs do Krakowa. Piękne miasto. Wspaniała przygoda.

– Uśmiecham się na myśl o tamtych, beztroskich czasach – mówi właścicielka pracowni perukarstwa przy ul. Kopernika 14. – Tyle uczennic miałam przez te lata, że trudno wszystkie spamiętać. Rok temu wyuczyłam ostatnią. Powiedziałam sobie, że już starczy, bo ja nie umiem niczego robić na pół gwizdka. Starałam się im oddać wszystko, co kiedyś mi dano.

Ze swoją najzdolniejszą uczennicą przepracowały razem 23 lata. Podopieczną ciągnęło jednak bardziej w kierunku fryzjerstwa i założyła swój własny zakład.

– W Toruniu zakład perukarski mam tylko ja – uśmiecha się Maria Mikołajewicz, która zawsze z humorem wita swoich klientów. – Są sklepy, ale w nich sprzedaje się wyroby syntetyczne. Wiele osób po chemioterapii korzysta z takiego rozwiązania. Ja pracuję tylko w naturalnym włosie.

I to jest największy kłopot pani Marii. Bo skąd brać taką ilość włosów?

– Daję czasami ogłoszenie w gazecie, że chętnie je odkupię – mówi perukarka. – Dziewczyny teraz lubią zapuszczać włosy, więc ciężko o surowiec. A bez niego nie można nic zrobić. Są różne rozmiary głów i to najważniejszy moment przy powstawaniu peruki. trzeba z dużą skrupulatnością zebrać miarę. A potem jest tkanie.

Ile trwa zrobienie jednej peruki?

– Dwa do trzech tygodni po kilka godzin dziennie – uśmiecha się pani Maria. – To mozolna praca. Dla cierpliwych. Ale można się znakomicie wyciszyć. Po przygotowaniu peruki potem robimy z nią to, czego życzy sobie klient. Strzyżenie, farbowanie, trwała – do wyboru do koloru. Włosy długie, krótkie, pofalowane lub proste. Wszystko można utkać.

Igiełki, którymi posługują się perukarze, trafiają do Polski z Niemiec. Muszą być wysokiej jakości. Do każdej dziurki trafia kilka włosów.

– Wróciła mi chęć do życia i pozytywne spojrzenie na świat – mówi Krystyna, była klientka

pani Marii. – Strasznie przeszkadzało mi to, że straciłam tyle włosów. Mąż zupełnie inaczej na mnie teraz patrzy. Tak jak kiedyś, trzydzieści lat temu.

Praca nad perukami, tupecikami i treskami nie zmieniło się technicznie od lat. Moda się zmienia. Są klientki, które chcą balejaż na swoich nowych włosach. Teraz wszystko jest też lżejsze, delikatniejsze niż kiedyś. Mężczyźni w zakładzie Marii Mikołajewicz pojawiają się sporadycznie. Ale wachlarz umiejętności perukarki jest nieograniczony. Może pomóc każdemu.

– Zadowolenie klienta daje mi energię do dalszej pracy – mówi perukarka. – W końcu robię to dla kogoś. Rozmawiamy przy tym o wielu, najróżniejszych sprawach. Ale tylko między nami. Włosy mają duszę i staram się ją wyzwalać i przekazywać temu, kto otrzymuje nową fryzurę. Bo przyszedł do mnie nie tylko po usługę, ale po inne samopoczucie.

Peruki na wielu sztucznych głowach w zakładzie robią wrażenie. Wszystkie twarze na ciebie patrzą, chociaż nie mają blasku w oczach. Ten pojawia się u każdej osoby, która opuszcza ten zakład.

peruk 6