Geocaching to współczesna wersja podchodów. Bez GPS-u czasem ani rusz

Odnalezienie niepozornego pudełeczka zwanego cache może wymagać specjalnego ekwipunku (fot. Łukasz Piecyk)

Spacer po Starym Mieście zachwyci każdego turystę przybywającego do Torunia, lecz na autochtonach znających każdy kąt tego miejsca nie zrobi już wrażenia. Nawet oni nie wiedzą, że Dom Kopernika, Krzywa Wieża i kościół Wniebowzięcia skrywają pewną tajemnicę. Ten sekret to niewielkich rozmiarów pudełeczko, które jest obiektem pożądania grona wtajemniczonych. Potrafią oni przebyć dla jego odnalezienia setki kilometrów…

To pudełeczko to tzw. cache. Miłośnicy gry o nazwie geocaching, celowo ukrywają takie obiekty w rozmaitych interesujących miejscach, na stronach internetowych zabawy zamieszczając wskazówki do ich odnalezienia. Znalazca może odnotować swoje odkrycie w logbooku – specjalnym zeszycie umieszczonym w skrzynce, a także na stronie www. Najbardziej zaawansowani mają na koncie tysiące znalezionych pojemników.

– Wyobraźnia geocacherów w tworzeniu skrzynek nie ma granic – mówi Natalia Łożykowska, toruńska miłośniczka tej gry, uczennica Liceum Akademickiego . – Często to małe pudełeczko z przyczepionym magnesem, tzw. mikromagnetyk. Zdarzyło mi się odnajdywać wielkie zakopane skrzynie czy wręcz… butlę gazową w roli cache’a. Żartujemy, że ta zabawa to szukanie pudełek po margarynie w krzakach.

Również miejsce ukrycia takiego pojemnika potrafi być bardzo oryginalne.

– Znajdowałam „kesze” ukryte na środku jeziora, dwa metry pod wodą i dziesięć nad ziemią – opowiada Natalia. – W okolicach Torunia działa cacher, który lubuje się w pojemnikach zakopanych w ziemi na pół metra.

Łopaty i łódki

Wyprawa do miejsc ukrycia pojemników wymaga pewnego przygotowania. Niezbędna jest mobilna baza skrzynek, na przykład w telefonie. Często cacherzy wyruszają „na sucho” – po prostu zapamiętując wskazówki czy zdjęcia miejsca, do którego się wybierają. Niekiedy amatorzy gry podpierają się GPS-em, by ustalić lokalizację. W przypadku skrzynek ukrytych w niezwykły sposób „w terenie” konieczny może być dodatkowy ekwipunek.

– Jeśli skrzynka ukryta jest na drzewie, może się przydać lina- mówi Wojtek. – Gdy odnajdujemy ją wewnątrz obiektów, przyda się nam latarka, a do zakopanych łopata – Przy opisie skrzynki na stronie twórca pisze, jakiego dodatkowego sprzętu potrzeba – klucza francuskiego, a może łódki.

Wyruszając na wyprawę warto pomyśleć o czymś, co odwróci uwagę postronnych obserwatorów od poszukiwań. Może to być notorycznie rozwiązujący się but, do którego trzeba się schylać, rowerowy łańcuch, który ciągle spada, albo węszący po zakamarkach pies.

– Czasem zdarzy się wpadka, i cacher zostaje nakryty – mówi Natalia. – Właściciel posesji, gdzie jest ukryta skrzynka, może poszczuć psami. Często jednak bywa, że są zadowoleni mając u siebie coś takiego. Jak kiedyś zostaliśmy zdemaskowani, to gospodarz cieszył się, że przyszliśmy, bo od trzech dni żaden cacher tam nie był.

Perełki wtajemniczonych

Odwiedzając polskie serwisy geocachingu – opencaching.pl i geocaching.pl – można przekonać się, że Toruń jest dla miłośników gry wymarzonym miejscem na wypad. Plan miasta jest cały zielony od punktów oznaczających cache.

– Wiele jest naszych, więc mogę nie być obiektywny, ale uważam, że toruńskie skrzynki są świetne – twierdzi Wojtek. – Powinno się wykorzystać geocaching do promocji miasta. Niektóre gminy w Polsce nawiązują kontakt z cacherami, bo gra staje się coraz popularniejsza i niewątpliwie przyciąga ludzi tam, gdzie z innego powodu by nie dotarli. Z pomocą gry można odkryć ciekawe miejsca, których nie znajdziemy w żadnym przewodniku ani w internecie – prawdziwe perełki, o jakich wie tylko garstka wtajemniczonych.