Gesty poparcia [felieton]

Autorem felietonu jest mec. Łukasz Płaza, Kancelaria Płaza i Wspólnicy (Fot. Łukasz Piecyk)

Symbole i gesty są ważne. Nawet bardzo. Szczególnie w trudnych czasach gesty solidarności potrafiły zdziałać cuda. Polacy na własnej skórze doświadczyli, jak głos wsparcia może dużo dać. Po dziś dzień pamiętamy, jak Wysoka Porta w czasie każdej audiencji oczekiwała ambasadora Lechistanu. Bliższa naszym czasom jest piosenka, w której Bono wspomina pewną cichą noworoczną noc z roku 1982.

Ranga prostych gestów i symboli rośnie wraz z kalibrem problemów. Gdy rządzący szykowali zamach na prawa kobiet, symbolem stała się czarna parasolka. Symbol jednoczący ludzi o różnych światopoglądach, ale hołdujących prymatowi wolności jednostki i prawa kobiet do decydowania o swoim życiu. Łańcuchy światła i płonące świeczki w obawie o losy sądów. To one dają nam poczucie, że nasz głos łączy się z podobnym krzykiem innych.


I nagle Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego bierze udział w zaprzysiężeniu sędziego, którego nielegalny wybór podważa… Naiwność? Może pomroczność? Niewątpliwie „bezrefleksyjna wizyta” nie oddaje uczucia rozczarowania obywateli. Od razu nasuwa się pytanie, czy warto było pomimo braku dotacji od Sorosa kupować świeczki?

Ale nic nie zabolało tak jak pozostawienie Rzecznika Praw Obywatelskich w pustej sali sejmowej, gdy jego sprawozdanie oceniły jedynie puste ławy opozycji. Gdy regularnie padają z kół rządowych sugestie, że trzeba go odwołać tylko dlatego, że wykonuje rzetelnie swoje obowiązki, angażując się w pomoc obywatelom. Rzecznik stawiany za symbol państwa prawa i ochoczo wspierany przez opozycję w piątkowe popołudnie zobaczył, że ważniejszy od jego wysiłków jest np. pociąg do Torunia o godz. 14.

Symbolicznie opozycja pokazała mu, że jest sam. Nie wiem jak Wy, czytelnicy, ale ja od teraz oczekuję gestów tylko wymagających minimum wysiłku.