Gimnazjum i Liceum Akademickie w Toruniu obchodziło w tym roku swoje piętnastolecie. Maria Marach pracuje w nim jako woźna od 12 lat

Pani Maria ma na parapecie oddzielne miejsce na zapominalskich. Jest kilku, którzy przodują w tej statystyce (fot. Adam Zakrzewski)

Piętnaście lat minęło jak jeden dzień. Od dwunastu w Gimnazjum i Liceum Akademickim pracuje Maria Marach. Wszyscy zgodnie przyznają, że serce szkoły jest po prawej stronie od wejścia. Woźna zna wszystkich, którzy przekraczają mury tej placówki. Na zdjęciach klasowych wiszących na pierwszym piętrze potrafi wskazać dowolnie wybraną postać. Nie jeden rodzic zgubił się idąc na wywiadówkę. Z pomocą mogła przyjść tylko ona. Wie bowiem, że Baranowska uczy się w III B.

Szkoła przy Szosie Chełmińskiej ma w mieście różną sławę. Jej uczniowie wygrywają większość olimpiad i w cuglach dostają się na renomowane uczelnie. Nie bez kozery UMK bardzo blisko współpracuje z placówką. Biologia, chemia czy fizyka – na uczniów z GiLA nie ma w regionie mocnych. W Polsce też nie ma wielu lepszych. Kujony – tak nazywają uczniów stamtąd w innych liceach.

Telefony, telefony. Gdzie dzwonić mam?

Maria Marach tonuje nastroje.

– Do młodzieży trzeba wyjść z sercem, wtedy dostanie się to samo w zamian – mówi woźna. – Nie ma nic niezwykłego w tym, że po latach wracają tu absolwenci i kierują do mojej dyżurki swoje kroki. Są dla mnie jak własne dzieci. Czasami wypadnie mi z głowy jakieś nazwisko, ale szybko biegnę do galerii zdjęć klasowych i już wiem, kim jest rudowłosa uczennica, którą mam przed oczami.

Zdarzało się tak, że młodzież zostawiła w szkole swoje rzeczy. Telefony, torby, kurtki, a czasami nawet buty. Nic nie może jednak zdziwić woźnej. Na parapecie ma oddzielne miejsce na zapominalskich. Jest kilku, którzy przodują w tej statystyce.

Obecnie dyrektorem Gimnazjum i Liceum Akademickiego jest Arkadiusz Stańczyk. Pierwszy dyrektor, Jerzy Wieczorek został kilka lat temu honorowym obywatelem Torunia. Nie da się ukryć, szkoła jest wizytówką miasta. Tak jak i jej sztandar. Ten woźna często czyści, chociaż nie leży to w jej podstawowych obowiązkach.

Oto są, o to wszyscy są, przyjaciele moi z wielu stron

– Trzeba szanować symbole – mówi Maria Marach. – Spełniam się w swojej pracy i bardzo doceniam to, że od wielu lat nie doświadczyłam w tej placówce gorszego traktowania ze strony dyrekcji. Tu nie ma podziału na nauczycieli i sprzątaczki. Dlatego jest dobra atmosfera. Długo mogłabym opowiadać o śmiesznych anegdotach z życia uczniów. Proszę mnie jednak zrozumieć, woźna musi być jak ksiądz. Obowiązuje mnie tajemnica.

Absolwenci szkoły zdradzają jednak kilka sekretów. Wśród tych, którzy skończyli szkołę nie ma takich, którzy nie wiedzą kim jest pani Maria. Przyjaciół ma w każdej części miasta.

Nie wyrwę się. Bo nie chcę!

– Pani Maria, bo tak o niej wszyscy mówią, zna każdego ucznia – mówi Kinga Baranowska, dziś studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UMK w Toruniu, a jeszcze niedawno uczennica szkoły. – Nie ma szans na to, że ktoś niepostrzeżenie wejdzie na teren szkoły. Gdy pierwszy raz mija się jej mury, przedstawianie pracowników zaczyna się od niej. Cokolwiek się psuje, wszyscy wiedzą gdzie znaleźć rozwiązanie. Czasem ma się wrażenie, że bez niej wszystko przestałoby funkcjonować.

Woźna jest jednak znacznie skromniejsza.

– Ja robię tylko to, co należy do moich obowiązków – nie kryje skrępowania Maria Marach. – Zawsze staram się panować nad sytuacją. Lubię tę pracę i nie zamieniłabym jej na inną. Zżyłam się z tą szkołą.

Grono pedagogiczne i władze doceniają jej wkład w funkcjonowanie placówki. Nie może jej również zabraknąć na oficjalnych uroczystościach.
Złego słowa o uczniach od woźnej nie usłyszymy.

– Problemy zostają po tej stronie bramy – mówi Maria Marach. – Mówić możemy o nich w swoim własnym gronie. Nie ma ich jednak wiele.

Na twarzy uczniów wychodzących z lekcji, podobnie jak u woźnej, dominuje uśmiech. Nieprawdą jest to, że wyższości.