Masz dla nas temat?
Coś Cię denerwuje?
napisz: redakcja@tylkotorun.pl
zadzwoń: 733 842 795
Masz dla nas temat? Coś Cię denerwuje? napisz: redakcja@tylkotorun.pl zadzwoń: 733 842 795
Głowa mojego ojca
Radosław Rzeszotek 23 września, 2016, 15:56 Reportaż
obory
Ubiegłej soboty zamordowany został toruński artysta malarz Wojciech S. Zabił go syn, wypuszczony ze szpitala psychiatrycznego na przepustkę. (fot. Łukasz Piecyk)

Toporek to poręczna broń. Szybka w użyciu, nie wymaga zamachu ani nadzwyczajnej siły. Łatwo nim uderzyć, ale żeby coś odrąbać, trzeba się namachać. Zwłaszcza gdy materiał jest miękki, taki jak ludzkie ciało. 21-letni Tomek z podtoruńskiej wsi Obory Stawy, cierpiący na schizofrenię paranoidalną próbował w minioną sobotę odrąbać głowę ojca. Nie udało mu się.

Do wsi Obory Stawy nie prowadzi asfaltowa droga. Niewiele tu domów, choć w ostatnich latach wybudowano kilka nowych. Nie wszystkie udało się jeszcze wykończyć, bo im niższa rata kredytu, tym mniej pieniędzy na elegancję. Przed jednym z tych nowych, bez ozdobnej elewacji, bez ogrodzenia ani firan w oknach mieszkał 60-letni Wojciech Somański, artysta plastyk.

– To taki typ człowieka, który z sąsiadami ze wsi żyć chyba nie potrafił – mówi sołtys wsi Obory Henryk Wojnowski. – Tam po sąsiedzku nie było dobrze, nie raz policja musiała przyjeżdżać. Interwencje, procesy, awantury, wiecznie coś.

Wojciech Somański nie krył, że czuje się ulepiony z lepszej gliny. Pogardzał tym co zwykłe, ludzkim planktonem zwłaszcza. Sens jego istnienia nadawała Sztuka. To była forma przekazu, w której potrafił się wyrazić. Lecz nie każdy to rozumiał. Jego prace były wystawiane w toruńskich galeriach. O wystawie jego prac w Domu Muz w Toruniu napisano poważnie brzmiącą recenzję. „[…] Jego kompozycje należy zaliczyć do abstrakcji aluzyjnej. Przez plątaninę linii i plam przenika światło, w konsekwencji otrzymujemy obrazy świata rysowane szarościami, ale bardzo niejednolite i niedopowiedziane. […] Ogólny sens prezentacji kieruje uwagę odbiorcy ku pewnemu zaprzeczeniu jakiejś prawdy i to nie tej ostatecznej. Jako indywidualna kreacja, domagają się one indywidualnego odkrycia i zagłębienia w ich istotę.”

Żeby ojciec zamilkł

– Nie wiemy, czy to był wielki malarz, ale wredny był wyjątkowo – dodają zgodnie sąsiedzi Wojciecha Somańskiego. – Ten jego synalek też nie lepszy. Myśmy tu mówili, że oni nie artyści, tylko zwykli wariaci. Źli ludzie, wszystkich wokół się czepiali.

Co działo się za ścianami domu Somańskich, wie niewielu. Słychać było krzyki, wrzaski, czasem płacz, wyzwiska, szlochania i groźby. W letnie noce głos niósł się po położonym przy ich domu stawie, słychać go było w całej wsi. Razem z Wojciechem Somańskim mieszkał jego syn – to zazwyczaj na niego ojciec krzyczał. Bo wszystko co najgorsze w życiu Wojciecha, to on właśnie, Tomuś, syn. Któregoś razu, gdy Wojciech leżał z chorobą, chłopak miał podać mu rozpuszczony preparat „kret” zamiast syropu na kaszel. Lekarze zdołali ocalić życie Wojciecha, jednak przełyk i struny głosowe uszkodzone zostały nieodwracalnie.

– Wszyscy wiedzieli, że życie w tym domu nie było łatwe ani normalne – mówi Andrzej H., jeden z jego bliskich znajomych od kilkudziesięciu lat. – Ale w tym co zaczęło się tam dziać parę lat temu, była gruba przesada. On zaczął do własnego syna wzywać policję i na niego donosić. Co musiało dziać się w jego głowie, skoro robił takie rzeczy?

Wojciech nie widział w Tomku siebie. A jego syn nie chciał być taki, jak tata. Nigdy. Od zawsze był inny. Nawet patrzył inaczej. W grudniu ubiegłego roku został zabrany przez pogotowie z pobliskiej Złotorii, gdzie wybrał się pieszo, bez ubrania. Przewieziono go do szpitala psychiatrycznego. Jego „stan zdrowia wskazywał, że może być zagrożeniem dla samego siebie”. Przez kilka miesięcy poddawano go leczeniu psychiatrycznemu. Pod kluczem.

W Oborach przy stawie wcale jednak spokojniej się nie zrobiło. Między artystą malarzem a jego sąsiadami wciąż dochodziło do sporów i utarczek. Gdy jednak na początku września pojawił się Tomek, sąsiedzi spodziewali się kolejnej „rozbieranej” wycieczki.

– A tu, proszę, zaskoczenie. Tata i synek zaczęli razem jeździć samochodem – dodają sąsiedzi. – Jakby się pogodzili. Myśleliśmy, że może jednak jakoś się dogadali. Albo to leczenie coś jednak dało, bo jakby zaczęli razem na spacery do lasu jeździć.

Wielka ucieczka

Tomek ostatnio nie przyjechał do Obór na stałe. Wysłano go tylko na przepustkę ze szpitala psychiatrycznego. Nie wrócił jednak w terminie.

– A bo to raz o niego pytała policja? – rozkładają ręce sąsiedzi. – Co chwilę z nim były kłopoty, to kiedy pytali o niego ostatnio, nikt nie zwrócił na to uwagi.

17 września, w sobotni wieczór w domu Somańskich zapadła wreszcie cisza. Ostatni obraz jaki stanął przed oczami Wojciecha Somańskiego, toruńskiego artysty malarza, to syn z toporkiem w dłoni. Tomek uderzył kilka razy. Próbował też odrąbać głowę ojca. Ostrze było jednak zbyt wąskie, a on w oprawianiu doświadczenia nie miał. Zawlókł więc zwłoki do bagażnika renaulta z głową ojca zwisającą nienaturalnie na płacie mięśnia szyjnego i żyłach.

Obory Stawy położone są tuż przy lesie, który rozciąga się od granic gminy Lubicz aż do powiatu lipnowskiego. Widuje się tu nie tylko łosie, ale również wilki. To im na żer Tomek chciał zostawić ciało ojca. Wyrzucił je przy dukcie we wsi Smogorzewiec, po czym przez las ruszył na północ do drogi krajowej nr 10. Skręcił w prawo, na Warszawę. Rozpędził samochód. Było tuż po pierwszej w nocy. Już niedziela.

„Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 19-latek kierujący osobową hondą civic jadąc z kierunku Lipna z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie zderzył się czołowo z renaultem clio kierowanym przez 21-latka. W wyniku tego wypadku śmierć na miejscu ponieśli kierowcy obu aut. 17-letnia pasażerka hondy trafiła do szpitala.” – napisano w komunikacie policji.

Tomek Somański zabrał za sobą do grobu 19-letniego Dawida L., mieszkańca wsi Rozgarty. Podobno chłopak był tego wieczora na zabawie.

– Nikt nie wierzy, że to był przypadek – mówili przez zęby koledzy i krewni Dawida L. podczas jego pogrzebu w Górsku. – Tamten chciał się zabić i zrobił zwód, ale Dawid zdążył odbić. Co z tego, kiedy tamten po prostu chciał go trafić…? Przez jakiegoś świra zginął taki dobry chłopak.

Na tarasie domu Wojciecha Somańskiego stoi wciąż rzeźba, popiersie starego mężczyzny. Bardzo naturalne, jakby ktoś odrąbał je od korpusu.

Popiersie wyrzeźbił Tomek.

PS. Personalia zostały zmienione.

 

 

Komentarze

komentarzy

| E-wydanie
| Facebook
| Czytaj także