Gotuje w piekle

- Pasją do gotowania zaraziły mnie mama i babcia - mówi Malwina Kurlenda (fot. Łukasz Piecyk)

Malwina Kurlenda – od paru tygodni gwiazda telewizji szalejąca pod okiem demonicznego Wojciecha Modesta Amaro, jednego z najlepszych kucharzy w Polsce, na co dzień lepi pierogi przy ul. Świętopełka.

W programie „Hell’s Kitchen – Piekielna kuchnia” spełnia swoje marzenia. Przygotowuje wykwintne potrawy z produktów najwyższej jakości. Może obcować ze smakami, z którymi przeciętny śmiertelnik nie ma na co dzień do czynienia. Walczy o pracę w prestiżowej restauracji. Jest pierwszą torunianką, która dostała się do show Polsatu.

Malwina Kurlenda pracuje w toruńskim WATU. Nie wszyscy wiedzą nawet, jak tam trafić, bo jest w niespecjalnie reprezentacyjnym miejscu. Obok jest trzeciorzędna knajpka i salon sukni ślubnych. Tłumy zamawiają jednak jedzenie w tej firmie cateringowej – na miejscu i na wynos.

– Pracuję tutaj razem z mamą – mówi uczestniczka 4 edycji „Hell’s Kitchen – Piekielna Kuchnia”. – Dwa lata już będzie niedługo. Ale mam swoje ambicje i marzenia. Dlatego zgłosiłam się na casting w Bydgoszczy do kultowego programu. Przez jakiś czas bliscy musieli mnie podszczypywać, żebym uwierzyła, że się dostałam.

Wojciech Modest Amaro jest idolem osób rozpoczynających swoją przygodę z gastronomią w naszym kraju. Nie dość, że jego lokal został wyróżniony znaną na całym świecie i prestiżową gwiazdką Michelin, to gotuje on wtedy, gdy do Polski przyjeżdżają najważniejsi tego świata np. Barack Obama. Sama możliwość obcowania z tym wybitnym szefem kuchni jest nobilitacją.

– Pasją do gotowania zaraziły mnie mama i babcia – mówi Malwina Kurlenda. – U nas w domu zawsze dobrze się gotowało. Na stole królowały potrawy mączne. Pierogi jako dziecko jadłam w każdej postaci i sama też umiem je zrobić. W pracy staramy się utrwalić tradycyjny smak polskiej, domowej kuchni. Delikatnie ją jednak urozmaicamy, żeby dostosować przepisy do współczesnego klienta.

I tak w WATU zjesz ziemniaki z tradycyjnym schabowym i kapustą, kotlet wiedeński, szwajcarski czy zrazy. Codziennie jest inne menu. Można w nim znaleźć także rybę, kurczaka w sezamie czy wątróbkę. Królują też polskie zupy – ogórkowa, jarzynowa czy krupnik.

– Przeskok między tym, co przygotowujemy tutaj, a jedzeniem serwowanym przez Modesta Amaro jest nie do opisania – mówi 21-latka. – Nie można tego porównać. On gotuje dla gwiazd, śmietanki towarzyskiej, bogatych ludzi. My staramy się karmić prosto, smacznie i tanio.

Uczestnicy Piekielnej Kuchni przygotowują potrawy z najróżniejszych składników. Muszą szybko się uczyć, bo szef kuchni jest nieubłagany. Dania nie dość, że muszą być przepyszne, to jeszcze pięknie podane. Albo nauczysz się przyrządzić przegrzebki, szparagi, jagnięcinę lub wykwintne desery z truskawek czy czereśni, albo możesz zapomnieć o pracy w Atelier Amaro, a to, poza 100 tysiącami złotych, główna nagroda w show.

– Nie mogę zdradzać kulis programu i tego, jak potoczyły się moje losy – uśmiecha się torunianka. – Na razie wyemitowano tylko kilka odcinków. Ale już to, co widzieliście w telewizji jest niesamowitym snem, którego doświadczam na jawie. Castingi poszły mi dobre, ale szybko okazało się, że niewiele umiem. Jak na standardy kuchni, z którą miałam do czynienia. Skończyłam technikum gastronomiczne, ale gotowanie, z którym stykam się w tym programie jest z zupełnie innej półki.

Co naszą krajankę zaskoczyło najbardziej?

– Sam szef – mówi Malwina Kurlenda. – To niesamowity człowiek, którego decyzje niejednokrotnie były dla nas ogromnym zaskoczeniem. Nawiązałam też znajomości z niezwykłymi ludźmi. No i jestem rozpoznawalna. Bez wątpienia może mi to pomóc w karierze. A nie ukrywam, że chciałabym spróbować swoich sił w pracy na kuchni w renomowanym miejscu.

Jest jeszcze coś, o czym wiedzą już stali widzowie programu. W jednym z pierwszych odcinków Malwina spisała się bardzo dobrze i mogła w nagrodę zjeść kolację w jednej z najbardziej znanych warszawskich restauracji. Zabrał ją tam chłopak, z którym nie widziała się kilka tygodni. I wykazał się dużą rezolutnością i wyczuciem czasu. Oświadczył się bowiem dziewczynie, a torunianka powiedziała: „tak”.

– To jedna z chwil, których nie zapomnę do końca życia – mówi Malwina Kurlenda. – Trudno było sobie wymarzyć, że czeka mnie tak cudowna niespodzianka. Śledźcie moje losy w programie w każdy wtorek i trzymajcie kciuki. Będę gotowała smacznie. Jak zawsze.