Groził, obrażał, przypalał. Stalker-oprawca stanął przed sądem

Udręczona powiesiła się na pasku od spodni. Według prokuratury, do tego czynu doprowadził ją były chłopak. Wioletta nie wytrzymała ciągłego nękania SMS-ami i torturowania rozgrzanymi nożyczkami (fot. nadesłane)

Przed sądem okręgowym w Toruniu odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Adrianowi Ś., który jest oskarżony o stalking. Konsekwencją nieustępliwości 24-letniego mężczyzny była samobójcza śmierć jego byłej partnerki. O rok starsza Wioletta powiesiła się w swoim pokoju w listopadzie ubiegłego roku.

Stalking to stosunkowo nowe przestępstwo w polskim prawie, gdyż w kodeksie karnym pojawiło się trzy lata temu. Oznacza uporczywe nękanie, które wpływa na poczucie bezpieczeństwa u dręczonej osoby. Dla toruńskiego wymiaru sprawiedliwości taka sprawa to novum. Co prawda, w kwietniu zapadł wyrok przeciwko Piotrowi P., który za swój cel obrał aktorkę Małgorzatę Kożuchowską, ale w przypadku celebrytki skończyło się tylko na słowach. W jednym z mieszkań Na Skarpie doszło już do tragedii.

Miłość do bólu

Wioletta pracowała w osiedlowym sklepie. Jej pierwszy związek się nie udał – po roku małżeństwa rozwiodła się z partnerem. Gdy poznała rok młodszego Adriana, nie wiedziała, że po kolejnym rozstaniu jej życie zamieni się w piekło.

– Tego człowieka pierwszy raz zobaczyłem dopiero na ławie oskarżonych – mówi Janusz Nawojski, ojciec Wioletty. – Nasza córka nigdy o nim nie mówiła. Wtedy zresztą z nami nie mieszkała. Wszystko to chyba jednak nie trwało długo…

Część procesu została wyłączona z jawności. Stąd nie wiemy, w jakich okolicznościach Wioletta poznała oskarżonego. Kluczowe w ustaleniu, co mężczyzna zrobił swojej dziewczynie, były wiadomości z portalu społecznościowego. Wioletta w rozmowie z koleżanką pod koniec października wyznała, że od trzech miesięcy dostaje od Adriana dziesiątki SMS-ów. Z ustaleń prokuratury wynika, że gehenna trwała trzy miesiące. Mężczyzna okazywał w wiadomościach skruchę i próbował uratować związek, ale gdy Wioletta odmawiała – dostawał szału, groził jej i obrażał.

W paszczy lwa

Z konwersacji z przyjaciółką śledczy dowiedzieli się także o torturach, jakich dopuścił się jej dręczyciel. Gdy kobieta odwiedziła go w mieszkaniu na Osiedlu Młodych, aby twarzą w twarz rozprawić się ze szczątkami ich relacji, przygotował dla niej piekło. Skrępował ręce bezbronnej kobiecie i rozpaloną końcówką nożyczek wyrył jej na prawym udzie, co sądzi o niej i jej nowym chłopaku. Wszystko pod groźbą złamania nóg, jeśli tylko 26-latka spróbowałaby mu w tym przeszkodzić (Wioletta była w tym czasie na chorobowym, mając usztywnione kolano). Wyznała wszystko koleżance. Powiesiła się niecały miesiąc później na pasku od spodni.

– Mieszkała akurat u nas ze względu na stan zdrowia – dodaje Janusz Nawojski. – Zawiązała sobie sznur tam, w małym pokoiku. Znalazłem ją martwą po południu…

Następną rozprawę wyznaczono na 30 października. Wtedy ma się pojawić Natalia J., przyjaciółka Wioletty. Kobiety znały się od podstawówki i widziały się prawdopodobnie przed samobójstwem 26-latki. Policja ustala obecnie miejsce jej zamieszkania, gdyż wyprowadziła się z Polski. Zeznawać ma także policjant, który pojawił się w mieszkaniu oskarżonego po ujawnieniu sprawy. Adrian Ś. zaprzecza, jakoby przyczynił się do śmierci swojej byłej partnerki. Grozi mu do 15 lat więzienia.

– Każdy wyrok będzie za mały – przyznaje ojciec Wioletty. – Żaden nie wróci mi jedynej córki.