High Heels Varieté, czyli toruńska szkoła burleski

Burleska to teatr, parodia i nagość. Do Europy przybyła z USA. W Polsce ma szkołę w Warszawie. A teraz drugą. W Toruniu (fot. Łukasz Piecyk)

Kojarzy się dość jednoznacznie – zwłaszcza męskiej części społeczeństwa – ze striptizem. I choć striptiz jest jej integralną częścią, to sama burleska jest czymś więcej. Znacznie więcej.

Powstała w XVIII wieku, z pobudek nie do końca poważnych. Miała zamiar naśmiewać się i szydzić ze spraw ważnych. Za cel parodii wzięła w pierwszym rzędzie operę i operetkę. Nie wahała się być wulgarna. Siłą jej oddziaływania była bezpośredniość przekazu, choć od samych początków o jej głównej atrakcyjności stanowiły skąpo ubrane aktorki. Tańczyły, śpiewały, bawiły publikę zarówno sztuką teatralną, jak i pięknem półnagich ciał. Z czasem całkiem nagich. Erotyzm zdominował burleskę. Jednak w bardzo różnym stopniu.

I choć podłoże erotyczne jest jak dotąd czynnikiem decydującym o atrakcyjności burleski, zwłaszcza dla męskiej części widowni, to same aktorki podkreślają, że jest ono tylko jednym z wielu jej elementów.

Pomysł powołania do życia szkoły burleski w Toruniu powstał z inicjatywy Anny Marty Konopki, uczestniczki klasy warsztatowej Elżbiety Szlufik-Pańtak, Kieleckiego Teatru Tańca oraz Międzynarodowych Warsztatów Tańca Jazzowego organizowanych również przez kielecki teatr. Brała ona również wielokrotnie udział w najróżniejszych warsztatach burleski w kraju i za granicą.

– Główną naszą intencją jest pobudzenie pań do aktywności – mówi Anna Marta Konopka. – Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem, mają szansę czegoś się u nas nauczyć. Na przykład występowania na scenie. Ku mojej radości okazuje się, że chętnych nie brakuje. I to bez względu na wiek.

Jeśli zatem wiek nie ma znaczenia, to może chociaż figura? Czy występy na scenie nie wymagają zgrabnego, atrakcyjnego, wysportowanego ciała? Zwłaszcza że mamy do czynienia z mniej lub bardziej obecnym erotyzmem.

– To kolejny przesąd, jeśli chodzi o burleskę – dodaje Anna Marta Konopka. – Tak naprawdę to, jaką tancerka ma figurę, to tylko jej prywatna sprawa. U nas w największej cenie jest różnorodność. Kobiety mające kilka kilogramów więcej również mogą czuć się atrakcyjnie, występując na scenie. Ta idea jest nam szczególnie bliska. Nikt tu nie powie: „Przyjdź za 5 kilo”. Każda pani jest akceptowana. Każda uczy się okazywania kobiecości.

Szkoła nazywa się „Cabaret – Szkoła Kreski i Burleski”. I trzeba przyznać, że jej oferta jest naprawdę imponująca: Burleska, Video Sexy Dance, High Heels, Cabaret Dance, Broadway Dance, Rewia, Chair Dance, Striptease, Sexy Fit. Proponuje też warsztaty cykliczne z zakresu: hand made, make up, tańca i ruchu scenicznego, szycia, mody, a nawet odżywiania.

– Sami proponujemy wiele, ale prócz tego jesteśmy otwarci na wszelkie nowe sugestie – podkreśla założycielka szkoły. – Chcemy, by nasze panie mogły się wyżyć stylistycznie i zmienić się w prawdziwą pin-up girl. Żebyśmy mogły pooglądać stare filmy w stylu retro i po ich seansie poanalizować sztukę dawnych artystów, zagłębiając się w ich tło historyczne. Chcemy poznawać sztukę czasów minionych.

Ale przede wszystkim szkoła to nauka rzemiosła teatralnego. Uczestniczki pracują z rekwizytem (kapelusz, czarno-biała laska, krzesło i wiele innych), ćwiczą taniec swingowy, uczą się pozować i przygotowywać do sesji zdjęciowych.

Pytanie, które się narzuca: czy mężczyźni kobiet uczestniczących w zajęciach szkoły nie są o nie zazdrośni? Czy tak łatwo godzą się, by ich kobiety występowały na scenie w burlesce?

– Jeśli mężczyzna widzi, że jego kobieta jest szczęśliwa, to dlaczego nie? – mówi Anna Miniat, uczestniczka zajęć w szkole burleski, występująca na scenie od trzech lat. – Nasi mężczyźni są naszymi największymi fanami. Bardzo często pomagają nam też przy inscenizacjach, przygotowaniach spektakli. Nie wszyscy mężczyźni uważają, że ich kobiety powinny chodzić wyłącznie w swetrach. Poza tym wiele rzeczy uczymy się z myślą właśnie o nich. Na przykład artystycznego zdejmowania garderoby, świadomości ciała, szkolenia w tajnikach uwodzenia ruchem i gestem. To, czego się nauczymy, często znajduje potem zastosowanie w sypialni.

A zatem artyzm, świadomość ciała, wyzbywanie się kompleksów, odzyskiwanie wiary w samą siebie.

– Dlaczego burleska? – pyta retorycznie Anna Miniat. – Ponieważ burleska leczy. Jest bardzo delikatna. I zaraża pozytywną energią.