Historia pewnego nawrócenia

Pani Sofiaa bez wahania przyniosła nienoszone płaszcze. (fot. Łukasz Piecyk)

10 lat temu na toruńskiej starówce był sklep z ręcznie robioną biżuterią U la la. Przychodziło tam dużo dzieci. Czasem coś kupić, częściej jednak coś ukraść. Wojtek Przybysz, właściciel i sprzedawca, nie gonił ich, nie wzywał policji… Dzieciaki wracały, oddawały skradzione rzeczy. A to pomogły zamieść przed sklepem, a to sprzątnąć. Ktoś przyniósł piłkę, zaproponował wspólną grę w nogę. Tak nawiązała się nić porozumienia między Wojtkiem a zbuntowanym, młodym pokoleniem.

– Był to czas mojego nawracania się na Boga. Moje serce stawało się cieplejsze. Zacząłem czytać Pismo Święte, byłem bardziej otwarty – zwierza się. – Zacząłem organizować akcje, np. święto ulicy Podmurnej. Dzieci czuły się tu jak u siebie, nawet pomagały w organizacji. Było mnóstwo atrakcji, wystawców, kramów…

Integracja nabierała tempa i przyciągała coraz więcej zainteresowanych. Tak powstało Stowarzyszenie Dzieciom i Młodzieży Wędka im. każdego Człowieka. Dzięki staraniom zarządu stowarzyszenie ma swoją siedzibę przy ul. Jęczmiennej 10 i utrzymuje je z datków darczyńców.

– U nas dzieje się wszystko… Od zabaw po pomoc w nauce – opowiada. – Przychodzi tu nawet kilkadziesiąt osób dziennie, w tym wolontariusze i liczni goście – sympatycy. Choć dajemy dzieciom luz, ustaliliśmy zasady, których nie mogą łamać. Jedną z nich jest złotówka za przekleństwo. Czasem chętnie popracowałbym od 7 do 15 i koniec. Ale pewnie tygodnia bym tak nie wytrzymał. Wszyscy jesteśmy stworzeni po to, by realizować swoje marzenia, by się spełniać. I ja tu tego doświadczam. Dzięki Bogu, który jest moim napędem, który otworzył mi serce. Bo co mnie powinny obchodzić jakieś obce dzieci? Ale… ja się tu realizuję jako mechanik, wujek, brat, majsterkowicz, murarz, kierowca, uważny słuchacz… Czasem dzieci mówią mi o tak ciężkich sytuacjach z ich życia, że mam ciarki z przerażenia. I jak pomyślę, że dzięki Wędce zapominają na chwilę o tym, co złe, to właśnie to mnie napędza jeszcze bardziej do tworzenia tego miejsca.

Jednym z wolontariuszy jest Marcin. Wcześniej był podopiecznym Wędki.

– To jest miejsce, które zajmuje mój czas w dobry sposób. Odciąga od złego towarzystwa, narkotyków, wśród których dorastałem – przyznaje. – Wojtek spotkał mnie wiele lat temu na ulicy i wciągnął tutaj. Poznałem go, bo przyszedłem do jego sklepu zapytać, czy nie kupiłby kradzionego telefonu. Tak to się zaczęło. A teraz? Teraz to jest historia mojego… naszego nawrócenia.

Jedną z głośnych akcji Stowarzyszenia jest „Wieszak – wymiana ciepła”. Zaczęło się od tego, że do Wędki trafiało mnóstwo ubrań. Te, które nie zostały wzięte przez dzieci, były oddawane do Caritasu. Wojtek wpadł jednak na inny pomysł, zaczerpnięty z internetu.

– Wzięliśmy deski, zbiliśmy wieszak, pomalowaliśmy go po swojemu, wystawiliśmy na chodnik i tak sobie to funkcjonuje od 8 lutego. Jak nikomu nie będzie przeszkadzał, to postoi jeszcze długo. On ściąga ludzi, staje się rozpoznawalny – śmieje się Wojtek. – Kilka dni temu późną nocą porządkowałem rzeczy na wieszaku. Nagle zza rogu wypada kobieta, w wałkach, w grubym futrze, w kapciach, z papierosem w lufce. Wiesza rzeczy i mówi do mnie „fajny wieszak, będziemy tu rzeczy przynosić”.

Jedną z osób, które odwiedziły Wieszak, jest też pani Sofia.

– O Wieszaku dowiedziałam się z Facebooka. Sama przyniosłam dwa płaszcze – uśmiecha się. – Zrobię pewnie dodatkowy porządek w szafie, żeby coś jeszcze mogło się tutaj pojawić. Serce rośnie, gdy widzę takie inicjatywy.

Wojtek wraz z przyjaciółmi pracuje teraz nad kolejną akcją – „Uczusiem”. Ma to być bus jeżdżący po osiedlach, wsiach, szkołach, w którym będzie mnóstwo zabawek, ale i osób chętnych, by pomagać dzieciom w lekcjach. Wojtek i jego przyjaciele chcą wyjść do tych, którym czasem szkoła nie wystarczy. Jednak na razie brakuje funduszy, przede wszystkim na zakup busa.