I liga siatkówki kobiet: porażka Budowlanych w decydującym spotkaniu. ŁkS za mocny dla osłabionych torunianek [zdjęcia]

Nie pomogła publiczność i własna hala, ŁkS był tego wieczoru zbyt mocny (fot. Adam Zakrzewski)

Dramatyczne, widowiskowe, arcyciekawe spotkanie – tak można opisać środowy mecz Budowlanych Volley Toruń z łódzkim  ŁKS-em. Niestety po pięciosetowej walce lepsze okazały się łodzianki, a podopieczne trenera Soi, osłabione brakiem kontuzjowanej Sandry Szczygioł, która skręciła kostkę na początku I seta, ambitnie walczyły do końca. Niestety teraz pozostaje im gra o trzecie miejsce w lidze z drużyną Jokera Świecie.

 

Pierwsza partia środowego meczu była bardzo wyrównanym widowiskiem. Od początku sytuacja na tablicy wyników zmieniała się jak w kalejdoskopie. Niestety, pod koniec premierowego seta kostkę skręciła wspomniana Szczygioł. Nie wyprowadziło to jednak z równowagi torunianek, które zachowały zimną krew i rozstrzygnęły seta na swoją korzyść. Na tablicy pojawił się wynik 25:23.

Druga batalia była bliźniaczo podobna do pierwszej. Zespoły nie potrafiły odskoczyć na więcej niż dwa punkty. Passę tę przerwały zawodniczki ŁKS, które od stanu 14:15 zdobyły 3 punkty pod rząd. Przewaga uzyskana w tym fragmencie seta okazała się decydująca dla losów tej odsłony. ŁKS wygrał 20:25 i wyrównał stan pojedynku.

Udanie rozpoczęły trzecią partię zawodniczki Budowlanych. Pierwsze dwa punkty padły łupem torunianek, które wpierw utrzymywały tą przewagę, a potem konsekwentnie ją powiększały, zdobywając od stanu 8:6 cztery punkty pod rząd. Duży wpływ na taki przebieg meczu miała bardzo trudna zagrywka Marleny Pleśnierowicz. Końcówka seta to koncert gry gospodyń, które zdecydowanie wygrały seta numer trzy – 25:16.

Na początku czwartej partii zawodniczkom z Łodzi udało się odskoczyć na kilka punktów. Trener Mariusz Soja poprosił jednak o przerwę, która zdecydowanie uspokoiła poczynania siatkarek z Torunia. Dobra gra powróciła i po chwili na tablicy wyników widniał wynik 11:11. Były to jednak „miłe złego początki”. ŁKS po raz kolejny wyszedł na wyraźne prowadzenie, którego nie oddał aż do końca czwartego seta. O tym kto zagra w finale play-off pierwszej ligi miał zadecydować tie-break.

Nie było to pierwsze pięciosetowe starcie obu drużyn. Niestety, wszystkie spotkania które prędzej odbywały się w takim wymiarze setowym kończyły się zwycięstwem ŁKS-u. Pierwszy punkt piątego seta padł łupem gospodyń. Niestety, już po chwili na prowadzeniu zameldowała się drużyna z Łodzi. Co więcej, w pewnym momencie było to prowadzenie aż trzypunktowe, co w tie-breaku jest niezłą zaliczką. Budowlane nie chciały oddać awansu do finału bez walki, i po chwili z zaliczki przeciwniczek został tylko punkcik – 7:8. Od tego momentu siatkarki z Torunia jakby stanęły. ŁKS zdobył pięć punktów pod rząd i był już bardzo blisko wygrania meczu, jak i całej rywalizacji. Siatkarki z Torunia podjęły walkę, ale było je stać już tylko na zdobycie trzech punktów. ŁKS zakończył spotkanie przy pierwszej piłce meczowej, wygrywając ostatecznie 10:15 a w całym spotkaniu 2:3.

Najlepszą zawodniczką spotkania została Izabela Szyjka.

Budowlane Volley Toruń – ŁKS Łódź 2:3 (25:23, 20:25, 25:16, 20:25, 10:15)

fot. Adam Zakrzewski