Ile będzie nas kosztować reforma edukacji?

W wyniku reformy oświaty zaproponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość zlikwidowanych zostanie w całym kraju ponad 7,5 tys. gimnazjów.

Minister edukacji Anna Zalewska przekonuje, że wszystko jest pod kontrolą. Wszelkie wydatki, jakie niesie z sobą reforma, pokryje subwencja oświatowa oraz finansowanie z budżetu państwa. Dodatkowo kilkaset milionów na wsparcie reformy przeznaczyło Ministerstwo Edukacji Narodowej. 

Choć minister Zalewska mówi z dużą pewnością siebie, wielu dyrektorów szkół ma spore wątpliwości co do jej zapewnień. Podobnie z najwyższą nieufnością przysłuchują się obietnicom pani minister samorządowcy. Skąd taki sceptycyzm? Być może z prostej arytmetyki.

W wyniku reformy oświaty zaproponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość zlikwidowanych zostanie w całym kraju ponad 7,5 tys. gimnazjów. Zatrudnionych jest w nich ponad 100 tys. nauczycieli, którzy mają pod opieką milion uczniów. Większość z nich straci pracę. Dzieci natomiast dokądś pójść będą musiały. Czy cała ta akcja odbędzie się, jak utrzymują jej zwolennicy, „całkowicie bezkosztowo”?

– Prawda jest taka, że w rzeczywistości uczniów systematycznie ubywa – mówi Lucyna Bała, wicedyrektorka Szkoły Podstawowej nr 8 im. Marii Curie-Skłodowskiej w Toruniu. – Nas dotkną jedynie kwestie programowe. Te jednak w większości sfinansuje Wydział Edukacji. Oczywiście przeorganizowania programowe powodują koszty. Zmienia się organizacja szkoły z zespołu szkół na szkołę podstawową. Poniesiemy koszty związane głównie z pracami dokumentacyjnymi. Będziemy zmuszeni do zmian zapisów statutowych. Ale również i nauczyciele odczują reformę. Wiąże się to z tym, że nie wystarczy wprowadzić nowego podręcznika. Trzeba jeszcze na nowo przygotować lekcję. Zorganizować bazę pracy.

W podobnym, optymistycznym duchu wypowiada się wielu dyrektorów szkół. Twierdzą zgodnie, że będzie drogo, ale dotacje państwa pomogą im przetrwać najcięższe chwile.

– Do naszej szkoły włączone zostanie Gimnazjum nr 21, więc raczej nie odczujemy tej reformy finansowo – Iwona Fechner-Sędzicka, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 7 w Toruniu. Pracownie przedmiotów specjalistycznych zostaną przeniesione bezpośrednio z gimnazjum. Jedynie pomoce naukowe związane ze zmianą podstawy programowej będą wymagały pewnych nakładów. Jak jednak będzie – na razie nie wiadomo. Wiele podręczników ma status oczekiwania. Nauczyciele zapoznają się z nimi bliżej w trakcie wakacji. Wtedy będzie można powiedzieć cokolwiek dokładniej.

Czy rzeczywiście nie ma najmniejszych problemów i wszystko idzie nie dość, że bezkosztowo, to jeszcze bezproblemowo?

– Najdrożej będzie z fizyką i chemią – mówi Lidia Stupak-Komorowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 3 im. kpt. Jana Drzewieckiego w Toruniu. – Nauki empiryczne wymagają wyposażenia. Dzieciaki uwielbiają doświadczenia. Szacujemy, że będzie to ok. 20 tys. zł za jedną pracownię. Potrzebujemy stołów demonstracyjnych, certyfikatów bezpieczeństwa, wentylacji sal, nie mówiąc o podstawowych pomocach, jak choćby odczynniki. Siedzenie kilka godzin w klasie to nie jest to, co współcześni uczniowie lubią najbardziej. Z kolei wynikające z podstawy programowej wyposażenie biblioteki w nowe lektury szacujemy na co najmniej 10 tys. zł.

Wynika z tych wypowiedzi, że najprawdopodobniej, mimo przestróg malkontentów, nasze szkolnictwo nie zawali się, że jakoś przez tę reformę przebrnie. Mało tego, są głosy, że reforma korzystnie „przewietrzy kadry” i da pracę młodym.

– Przybędą nam dwa poziomy, więc z pewnością będę zatrudniać nauczycieli – mówi Dorota Szulc, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 im. Uczestników Strajku Szkolnego 1906-1907 w Toruniu. – Odnoszę jednak wrażenie, że oni aż tak bardzo nie szukają zatrudnienia. Mamy kilka ofert pracy, choć trzeba przyznać, że niezbyt zachęcających: dodatki po kilka godzin. To tylko uzupełnienia etatów. Ale nikt się tym nie interesuje. A ktoś uczyć musi. Prawdopodobnie zmuszona będę zatrudniać absolwentów.

Pozostaje zatem tylko pytanie: co z tymi dziesiątkami miliardów, jakie poszły na wprowadzenie gimnazjów? To pieniądze wyrzucone w błoto? Do tego dochodzi problem inwestycji w gimnazja z funduszy unijnych, jakich dokonano w ciągu ostatnich lat (budowa nowych obiektów, remonty, zakup pomocy naukowych). Istnieje uzasadniona obawa, że większość tych kosztów będzie musiała zostać zwrócona, ponieważ reforma łamie jeden z warunków umowy mówiący o tym, że podmiot, któremu przyznano dotację, musi funkcjonować co najmniej przez 5 lat. Oznacza to, że „bezkosztowa” reforma może kosztować „nieco” więcej. Cóż. Nie można mieć wszystkiego.