Jakim cudem to pływało?

Od zatonięcia jachtu „Down North” 30 maja 2015 roku mija półtora roku. (fot. archiwum)

Od zatonięcia jachtu „Down North” 30 maja 2015 roku mija półtora roku. Śledztwo w tej sprawie zostało dawno zawieszone. Bliscy i znajomi Leszka Bohla, znanego toruńskiego niepełnosprawnego sportowca i podróżnika, stracili nadzieję, że kiedykolwiek poznają prawdę o tamtej tragedii. Mamy jednak dobre wieści.

– Oczywiście, po publikacji tego raportu śledztwo zostanie podjęte – zapewnia prokurator Mariusz Gajewski z Prokuratury Rejonowej w Świnoujściu. – Dokument ten, co prawda, nie może być dowodem w sprawie, ale jest dla nas elementem wyjściowym do dalszych działań.

Państwowa Komisja Badania Wypadków Morskich zastrzega, że nie przesądza o niczyjej winie, ustala tylko fakty, a jej praca ma przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa na morzu w przyszłości. O jakie w tym przypadku fakty chodzi?

Ustalono, że „Down North” powstał w 1980 roku jako 14-metrowa jednostka służąca swemu kanadyjskiemu konstruktorowi do krótkich wypraw arktycznych z nieliczną załogą. Zbudowany został systemem gospodarczym, brak jakichkolwiek planów budowy. Również systemem gospodarczym przebudowywano go dwa razy. Ostatecznie liczył ponad 17 metrów i mógł pomieścić 12 członków załogi. Traciła jednak na tym, co nietrudno przewidzieć, stabilność.

– Jacht nie był w rejestrze statków kanadyjskich. Nie miał więc prawa nosić bandery kanadyjskiej, a pod taką pływał – wymienia Cezary Łuczywek, przewodniczący PKBWM. – Okazało się, że jako pierwsi przeprowadziliśmy na nim badania stateczności.

Wyniki były zatrważające. Poprzez wydłużenie jednostki i dobudowanie wysokiego kasztelu na rufie zmienił się przede wszystkim tzw. kąt zalewania sterówki. Jak wiadomo, woda wlewała się tamtędy pod pokład, skąd musiał wydostać się Leszek Bohl i tam najprawdopodobniej się zachłysnął, co przyczyniło się do jego śmierci. Kąt ten wynosił w momencie wypadku zaledwie 25 stopni. Przed przebudowami było to ok. 50 stopni.

Choćby z tego powodu „Down North”, gdyby przeszedł wcześniej takie badania w Kanadzie czy też w Polsce, mógłby zostać dopuszczony tylko do pływania rekreacyjnego przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. Jednak „Down North” żadnych badań nie przechodził, a flaga kanadyjska na polskich wodach zabezpieczała go przed kontrolą polskich służb. Dlatego raport postuluje zmiany w polskim prawie, by podobny przypadek się nie powtórzył.

W dokumencie podkreśla się, że „Down North” używany był w Polsce w pełni komercyjnie, bo choćby uczestnicy rejsu zwanego badawczym, w którym płynął Leszek Bohl, za udział płacili.

Badano też panujące 30 maja 2015 roku warunki atmosferyczne. Jacht płynął na północny zachód przy wietrze ok. 5 stopni w skali Beauforta. Wszystkie prognozy zapowiadały powiewy rzędu 7 stopni w tej skali. I pierwszy o tej sile przewrócił jacht. Z badań stateczności wynika, że już przy 5 stopniach w skali Beauforta i przy podniesionych wówczas żaglach jacht był na skraju wywrotki.

Okazało się, co zeznali świadkowie, że podczas poprzednich rejsów dwa razy doszło do podobnych zdarzeń. Ale wówczas załoga była mniej liczna, a jacht miał w zbiornikach resztki paliwa. W przypadku rejsu rozpoczynającego się 30 maja 2015 „Down North” był załadowany maksymalnie prowiantem i paliwem.

Ogólny wniosek z raportu – „Down North” był jednostką raczej eksperymentalną, której faktyczne właściwości nautyczne nie były znane ani armatorowi, ani kapitanowi.

Teraz wszystko ponownie w rękach prokuratury. Musi powołać biegłych, którzy podążą śladem ustaleń Komisji. Jeśli śledztwo prokuratorskie dojdzie do analogicznych wniosków, postawione najpewniej zostaną zarzuty. Ale może to potrwać kolejny rok.