Jedzenie zamiast bomb

Food Not Bombs serwują wegańskie, ale pożywne i zdrowe posiłki, idealne na zimową porę. (fot. Piotr Lampkowski)

Toruńscy anarchiści ruszają na pomoc potrzebującym. W każdą niedzielę na Dworcu Miasto rozdają darmowe posiłki. Podkreślają, że to akcja polityczna, ale cieszą się, że mogą łączyć promowanie swoich idei z dobroczynnością.

Idea Food Not Bombs, czyli jedzenia zamiast bomb wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych. Powstała w środowiskach anarchistycznych, wolnościowych, związanych z subkulturą i muzyką punk. Do Torunia dotarła w połowie poprzedniej dekady. Środowiska anarchistyczne na całym świecie przekonują, że zamiast walczyć z innymi, lepiej jest pomagać.

– Nie jesteśmy akcją charytatywną ani zarejestrowanym stowarzyszeniem. Jesteśmy nieformalną inicjatywą jednostek – zaznacza jeden z członków toruńskiego kolektywu Food Not Bombs. – Jako anarchiści promujemy działania oddolne, od ludzi dla ludzi. Naszą ideę można podsumować w trzech zasadach: sprzeciw wobec zbrojeń rządów, marnowania żywności, a także wojny międzygatunkowej ludzi i zwierząt.

Z dwóch ostatnich zasad wynika specyfika rozdawanych posiłków – są wegańskie, a także powstają z warzyw „z odzysku”, które inaczej by się zmarnowały.

– Nikt nas nie dotuje, nikt nie sponsoruje, jesteśmy niezależni od stowarzyszeń charytatywnych – podkreślają członkowie Food Not Bombs. – Rozdajemy jedzenie o godz. 15 w każdą niedzielę, w dniu, w którym obiadów nie podają jadłodajnie Caritasu. Potrzebujący muszą jeść ciepłe posiłki przez cały tydzień. Dostają od nas smaczne potrawy z produktów, które w ogóle nie są zepsute, jak najbardziej są zdatne do spożycia. Nie są to może wykwintne dania, ale pełnowartościowe i zdrowe.

Od listopada do okolic kwietnia, tydzień w tydzień, bez względu na pogodę kilku młodych zapaleńców czeka na Dworcu Miasto z menażkami z ciepłą zupą. Obiady gotują sami, w swoich mieszkaniach. Po jedzenie przychodzą głównie bezdomni.

– Znamy się już od czterech lat – opowiada jeden z nich. – Dzisiaj podali zupę brokułową. Pyszna, same witaminy i fajnie rozgrzewa. Jest też ciasto, a tydzień temu były nawet babeczki. Super inicjatywa, miło, że z serca pomagają ludziom.

Kiedy odwiedziliśmy Food Not Bombs, by zobaczyć ich w akcji, padał rzęsisty deszcz i było przenikliwie zimno. Nie zabrakło jednak chętnych do skorzystania z serwowanego przez nich obiadu. Mimo deklarowanych przez organizatorów politycznych fundamentów akcji, jej uczestnicy przypominają, że tym, co motywuje ich do trwania na posterunku, jest…

– Chęć pomagania ludziom, pomocy potrzebującym – przyznają. – To wynika z natury człowieka. Nie trzeba wielkiej filozofii, by pomagać.