Jerzy Buzek: Na wielu polach jesteśmy nawet lepiej zorganizowani niż Niemcy

Jerzy Buzek pojawił się w Toruniu z okazji Forum Gospodarczego (fot. Łukasz Piecyk)

O rozwoju gospodarczym, potrzebach obywateli, sposobach powstrzymania emigracji zarobkowej oraz roli Polski w napędzaniu Europy z Jerzym Buzkiem, byłym premierem RP i przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, rozmawia Tomasz Więcławski.

Za mało jest w Polsce spotkań przedstawicieli polityki, biznesu i administracji.
Mamy kilka takich imprez, ale Forum Gospodarcze w Toruniu rozwija się najlepiej. Widzę, jak rośnie. Przybywa wielkich przedsiębiorców, którzy mają ochotę dowiedzieć się od władzy, w jakim kierunku będzie sterowana Polska gospodarka, na co można liczyć i ile pieniędzy będzie do dyspozycji z Unii Europejskiej. Przedstawiciele świata nauki proponują nowoczesne rozwiązania, analizy, o których możemy dyskutować, zastanawiać się, jak je skomercjalizować. Bo z tego, co wymyśli człowiek, musi być rzeczywisty pożytek.

W jakim wymiarze?
Nasze przedsiębiorstwa muszą być innowacyjne by być konkurencyjne. Polska musi szybko się rozwijać i tworzyć miejsca pracy. Musimy stale być lepsi i silniejsi, bo tylko wtedy możemy produkować i sprzedawać. Żeby być konkurencyjnym nie należy działać gwałtowanie, ale zdecydowanie i długofalowo.

Na czym zależy naszym obywatelom?
Na dobrej pracy. Jeśli będą to zawody powiązane z innowacyjnością np. technologiami informatycznymi, telekomunikacją, bioinżynierią, nanotechnologią, nowoczesnym przetwórstwem żywności czy chemią, która oferuje nowatorskie rozwiązania, to młodzież nie będzie wyjeżdżała za granicę. Nie jest to tylko kwestia miejsc pracy dla młodych ludzi, ale jej charakteru, możliwości wyżycia się, sprawdzenia i odpowiedniego zarobku. Długo będzie jeszcze tak, że płaca w Wielkiej Brytanii czy Austrii będzie wyższa. Część osób nadal będzie planowała wyjechać. Ale będzie to mniejsza grupa, gdy stworzymy innowacyjną gospodarkę.

Takie rozmowy, jak te w Toruniu, zbliżają nas do tego?
Oczywiście. Budują bowiem atmosferę do tworzenia nowych miejsc pracy o takim charakterze.

Wiele czasu spędza pan poza granicami naszego kraju. Jesteśmy rozpoznawalni w Europie, z czymś się kojarzymy?
Marka najważniejsza dla naszego kraju to solidarność. Nie możemy jej bagatelizować. Polska tchnęła w Europę ducha pewnej współpracy, bez której nie ma postępu i siły gospodarczej żadnego państwa czy organizacji. Daliśmy kontynentowi napęd. Pokazaliśmy, że można być blisko, współpracować, co przekłada się na realną siłę.

Coś jeszcze?
Drugą wielką marką jest pazerność na przedsiębiorczość. W dobie kryzysu, który objął cały świat, potrafiliśmy zachować wzrost gospodarczy. Nie udało się to żadnemu państwu w Europie. Kiedyś w Niemczech mówiło się o „polnische wirtschaft”, czyli upadającej gospodarce. Pokazywano tam rozpadające się chałupy i kpiono z nas. Teraz, gdy jestem u naszych zachodnich sąsiadów i przypominam im to hasło, to są oklaski i śmiech. Oni doskonale rozumieją bowiem, że polska gospodarka oznacza obecnie zupełnie co innego. Na wielu polach jesteśmy nawet lepiej zorganizowani niż Niemcy. Gdy oni mieli -5 procent, a nawet -7, to polska gospodarka była na dwu- lub trzypunktowym plusie. Zazdroszczą nam tego.

Czegoś jeszcze?
Siły i chęci działania w zakresie przedsiębiorczości. Musimy korzystać z dwóch marek, o których mówiłem. Nie chodzi o to, żeby były to tylko przedsiębiorstwa. Bydgoska PESA, Orlen czy Lotos są znane w Europie. Znacznie ważniejsze jest jednak to, że o Polsce mówi się, jako o miejscu, w którym urodziła się europejska solidarność i pazerna przedsiębiorczość. W tym kontekście określenie jak najbardziej pozytywne, oznaczające bowiem ciąg do działania, zapał.

A współpraca polityki i biznesu?
Wyraźnie poprawia się w naszym kraju.