Joanna Scheuring-Wielgus: Będziemy opozycją aktywną

Joanna Scheuring-Wielgus zdobyła w wyborach prezydenckich ponad 17% głosów. Jej komitet wprowadził natomiast 4 radnych do magistratu (fot. Łukasz Piecyk)

– W naszym środowisku wszyscy od lat narzekali na toruńskie bolączki. Nie wierzyli, że ten monolit można ruszyć. Myśmy postanowili działać. Odważyliśmy się! A ja postanowiłam zostać twarzą czegoś dobrego rodzącego się w mieście – mówi tuż po wyborach, kandydująca na urząd prezydenta Torunia, Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie z Jackiem Kiełpińskim.

Rozmawiam z przegraną czy wygraną tych wyborów?
Ze zwyciężczynią. Biorąc pod uwagę, w jakim mieście żyjemy, jak zarządzanym, wiedząc, jakie tu panują powiązania – nasz wynik wyborczy jest sukcesem. A jeszcze lepiej, że Michał Zaleski w swoim programie wykorzystał postulaty, które głosimy od lat, a nawet stara się mówić naszym językiem.

Ławki będzie stawiał?
Tego nie wiem, ale deklaruje chęć rozmawiania z ludźmi, słuchania ich opinii, mówi o osiedlach, edukacji, miejscach pracy. To już postęp.

Jesteście w jawnej opozycji wobec niego. Dlaczego?
Bo jego wizja miasta jest przestarzała, krótkowzroczna. Mam wrażenie, że Michał Zaleski widzi tylko do granic Torunia, nie czerpie z doświadczeń światowych, nie rozwija się w myśleniu o mieście.

Oj, ostro… Przecież buduje na potęgę. Dlatego te wybory wygrał w cuglach.
To jest zachowanie w stylu Gierka. Efekciarstwo. Inwestycja ma być duża, droga, efektowna. A wszelkie pytania o jej sensowność są źle widziane. Jakby zapomniał, że po jego idolu wprowadzono w Polsce kartki. Ja, zamiast Gierka, wolę myśl Jana Gehla, autora książki „Miasta dla ludzi”, architekta Kopenhagi, miasta naprawdę przyjaznego mieszkańcom. Opinię: „Zaleski buduje na potęgę” słyszałam wielokrotnie podczas licznych spotkań wyborczych. Zawsze reagowałam pytaniem: A co takiego zbudował konkretnie dla pani, pana? Zawsze wywoływało to konsternację. Bo nowe toruńskie budowle są dla nielicznych, oderwane od rzeczywistości, przewymiarowane, jakbyśmy żyli w mieście 300-tysięcznym. A tu mamy poniżej 200 tysięcy i ciągle nas mniej. Jak masz dobrą pracę, fajne mieszkanie i dobrze ci się żyje, to masz czas i ochotę iść na halę sportową. Taka jest logiczna kolejność. Zaleski robi na odwrót. Stawia gmachy, nie oglądając się na sytuację i potrzeby ludzi.

Spotkania z wyborcami były pouczające?
Zobaczyliśmy, jak ubogo żyją torunianie. I jak się boją. Poznaliśmy z bliska układ zależności, taką toruńską pajęczynę. Przykład? Mieliśmy mieć 50 osób na listach, ale ostatecznie dziesięć się wycofało z obawy przed późniejszymi szykanami. Wiadomo: ktoś ma urzędniczkę w rodzinie, prowadzi firmę starającą się o kontrakt z miasta, liczy na dotację, itd. To wynik braku ograniczenia kadencyjności w samorządach. Naszym zdaniem, prezydent może być na stanowisku najwyżej osiem lat, bo potem dzieją się właśnie takie rzeczy. My, na szczęście, nie mamy obciążeń, nic nikomu nie jesteśmy winni, na nic ze strony urzędu miasta nie liczymy, niczego nikomu nie obiecywaliśmy. Pracowałam w wielu miastach europejskich, dużo podróżuję i inaczej patrzę na świat. Śmiem uważać, że nowocześniej. A w obecnym zarządzaniu Toruniem widzę chłopięcą manię wielkości.

Ale, jak widać, to właśnie większości się podoba.
40 tysiącom ludzi ze 160 tysięcy uprawnionych do głosowania. Zwolennicy Michała Zaleskiego, których szanuję, jakby nie chcieli zauważyć, że każdy na jego miejscu budowałby, remontowałby, bo pojawiły się europejskie pieniądze do wykorzystania. Pytanie, co powstałoby za te pieniądze, na ile przemyślane i czy autentycznie oczekiwane przez mieszkańców. Przysłowiowy Kowalski na stanowisku prezydenta Torunia też by sporo zbudował, ale może by nas przy okazji tak nie zadłużył?

Jaką będziecie opozycją?
Aktywną. Uważnie patrzącą władzy na ręce. Dbającą po pierwsze o to, by powstrzymać falę wyjazdów z naszego miasta. Chcemy utrwalić się w świadomości wyborców poprzez własną gazetę „Czas Mieszkańców”, której wydawanie już zaczęliśmy, a także telewizję internetową i Ośrodki Czasu Mieszkańców w poszczególnych dzielnicach, gdzie chcemy po prostu z ludźmi rozmawiać i współpracować. Będziemy też realizować projekty na rzecz mieszkańców, pozyskiwać na to środki europejskie. Potrafimy to robić.

Wielu już to mówiło….
…ale ugrzęźli w koalicjach, ktoś ich rozbił, kupił, wiem, wiem. Naszej czwórce radnych to nie grozi. W naszym środowisku wszyscy od lat narzekali na toruńskie bolączki. Nie wierzyli, że ten monolit można ruszyć. Myśmy postanowili działać. Odważyliśmy się! A ja postanowiłam zostać twarzą czegoś dobrego rodzącego się w mieście. Zawsze pracowałam dla kogoś: dla artystów, młodzieży, ludzi ubogich, teraz poczułam, że armia ludzi pracuje na mnie – 10 550 osób oddało na mnie głos. To daje energię i zobowiązuje. Chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy uwierzyli w wizję miasta Czasu Mieszkańców i we mnie. Teraz pozostaje przekonywać kolejnych wyborców, że prezydentura w Toruniu może wyglądać inaczej. Człowiek na tym stanowisku nie musi decydować o wszystkim osobiście, bo każdy, nawet prezydent, bywa omylny. Ma za to słuchać mieszkańców i inspirować twórczych urzędników do działań na ich rzecz.