Joanna Scheuring-Wielgus: Konsultacje, a nie zamknięte drzwi

Joanna Scheuring-Wielgus twierdzi, że demokracja w Polsce jest zagrożona.

O działaniu komisji ds. miast, analogiach między Sejmem RP a Radą Miasta Torunia, młodej demokracji, marginalizowanych przez lata organizacjach pozarządowych i skrywanych planach zmian w mediach i Trybunale Konstytucyjnym z Joanną Scheuring-Wielgus, posłanką na Sejm RP z okręgu toruńsko-włocławskiego rozmawia Tomasz Więcławski

– Burzliwie zapowiada się obecna kadencja parlamentu. Przynajmniej tak możemy wnioskować po pierwszym miesiącu obrad.

– Myślę, że jesteśmy w ciekawym momencie w historii Europy. Może nie najszczęśliwszym, ale interesującym. Gdy szłam do polityki, to nie spodziewałam się, że będę zajmowała się demokracją i wolnością słowa od samego początku. Rok temu w Radzie Miasta było jednak tak samo. Pierwsza rzecz, którą się zajmowaliśmy, to spór wokół wyboru nowego dyrektora CSW. Teraz rozpoczynamy kolejne posiedzenie Sejmu, na którym mamy procedować nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (rozmowa przeprowadzana we wtorek 15 grudnia – przyp. red.), jest kilka godzin do rozpoczęcia posiedzenia, a tekstu nowego projektu nie ma. I jak nad tym pracować? Przypominam, że globalnie PiS poparło tylko osiemnaście procent obywali, a resztę partii trzydzieści dwa procenty, a połowa uprawnionych wcale nie poszła do urn. Szanuję wynik wyborów, ale opozycję też trzeba szanować.

– Nie ma pani jednak wrażenia, że to, co się teraz dzieje, to żadna nowość, a dalsza część sporu PiS-PO? Przecież „platformersi” przez osiem lat też szczególnie nie dopuszczali PiS-u do decydowania o państwie.

– Oczywiście, że tak. Nie twierdzę nawet, że winna jest tylko PO i PiS. W Polsce demokracja jest bardzo młoda. Politycy sprawujący władzę przez ostatnie lata nie mieli gdzie w okresie PRL-u nabierać doświadczenia. Byli naturszczykami. Wszystko działo się od nowa. Po dwudziestu pięciu latach wolności można śmiało powiedzieć, że popełniono jeden kardynalny błąd – zapomniano o budowie społeczeństwa obywatelskiego. Pominęli to wszyscy politycy, bez wyjątku. Organizacje pozarządowe mają w Polsce znaczenie marginalne, co trzeba zmienić. A sam spór PO-PiS, który wielokrotnie krytykowałam, jest nastawiony jedynie na konfrontację, a nie merytorykę. Obecna sytuacja to tylko ciąg dalszy tej wojny.

– A może lepiej byłoby, na przykład pod patronatem prezydenta, spotkać się i spróbować wypracować nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym? Przecież w obecnej formule zawsze będzie od narażony na zawieruchę polityczną, bo taka jest, niestety, jego konstrukcja.

– Oczywiście, że tak. Można by napisać tę ustawę od nowa przy porozumieniu partii politycznych. Najgorsze są w tym wszystkim emocje, których nie umie powstrzymać ani PO, ani PiS. Nie ma jednak woli rozmowy. Gdy tylko próbuję zabierać głos w Sejmie, to mam wrażenie, że ktoś knebluje mi usta. Marszałek Sejmu komentuje moje wystąpienia i wycisza mikrofon. Nie ma woli rozmowy. Nie było jej w Radzie Miasta Torunia i nie ma w parlamencie. Szydło i Duda są zakładnikami Kaczyńskiego, co jest bardzo smutne dla Polski.

– Nie ma w Polsce ważniejszych spraw niż Trybunał Konstytucyjny?

– Jasne, że są. Parę razy pytałam polityków, po co spieszą się tak w tej sprawie. Później dochodzi do takich sytuacji, że sprawy emerytalne czy reguły wydatków budżetowych są procedowane pod osłoną nocy, gdy nie ma już prawie nikogo na sali sejmowej.

– Zajmijmy się jednak tym, co pani chciałaby osiągnąć w tej kadencji parlamentu. Są szanse na realizację pani postulatów dotyczących ruchów miejskich czy kultury?

– Przedstawienie mojego zdania nie jest problemem, ale pytanie, czy ktoś tego wysłucha? Na komisjach coś procedujemy, a nie ma do projektu ani opinii ekspertów, ani wyliczeń finansowych. Wszystko to jedna wielka niewiadoma. Staram się zadawać bardzo wiele pytań, ale nie słyszę odpowiedzi. W zeszłym tygodniu zapisałam się do zespołu ds. miast. Będę tam wiceprzewodniczącą.

– I czym będziecie się zajmowali?

– Będę w nim współpracowała m.in. z ministrem Sasinem. Zadeklarowałam mu pomoc w wielu obszarach i służę swoim doświadczeniem w tym zakresie. Nie wiem, co z tego będzie, ale mam nadzieję, że chociaż w tej kwestii uda się normalnie rozmawiać. Na razie cały czas stosowana jest polityka zamkniętych drzwi. A jest bardzo wiele kwestii ważnych dla miast, które muszą partycypować w decyzjach, które ich dotyczą. Potrzebny jest dialog i konsultacje na każdym szczeblu. To pozwoli wypracować dobre rozwiązania.

– Naprawdę po miesiącu prac parlamentarnych nie widzi pani nic pozytywnego?

– Na początku cieszyłam się z zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego i premier Szydło, że ich polityka będzie zupełnie inna niż PO. Ale powiedzieć można wszystko, a trudniej to zrealizować. Cieszyłam się także, że minister kultury został wicepremierem, bo to sfera bardzo mi bliska. Co z tego, jak od samego początku pokazał on, że zamierza uskuteczniać odgórny nadzór, a nie wsłuchiwać się w oddolne inicjatywy. Podobnie jest z mediami. Ponoć jest projekt zmian w tej dziedzinie, ale projekt jest głęboko schowany w zaciszu gabinetu pana Czabańskiego i nikt nie ma do niego dostępu. A gdzie konsultacje z medioznawcami, autorytetami w tej dziedzinie? Nie widzę tego.