Karolina Karasiewicz mistrzynią Polski

Karolina z trenerem Leszkiem Szyszkowskim. (fot. Łukasz Piecyk)

Dwa miesiące przed zawodami złamała obojczyk. Do wyścigu w Gdyni nie przystępowała w roli faworytki. A jednak okazała się najlepsza. Jak sama twierdzi – wszystko dzięki ciężkiej pracy i trenerowi Leszkowi Szyszkowskiemu.  
 
Kolarka z pochodzenia jest łodzianką. Właśnie tam stawiała swoje pierwsze szlify kolarskie, jeżdżąc na rowerze, do którego przekonał ją tata.  

– To była miłość od pierwszego wejrzenia – wspomina swoją pierwszą przygodę z rowerem nowa mistrzyni Polski, Karolina Karasiewicz. – Miałam wtedy sześć lat i po raz pierwszy udałam się z tatą na wyścig. Potem wszystko toczyło się bardzo szybko – rower, nauka jazdy i praktycznie ze sprzętem staliśmy się nierozłączni, co trwa aż do dziś. 

W Łodzi kolarka jeździła do dwudziestego roku życia, czyli do 2012 roku. Wtedy Karolina została zauważona przez przedstawicieli grudziądzkiego ALKS-u Stal, gdzie przeniosła się i bardzo szybko, bo jeszcze w tym samym roku, świetnie zaprezentowała się na mistrzostwach Polski do lat 23 na torze w Pruszkowie, przywożąc z tej imprezy pięć medali, z czego dwa złote.

– W Grudziądzu nauczyłam się bardzo dużo – twierdzi zawodniczka. – Były to zupełnie inne realia szkoleniowe niż te, z którymi spotkałam się wcześniej. Ciężka praca przynosiła owoce nie tylko na torze, ale również na szosie. Właśnie reprezentując barwy Stali, udało mi się zdobyć tytuł wicemistrzyni Polski orliczek ze startu wspólnego, a także dwukrotnie zająć czwarte miejsce w elicie. 

Karolina jeździła dla grudziądzkiego klubu do 2015 roku. Później przez rok występowała pod egidą zespołu Planet-X BO-GO Cycling Team, a wraz z rozpoczęciem bieżącego sezonu rozpoczęła współpracę z TKK Pacific Nestle Fitness Cycling Team.  

– Moje dołączenie do toruńskiej drużyny to duża zasługa trenera Leszka Szyszkowskiego – twierdzi mistrzyni Polski. – Szkoleniowiec świetnie przygotowuje nie tylko pod względem sportowym, ale także mentalnym. Imponuje mi jego indywidualne podejście do każdej z nas, uważam, że wszystkie zawodniczki czują się tutaj potrzebne. Dodatkowo całe zaplecze klubowe jest bardzo dobrze zorganizowane. Nam pozostaje skupić się tylko na ciężkich treningach i optymalnych występach podczas zawodów.  

24 czerwca w Gdyni odbywał się wyścig o mistrzostwo Polski ze startu wspólnego elity kobiet. Wśród zawodniczek rywalizujących na dystansie 126 kilometrów znalazła się także Karolina Karasiewicz.  

– Przed rozpoczęciem zmagań ustaliliśmy z trenerem, że będę szukała swojej szansy w ucieczce – mówi. – Już na dziesiątym kilometrze wraz z Anią Plichtą i Moniką Brzeźną oderwałyśmy się od peletonu. Przewaga nad resztą stawki powiększała się, a kiedy osiągnęła pięć minut, wiedziałam, że wszystko rozegra się między nami. Znając mocne i słabsze strony Ani i Moniki, zdecydowałam, że finisz rozpocznę na 350 metrów przed końcem. Udało się, linię mety przekroczyłam jako pierwsza.  

Tam pojawiły się łzy szczęścia. Karolina Karasiewicz wywalczyła nie tylko złoty medal, ale także przywilej startowania przez najbliższy rok w koszulce mistrzyni Polski.  

– Dopiero to wszystko powoli do mnie dociera – mówi triumfatorka.  Wraz z trenerem wykonaliśmy ogrom pracy. W zasadzie tylko ja i on wiemy, jak wielu poświęceń to wymagało. Właśnie jemu zawdzięczam ten sukces. Radość jest ogromna, ale zaraz czekają mnie kolejne starty. W sierpniu będę brała udział w mistrzostwach Europy w Danii. Wiele będzie zależeć od dyspozycji dnia i zadań mi przydzielonych, ale postaram się tam pokazać z jak najlepszej strony. W końcu tytuł mistrzyni Polski do czegoś zobowiązuje.