Katarzyna Herman: aktorzy mają głos

Fot. Łukasz Piecyk

„Na wiele rzeczy jestem wkurzona w tym kraju. Jako aktorzy mamy możliwość i musimy się wypowiadać. Z pewnością dłużej milczeć nie mogę”. O filmie i teatrze, a także o cenzurowaniu przez polityków polskiej kultury i sztuki – z Katarzyną Herman, aktorką filmową, telewizyjną i teatralną, rozmawia Michał Ciechowski 

Niepokorność wpisana jest w pracę aktora? 

Zawodu tego uczyłam się jak czeladnik – od podstaw. Jan Englert, kiedy byłam jeszcze w szkole teatralnej, uczył mnie, że aktor musi być pokorny. Dziś wiem, że niepokorność, słuchanie siebie i opieranie się na intuicji to trzy składniki sukcesu. Do tego dodałabym jeszcze dwa: nie naśladować, nie powielać. Roman Polański powiedział kiedyś, że aktor musi być otwarty i skupiony. Nie wyzbywam się pokory całkowicie. Wiem, że nie zagram wszystkiego, że czegoś nie potrafię, a w końcu, że nie każdemu się spodobam. 

Zdarzają się zawodowe wpadki, nietrafione filmy? 

Aktor jest trochę jak płatny morderca. Dostaje zlecenie, bo jest człowiekiem do wynajęcia. A na sukces filmu składa się nie tylko scenariusz, ale głównie ludzie, którzy przy produkcji pracują. 

Podobno lubi pani artystyczne ryzyko. Czym się to objawia? 

Nie wszystko musi się udać. Może wtedy nawet jest ciekawiej? Ufam reżyserom patrzącym na świat inaczej. Ufam poszukującym. Jeszcze niedawno miałam okazję grać z Danusią Szaflarską, z osobą ciekawą świata i odważną. Aktor bez wątpienia musi być odważny. 

Ostatnio takie też otrzymuje pani role. Powiedziałbym: charakterystyczne.  

Marzy mi się rola komediowa. A rzadko mam okazję ten komediowy talent pokazać. Obsadzana jestem w roli czarnego charakteru albo osoby z bagażem doświadczeń. Nie wiem, czy chodzi o głos, czy posturę. Granie w komediach sprawia mi wielką radość, zwłaszcza ciepła reakcja publiczności. My jesteśmy jak wampiry – tym ciepłem się ogrzewamy. 

Twarz z historią pomaga w realizacji nowych projektów? 

Lincoln powiedział kiedyś, że po czterdziestce każdy jest już odpowiedzialny za wygląd swojej twarzy. Nie wiem, co widać na mojej. Nie zawsze się sobie podobam. Myślę jednak, że lepsza jest historia twarzy normalnej, a w tym środowisku aktorki lubią się „zmieniać”. Chociaż kino jasno pokazuje, że paniom w pewnym wieku już dziękujemy. 

Kostium na scenie jest ważny? W „Paniach Dulskich” kostiumografowie zachwycili. 

Z pewnością jest dużym przywilejem. Na scenie tworzy nierozerwalną jedność z kreowaną postacią. Zmienia on nas w oczach widza. 

W ostatnim czasie wiele zmieniło się również na małym ekranie. Wciąż popularne seriale proponują nam nową jakość. Chociażby „Druga szansa”, która w paśmie telewizji TVN emitowana jest czwarty sezon. 

Wstyd się przyznać, ale nie oglądam telewizji. Kiedy już coś zobaczę, jestem zachwycona profesjonalizmem. Szczególnie dumna jestem z „Ekipy” w reżyserii Agnieszki Holland. Produkcja ta była kręcona jak typowy film. Dużo nie odbiega od tego „Druga szansa”. Takimi przedsięwzięciami można zmienić myślenie odbiorców, używając pewnych środków przekazać to, co jest istotne. 

Co ma pani na myśli? 

Moja młodsza siostra bierze udział w proteście medyków. Zależy im, by ich sytuację przedstawić w fabule serialu. Film, serial czy teatr może realnie wpłynąć na odbiorcę. 

Powróci pani w „Powrocie” na duży ekran? 

Za mną zdjęcia do filmu Magdy Łazarkiewicz pod tytułem „Powrót”, który dotyka bardzo emocjonalnych, życiowych problemów, można powiedzieć wręcz, że koszmarów. W ostatnim czasie miałam przyjemność pracować również z Wojciechem Smarzowskim przy filmie dotykającym spraw Kościoła. Scenariusz był tak drastyczny, że nie byłam w stanie przeczytać go jednym ciągiem. Jestem wręcz pewna, że produkcja ta będzie powodem wielu protestów. 

Podobnie jak dziś protestują medycy czy aktorzy? Akcja #NieOddamyWamKultury dała polskim artystom głos? 

Na wiele rzeczy jestem wkurzona w tym kraju. Mamy możliwość i musimy się wypowiadać. Z pewnością dłużej nie mogę milczeć. Aktorzy mają głos i będą mówić. Choć nie wiem, czy dla wszystkich jest to dobre. 

Za chwilę nazwisko Herman będzie na cenzurowanym. 

Tego się w ogóle nie obawiam.  

Mówi pani: „wmawiam sobie, że mój zawód ma jakiś sens”. 

Może to właśnie jest ten sens?  

Skoro pyta pani o sens zawodu, czy aktorstwo to permanentne niespełnienie? 

W tym zawodzie niespełnienie jest motorem dla dalszych działań. Dobrze też, kiedy jest trochę niewygodnie. Zawód ten z pewnością nie może być komfortowy.