Kibice są naszym szóstym zawodnikiem [wywiad z Bogdanem Rozwadowskim]

Prezes Rozwadowski uważa, że wsparcie toruńskich kibiców hokeja na lodzie będzie bezcenne w walce o ligowy byt. (fot. Łukasz Piecyk)

zmianach w drużynie i celach na nowy sezon z prezesem Nesty Mires Toruń Bogdanem Rozwadowskim rozmawiał Karol Żebrowski.

Blisko dwa miesiące minęły od zwycięskiej dla was, finałowej rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec. Projekt pod nazwą Nesta Mires Toruń w Polskiej Hokej Lidze już wystartował?  
On w zasadzie ciągle trwał. Do ostatniego sezonu przystąpiliśmy z jedynym celem, jakim był powrót na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Udało się go zrealizować. Nie ma co ukrywać, pierwsza liga hokeja jest słaba. Oprócz Zagłębia tylko drużyna z Krynicy Zdrój próbowała nawiązać walkę. Reszta zespołów odstawała, czego najlepszym dowodem były wyniki spotkań, które często kończyliśmy z dwucyfrową zdobyczą bramkową. Staraliśmy się cały czas utrzymać poziom gry i treningów, tak jak gralibyśmy w PHL. Liczymy na to, że będzie to procentować, bo od pierwszej kolejki musimy walczyć o każdy punkt.  
 
Zróżnicowany poziom pomiędzy ligami sprawia jednak, że bez zmian się nie obędzie?  
To na pewno, lecz nie wszystko ulegnie przebudowie. W klubie zostaje trener Jurij Czuch, który zrealizował cel i z racji tego umowa została z nim przedłużona. Szkoleniowiec już otrzymał pozwolenie na pracę z Urzędu Wojewódzkiego, jednak musi ona zostać dostarczona na Białoruś, dlatego w Toruniu może pojawić się nieco później, niż rozpoczynamy przygotowania, czyli już 16 maja. Nie będzie to miało wpływu na przygotowania, gdyż w klubie jest już harmonogram treningów do zrealizowania w czasie jego nieobecności. Podjęliśmy także rozmowy z zawodnikami, którzy wywalczyli awans do PHL. Część z nich otrzymała propozycje kontraktów tymczasowych, gdyż chcemy, aby swoją postawą przekonali nas do swojej przydatności w drużynie na najwyższym szczeblu ligowym, a niektórym zaproponowaliśmy umowy stałe. W odpowiednim czasie ogłosimy, kto postanowił z nami zostać, a z kim nasze drogi się rozeszły.  
 
A co z nowymi twarzami?  
Ciągle nad tym pracujemy. Mogę potwierdzić, że do zespołu wracają wychowankowie – Michał Kalinowski i Mateusz Studziński. To potwierdzenie naszej koncepcji, że będziemy budować drużynę, opierając się na zawodnikach z Torunia. Nie obędzie się jednak bez wzmocnień zza naszej wschodniej granicy. W klubie prawdopodobnie zostaną KorchokhaOrekhin i Garshin. Dzięki kontaktom trenera Czucha mamy bardzo szeroką grupę rosyjskich zawodników, którym się przyglądamy, lecz nie podjęliśmy jeszcze decyzji, na kogo będziemy chcieli postawić. O rozmowach z polskimi zawodnikami nie chcę zbyt dużo mówić, gdyż wiem, że oni negocjują też z innymi klubami, więc rzucanie teraz nazwiskami nie ma zbyt wielkiego sensu.  
 
Po degradacji Nesty Mires w roku 2017 hokej w Toruniu nie był w zbyt dobrej kondycji. Mówiło się nawet o upadku dyscypliny w mieście. Nie obawia się pan, że w razie powtórzenia scenariusza może być podobnie?  
Nasz budżet nie jest ciągle zamknięty. Właściwie każdego dnia walczymy o to, aby zabezpieczyć swoją sytuację finansową. Nie jest to łatwe. Na rynku toruńskim jest bardzo duża konkurencja, jeżeli chodzi o wspieranie podmiotów sportowych. Do tego dochodzi tragiczna sytuacja w Polskim Związku Hokeja na Lodzie, która przekłada się na słabe notowania całej dyscypliny. To nie będzie łatwy sezon, ale nie poddamy się. Chcielibyśmy walczyć o fazę play-off, ale zdaję sobie sprawę, jak może to być trudne zadanie. Naszym podstawowym celem będzie utrzymanie się. Mamy wspaniałych kibiców, którzy są naszym szóstym zawodnikiem i mam nadzieję, że z ich pomocą powrót do PHL nie będzie jednosezonowym epizodem.