Obcowanie ze śmiercią – rozmowa z Krzysztofem Skulimowskim z toruńskiego prosektorium

Fot. Łukasz Piecyk

Widział wszystkie możliwe rodzaje śmierci. Ale bał się tylko raz: kiedy nieboszczyk… pogłaskał go po plecach. Z technikiem sekcyjnym, kierownikiem toruńskiego prosektorium Krzysztofem Skulimowskim rozmawia Robert Kamiński 

Przed wejściem do prosektorium musi pan „walnąć lufę”? 

Wiele lat temu, jak przyszedłem tu pracować, to rzeczywiście tak było. Ludzie tu zatrudnieni zaczynali każdy dzień od szklanki wódki. Po trzech dniach żona powiedziała do mnie: jedź do pracy samochodem – będziesz miał wymówkę… Dziś brzmi to jak jeden z mitów PRL-u, ale tak niestety było.  

Dlaczego pili? Nie potrafili sobie z tą robotą poradzić?  

Często pracowały tu osoby przypadkowe, które niewiele miały wspólnego z zawodem. A garnęły się tu, bo wtedy można było nieźle zarobić. Za każdą przysługę wyświadczoną rodzinie zmarłego pracownik mógł dostać „kieszonkowe”. W tamtych latach płynęła tędy szeroka rzeka pieniędzy.  

Ludzie układają kwiaty, zajmują się origami albo zbierają monety. Co wpłynęło na pańską decyzję, żeby pracować w prosektorium?  

Przypadek. Z zawodu jestem elektronikiem. Pracowałem jako akustyk. Los chciał, że będąc w Jugosławii, zetknąłem się z ludobójstwem. Tam odkryłem, że nie mam oporów związanych z pracą ze zwłokami. Tam też zobaczyłem, czym jest wojna. Ciała rozerwane na strzępy, przeszyte seriami z pistoletów maszynowych, trupy gnijące w dołach… 

Myślę, że podobne doświadczenia działają raczej na ludzi odpychająco… Że po pierwszym razie nie chcą mieć z czymś podobnym do czynienia. Pan wszedł w to dalej. Dlaczego?  

Wydało mi się to interesujące. Widziałem w tym możliwość rozwoju własnej wiedzy i umiejętności. Przełomowy okazał się wyjazd do Lyonu do szkoły tanatopraksji. To rodzaj współczesnej balsamacji, polegający na odsysaniu płynów ustrojowych i zastąpieniu ich płynami, które konserwują ciało.  

Towarzysz Lenin jest tak zrobiony?  

On jest zrobiony żywicami epoksydowymi. To były inne czasy.  

Co pańskim zdaniem jest odrażające?  

Mimo że pracuję w prosektorium i widziałem już wszystkie rodzaje śmierci, ciągle uważam, że odrażające są ekshumacje. Powinno się je robić naprawdę w wyjątkowych przypadkach. Ciała w rozkładzie są straszne. Tak samo przenoszenie zwłok w inne miejsce.  

A propos. Uważa pan, że przenoszenie zwłok w inne miejsce ma jakikolwiek sens? Na przykład ciało bohatera narodowego wraca po 200 latach do kraju… Albo chociaż jego serce.  

Jakiś sens symboliczny na pewno w tym jest. Nie ulega jednak wątpliwości, że sama ekshumacja zajęciem najprzyjemniejszym nie jest.  

Co się z panem stanie po śmierci? 

Zostanę spopielony. Spocznę w urnie.  

A dusza?  

Człowiek na różnych etapach życia ma różne wyobrażenia na ten temat. W młodości nie myślimy o tym wcale. Z czasem przychodzi refleksja. Czy jest coś później… Jakieś życie po…  

Warto żyć tak, jakby było?  

Mój dziadek mawiał: żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał. To był mądry gość – tego się więc trzymam. Myślę, że warto pozostawić po sobie coś dobrego. Może nie wróci to do ciebie, ale do twoich dzieci, wnuków. Choćby jako dobre wspomnienie.  

Czym jest śmierć 

Kresem. Ale bywa naprawdę bardzo różna. Czasem widać ją na twarzach. Widać, że ktoś umierał w bólu, że bardzo chciał jeszcze żyć.  

Mówi pan, że widział wszystkie rodzaje śmierci. Czyżby w naszym niespotykanie spokojnym grodzie Kopernika?  

Pamiętam, że w latach 90. w Toruniu było jak w Chicago. To był okres rozgrywek między gangami. Co chwilę przywozili mi gościa zastrzelonego, spalonego w bagażniku samochodu, rozerwanego ładunkiem wybuchowym. Były też wypadki lotnicze, kolejowe, ciała rozdrobnione przez maszynę do sortowania śmieci…  

Czy ta praca wypłukuje wrażliwość? 

Wrażliwym się jest albo nie. Praca nie ma na to wpływu.  

Bał się pan kiedyś?  

Kiedyś przygotowywałem nieboszczyka do pogrzebu. Byłem z nim sam na sam. W pewnej chwili poczułem, jak gładzi mnie po plecach. Po prostu odchyliłem mu rękę i o niej zapomniałem. Napięcie mięśni spowodowało, że sama wróciła i zjechała mi z pleców…  

Zdarza się panu w tej pracy wzruszać?  

Widziałem, jak ojciec na okazaniu zwłok przytulił się do swojej córki, którą zgwałcono i porzucono w rowie. Była w stanie częściowego rozkładu. Larwy z jej ciała przechodziły na jego twarz… Nigdy tego nie zapomnę.  

Co w tej robocie jest najmniej przyjemne? 

Zdarzyło mi się kilka razy odcinać głowę od korpusu dla zakładu medycyny sądowej. Gotuje się ją w perhydrolu, żeby została sama czaszka. Technik może odtworzyć z niej rysy twarzy.  

Widział pan moment, kiedy dusza uchodzi z ciała?  

Nie będę pana czarował… Nie widziałem.  

Uważa pan, że świat jest piękny?  

Jest piękny. Ale jest też okrutny.  

Wychodzi pan z pracy po wielu godzinach sekcji. Potrafi pan dostrzec piękno chmur, słońca, drzew?  

No jasne! Jadę do domu, biorę wnuka za rękę, idziemy do lasku i oglądamy, jaki świat jest cudny. Bo jest!