„Kilkanaście osób skakało na golasa z pierwszego piętra”

Statystyki policyjne nie określają, czy zatrzymani za posiadanie narkotyków zażywali grzyby halucynogenne (fot. Adam Zakrzewski)

Województwo kujawsko-pomorskie nie jest zagłębiem grzybów halucynogennych. Daleko nam do Dolnego Śląska. Nie oznacza to jednak, że nikt nie sprawdzał, jak one działają. Skoki na golasa z pierwszego piętra w pryzmę śniegu to jeszcze nic. Znacznie trudniej poradzić sobie z „flashbackiem”.

O oficjalne dane odnośnie spożycia łysiczki lancetowatej (powszechnie występujący w Polsce gatunek grzybów halucynogennych) trudno. Do grzyboznawcy pracującego w Powiatowej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej w Toruniu nie zgłaszają się amatorzy tego narkotyku. Za jego posiadanie grożą bowiem konsekwencje podobne, jak w przypadku marihuany czy amfetaminy.

– Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek mieli zgłoszenie o zatruciu tymi grzybami – mówi Joanna Biowska, rzecznik prasowy PSS-E w Toruniu. – Nie znamy tego problemu, chociaż nie oznacza to, że on nie istnieje. Jakby ktoś się tymi grzybami zatruł, to wiedzielibyśmy z „toksykologii” miejskiego szpitala. Posiadamy informacje o tym, które odmiany mogą wywoływać halucynacje i gdzie rosną, ale przecież nie można takiej informacji podać na tacy. Równie dobrze moglibyśmy zachęcić do zbiorów.

W Internecie handel suszonymi „halunami” kwitnie w najlepsze. Bez trudu można zamówić ich dostawę. Jeżeli ktoś się postara, może nawet kupić zarodniki i rozpocząć własną hodowlę. Wielu nie chce jednak płacić za coś, czym obdarowała nas „matka natura”. Na polach na obrzeżach miasta i pod Toruniem można spotkać ludzi, którzy z plecakami i reklamówkami poszukują dobrze znanych kapeluszy.

Hip i hooop

– Byłem kiedyś na imprezie na Rubinkowie, na której koledzy zrobili pyszną pizzę – mówi nieujawniający swoich personaliów mieszkaniec Torunia. – Początkowo śmiałem się z ich opowieści, bo kto by tam wierzył, że kilkanaście malutkich grzybków może tak silnie na człowieka działać. Przez godzinę nic się ze mną nie działo. Uznałem, że pora do domu. Wsiedliśmy z sąsiadem na jednorożce i odjechaliśmy.

Zdarzają się jednak znacznie poważniejsze „odjazdy”.

– Znajomi opowiadali mi kiedyś, że byli na takiej „bibie”, którą zapamiętają do końca życia – kontynuuje wątek nasz rozmówca. – Kilkanaście osób skakało „na golasa” z pierwszego piętra domku jednorodzinnego w pryzmę śniegu. Potem biegali za sobą wokół budynku. Skończyło się na otarciach i wielu siniakach. Nie to jest jednak najgorsze. Po momencie euforii następuje bowiem szybka zmiana nastroju. Gapiący się na siebie i puste ściany, zalani łzami ludzie – to robi wrażenie. Jakby się człowiek z wesela na pogrzeb przeniósł.

Tradycji nie ma

Indianie jedzą nieco inną odmianę grzybów, również zawierającą psylocybinę. W ich kulturze wykorzystuje się ten środek w czasie obrzędów. U nas nie ma to z żadnym rytuałem związku. Na forach internetowych ludzie chętnie dzielą się doświadczeniami swoimi i przyjaciół.

– Mój kumpel ich próbował i miał „schizy” – pisze raziel88ck na forum internetowym. – Wydawało mu się, że rozmawia z samochodem, który mówi mu, co go boli. Chodnik się pod nim załamywał. Grał w grę, której nikt jeszcze nie ma w planach wydawać. Takie skutki.

W najmniej spodziewanym momencie halucynacje wracają. Zjadłeś kilkadziesiąt niewinnych, oliwkowych grzybów w październiku. Zostawiłeś za sobą ten epizod. Dziewczyna nie może się dowiedzieć. Przecież spróbowałeś tylko raz. Trudno jej jednak wytłumaczyć, dlaczego w lutym siedzisz w kucki na balkonie, przepasany jedynie zwiniętym ręcznikiem i modlisz się o to, żeby głos w końcu zniknął. Ten jednak się nasila. Zmienia swoje źródło. Słyszysz już kilkanaście osób. Wyrzuciłbyś je razem ze swoim ciałem przez barierkę. Dziś jeszcze brakuje odwagi. Jutro „flashback” może okazać się zwycięzcą. Może jednak dasz radę go pokonać, ale trzeba pamiętać, że to on ustala czas, miejsce i reguły gry. Ty decydujesz do pierwszego kęsa jajecznicy.

– Trzeba było do niej dodać pieczarki – mówi mieszkaniec Torunia. – Ciekawość jest jednak silniejsza. Granica między tym, co realne, a zjawą, jest bardzo cienka. Ale wielu kumpli je to od wielu lat i normalnie żyje. Każdy ma taką oazę wolności, na jaką sobie zasłużył.