mec. Łukasz Płaza: Klasyczna edukacja

(fot. archiwum)

Każdego Polaka rozpiera duma z naszego lepszego wykształcenia. Każdy z ironicznym uśmiechem patrzy, jak biedni Amerykanie uważają Europę za kraj. A już opinia o przedwojennej maturze jest wręcz mityczna. To klasyczne wykształcenie. To wiedza sięgająca idei hellenistycznych, rzymskich i oświeceniowych. Przyczynek do chwały narodu.  

Tylko czemu tak przyklaskujemy politykom wykazującym elementarne braki w rozumieniu idei demokracji i równości zakreślonych w czasach oświecenia? Wtedy narodziła się idea, która przyświeca konstytucji lidera demokracji, USA – zasada trójpodziału władzy. 

Monteskiusz – kolokwialnie mówiąc, „guru” demokracji – rzekł: nie ma wolności, jeśli władza sędziowska nie jest oddzielona od prawodawczej i wykonawczej. Człowiek ów przemyślał różne koncepcje sprawowania władzy i doszedł do wniosku dość oczywistego. Uznał, że jeśli ktoś może wydawać polecenia, a później oceniać wykonawców oraz sprawiedliwość własnych działań, zawsze na pewnym etapie uzna, że jest nieomylny. Kontynuując tę myśl, nasz guru stwierdził, że najbezpieczniej jest, żeby każda z władz była od siebie oddzielona. Wtedy będzie arbitrem pozostałych dwóch i tylko takie rozwiązanie zapewni bezpieczny balans wpływów i uniemożliwi tyranię. 

Tyle jeśli chodzi o klasyczne ujęcie koncepcji, ale ta wizja w dniach dzisiejszych jest ponownie na czasie. Patrząc na pomysły Trumpa czy naszych polityków, widzimy ich potrzebę zapanowania nad wymierzaniem sprawiedliwości. I pomysły naszego obecnego ministra sprawiedliwości zmierzają wprost do zaprzeczenia idei Monteskiusza – bo czym innym jest potrzeba powoływania i odwoływania sędziów? Wpływ na wymierzanie sprawiedliwości przez władcę zawsze prowadził do nadużyć. Na marginesie: było to już u nas i ewidentnie się nie sprawdziło. 

I tylko Monteskiusz w grobie się przewraca, a klasyczna edukacja znów staje się symbolem rozsądku.