Korespondencja z Pekinu: Jajka, wstążka i japońska piłeczka

Worek z medalami rozwiązali Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki. W ich ślady idą kolejni lekkoatleci (fot.Paweł Skraba/SE/EASTNEWS)

Mistrzostwa świata w lekkoatletyce od kulis wyglądają nieco inaczej niż w telewizji. Sportowcy, zanim wyjdą na główną arenę, muszą przyzwyczaić się do życia od zgrupowania do zgrupowania. A każdy z nich próbuje też szukać szczęśliwych omenów.

W Ptasim Gnieździe w Pekinie Polakom wiedzie się wyjątkowo dobrze. Worek z medalami rozwiązali Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki. W ich ślady idą kolejni lekkoatleci. Przyglądaliśmy się ich życiu przez kilka dni poprzedzających start. Bo sport na najwyższym światowym poziomie, to nie tylko krążki zawieszane na szyi, hymny odgrywane zwycięzcom, ale także kolejne dni poza domem i umiejętność adaptowania się w nowych miejscach.

– W Moskwie w 2013 roku jadłem bułki i parówki i jakoś przeżyłem, więc i w Chinach sobie poradzę – mówił w hotelu reprezentacji kilka dni przed startem w Ptasim Gnieździe Paweł Fajdek, dwukrotny już mistrz świata w rzucie młotem. – Chociaż jedzenie nie ma żadnego smaku. Sól i pieprz stoją na stołach, a inne przyprawy pochowano. Mam nadzieję, że za dużo nie stracę na wadze. Po powrocie do kraju zjem którąś z moich ulubionych zup lub ukochane gołąbki.

Polski mistrz rozczulił jednak wszystkich opowieścią o tęsknocie za małym dzieckiem, wielodniowym przebywaniem poza domem i hotelowej nudzie.

– Wiele czasu przesypiam – wprost deklaruje złoty medalista z Pekinu. – Jestem śpiochem. Nawet jak wpadają z zaskoczenia na kontrole antydopingowe, to wstaję, robię co swoje, żegnam się i dalej idę spać. A badają nas kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy w roku. Organizacja walcząca z dopingiem cały czas musi wiedzieć, gdzie się znajdujemy. Mogą zapukać do pokoju o każdej porze dnia i nocy.

Zdradził też, że gdyby nie był sportowcem, to zostałby najprawdopodobniej hydraulikiem.

– Ciekawa i spokojna praca – śmiał się Paweł Fajdek. – Zawsze miałem smykałkę do majsterkowania. Studia zacząłem, ale powiedzmy, że jestem na pięcioletniej dziekance.

Malutką córeczkę ma także drugi z polskich osiłków, brązowy medalista w tej samej specjalności, Wojtek Nowicki.

– Jestem domatorem, a życie sportowca to bycie na walizkach – mówi wprost. – Dlatego, gdy wracam do domu to nie interesują mnie już wyjścia na miasto czy koledzy. Chcę spędzać czas z ukochaną żoną i dzieckiem. Nawet na hobby nie mam czasu. Na sukces w rzucie młotem czeka się osiem do dziesięciu lat. To szmat czasu. Trzeba nie lada cierpliwości.

Dziewczyny z polskiej sztafety 4×400 metrów, żeby zabić oczekiwanie na start grają w hotelowym pokoju w mafię i fasolki.

– To taka gra karciana – śmieje się nasza urodziwa sprinterka Justyna Święty. – A mafię chyba wszyscy młodzi ludzie znają z obozów. Nie powiem, która z nas najczęściej jest mistrzem gry, ale widać, że ciągnie nas do środowiska przestępczego (śmiech)

Znakiem rozpoznawczym naszych biegaczek jest uśmiech na twarzach i pozytywne nastawienie. Podczas otwartego treningu na stadionie olimpijskim wzbudzały one największe zainteresowanie fotoreporterów. Układały z siebie żywą piramidę na bieżni, skakały do góry (każda w innej pozie) i wcielały się w reporterki telewizji.

– Trzeba rozładowywać stres humorem – mówi Iga Baumgart, biegaczka na 400 metrów, bydgoszczanka. – A poza tym jesteśmy równe babki i dostajemy pozytywnej głupawki w swoim gronie.

Wielu lekkoatletów ma też swoje rytuały przed startem i talizmany, które mają przynieść szczęście. Anita Włodarczyk, zanim wejdzie do koła, musi zjeść przynajmniej kilka, a czasami nawet dziesięć jajek. Przepada za nimi w każdej postaci – na twardo, na miękko i w jajecznicy.

– Na szczęście w Pekinie je serwują – mówi polska rekordzistka świata. – Ryżu na co dzień nie jem, bo niespecjalnie lubię. Tutaj spróbowałem i nie jest taki zły. Ale co jajka, to jajka.

Przed samym wylotem Anita przeżyła chwile grozy. Straszliwie rozbolał ją ząb i musiała w trybie natychmiastowym trafić do dentysty.

– W Chinach trudniej byłoby się dogadać – śmiała się w hotelu reprezentacji kilka dni później. – Ale koło stadionu jakiś dentysta jest. Nawet napis w zrozumiałym języku.

O swoich przesądach opowiada też chętnie Sofia Ennaoui, reprezentantka Polski w biegach na 800 i 1500 metrów.

– Zawsze startuje w zawodach z wstążką, którą podarowała mi koleżanka kilka lat temu podczas mistrzostw w przełajach – mówi „Zosia”. – Przynosi mi szczęście. Na rozgrzewce

słuchaj hitów dyskotekowych. Uwielbiam Calvina Harrisa, ale jakbym zaczęła wymieniać czego słucham, to paru stron by zabrakło. W hotelu przechodzę na łagodne rytmy. Królują u mnie ukochane zespołu Coldplay i Red Hot Chili Peppers.

Iga Baumgart, która wystartuje w biegu na 400 metrów i sztafecie 4×400 metrów mówi wprost, że chyba wszyscy lekkoatleci są przesądni.

– Zwracam uwagę na to, którego buta zakładam pierwszego – śmieje się bydgoszczanka. – Zawsze biegam też w tych samych skarpetach. Mam ulubioną parę. Oczywiście ją piorę przed kolejnymi zawodami (śmiech).

Joanna Jóźwik w hotelowym pokoju bawi się piłeczką na sznurku przywiązanym do drewnianej rękojeści.

– Dostałam to jako prezent na obozie aklimatyzacyjnym w Japonii – mówi zawodniczka występująca na 800 metrów. – Świętnie odstresowuje i pomaga się skoncentrować. Godzinami można się tym bawić. Ubrań szczególnych na start nie zabieram, ale często próbuję w głowie przypomnieć sobie kadry z któregoś ze świetnych występów. Uśmiecham się wtedy sama do siebie.

Nasi zawodnicy to profesjonaliści. Nauczyli się żyć w hotelowej rzeczywistości i czerpać z tego radość. Trudy przygotowań i oczekiwania na start rekompensują pełne trybun Ptasiego Gniazda i podróże. Bycie sportowcem pomaga zobaczyć kawał świata. Wielu lekkoatletów przywozi ze sobą do domu pamiątki. Angelika Cichocka zbiera np. maskotki. Ale o prawdziwych bohaterach mówi wprost Jacek Lewandowski, trener naszych sprinterek.

– Medale powinny dostać rodziny zawodników i zawodowych trenerów – mówi mieszkaniec Osielska. – To one dają siłę, pomagają w najtrudniejszych momentach. Bo jeżeli jesteś zdrowy, szybki, silny i zwinny, to oklaskują cię miliony. Gdy przychodzi kontuzja zostają najbliżsi. Nie wolno o tym zapominać.

Pasek pekin_NOWE