KS Toruń minimalnie przegrywa na początek PGE Ekstraligi [zdjęcia]

Gwoździem do trumny toruńskich Aniołów był Martin Vaculik.

Get Well Toruń przegrał ze Stalą Gorzów 44:46 w inauguracyjnym spotkaniu PGE Ekstraligi 2017. Dwanaście punktów Martina Vaculika zapewniło zwycięstwo jego drużynie. Jeszcze rok temu te słowa wzbudziłyby uśmiech na twarzy każdego toruńskiego kibica. W poniedziałek w grodzie Kopernika nikomu jednak do śmiechu nie było.

Długo wyczekiwany przez fanów „czarnego sportu” moment w końcu nadszedł. Pierwsza kolejka nowego sezonu zapowiadała się niezwykle ekscytująco, a jej wisienką na torcie miał być mecz pomiędzy ubiegłorocznymi finalistami PGE Ekstraligi – Get Well Toruń i Stalą Gorzów. Rzeczywistość, a w zasadzie warunki atmosferyczne w naszym kraju, nie sprzyjały jednak organizacji trzech pozostałych spotkań i „wisienka” okazała się być jedynym i głównym daniem. Prawie wszyscy kibice, których oczy były w poniedziałkowy wieczór skierowane na Motoarenę, nie mogli jednak czuć zawodu. Przebudowany tor dał wiele okazji do walki o pozycję. Radości nie było tylko wśród tych, dla których miało to być największe święto – toruńskich fanów…
Ściganie w najlepszej żużlowej lidze świata rozpoczęło się od zwycięstwa niezawodnego Grega Hancocka. Chwilę później było jeszcze lepiej – bieg juniorski został podwójnie wygrany przez toruński zespół, a swoje pierwsze zwycięstwo w PGE Ekstralidze zanotował Igor Kopeć-Sobczyński, który nie tylko zdobył ważne trzy punkty, ale również ustanowił nowy rekord toru (58,17)! Co prawda rezultat został szybko poprawiony przez Bartka Zmarzlika, jednak jazda Igora, który w zeszłym sezonie głównie kończył ściganie na ostatniej pozycji, może napawać optymizmem. Podobnie było w przypadku debiutującego w barwach Get Well drugiego z juniorów, Daniela Kaczmarka. Obaj dołożyli do dorobku drużyny po cztery oczka.
Prowadzenie 9:3 po dwóch biegach dawało spore nadzieje przed dalszą częścią spotkania. Niestety, jak się okazało później, tak kolorowo nie było. Torunian na ziemię zaczęła sprowadzać para Martin Vaculik – Przemysław Pawlicki, która dwukrotnie zakończyła ściganie na podwójnym prowadzeniu. Swoje punkty dokładał także Zmarzlik, a to wszystko sprawiało, że przewaga torunian zamiast sukcesywnie rosnąć, malała. Na nerwy kibicom zgromadzonym na stadionie szczególnie działały poczynania Słowaka, który w zeszłym sezonie reprezentował klub z grodu Kopernika. Przy każdym wyczytywaniu nazwiska Martina nad Motoareną było słychać potężną salwę gwizdów i buczenia. Popularny „Vacul” nic sobie jednak z tego nie robił i konsekwentnie przyjeżdżał na metę pierwszy lub tuż za kolegą z drużyny.
Stal zbliżała się, zbliżała, aż w końcu po biegu jedenastym dopięła swego – było 33:33 i spotkanie rozpoczynało się od nowa. „Anioły” odpowiedziały w kolejnej gonitwie dzięki Adrianowi Miedzińskiemu i Kopciowi – Sobczyńskiemu (37:35), lecz po chwili Vaculik ponownie okazał się za szybki, tym razem dla pary Hancock – Paweł Przedpełski, a dodatkowo za plecami Martina przyjechał Zmarzlik, co dało mistrzom Polski pierwsze prowadzenie w meczu, tuż przed biegami nominowanymi.
Praktycznie pierwszy z nich, wygrany 4:2 przez Stalowców, rozstrzygnął sprawę zwycięstwa w meczu. Po ostatniej gonitwie, mimo wykluczenia Zmarzlika i objechania po raz pierwszy tego dnia Martina Vaculika przez Grega Hancocka z Get Well, dwa punkty za zwycięstwo powędrowały na konto Stali.
„Anioły” nieudanie zainaugurowały sezon 2017, ale podopieczni Jacka Gajewskiego i Roberta Kościechy muszą szybko zapomnieć o spotkaniu z Gorzowem i i skupić się na kolejnych wyzwaniach. Przed nimi dwa mecze wyjazdowe – do Zielonej Góry i Wrocławia, a później domowe spotkanie z Unią Leszno. Każdy punkt z tych rywalizacji może być na wagę złota w perspektywie awansu do play-off.