Leszek Balcerowicz: Z OFE postąpiono niemoralnie

Leszek Balcerowicz ostatni raz był w Toruniu jako gość Forte Artus Festival (fot. Łukasz Piecyk)

O systemie emerytalnym, społeczeństwie obywatelskim, manipulacji polityków i młodym pokoleniu z Leszkiem Balcerowiczem, byłym ministrem finansów i prezesem Narodowego Banku Polskiego, rozmawia Tomasz Więcławski.

Dwa lata temu podkreślał pan, że musimy bardzo mocno naciskać na klasę polityczną, żeby temat długu publicznego nie został zepchnięty na margines. Nie ma pan wrażenia, że tak się właśnie stało?
Często ludzie pytają mnie, kiedy dług na liczniku, który zawiesiłem w Warszawie, przestanie rosnąć. O całkowitym wyparciu tematu nie może być mowy. Gdyby jednak tak się stało, to oznaczałoby, że za mało ludzi interesuje się kwestią dla nich bardzo istotną. Nie politycy będą bowiem spłacali to zadłużenie, a społeczeństwo.

Był pan jednym z filarów rządu Jerzego Buzka (koalicja Unii Wolności i Akcji Wyborczej „Solidarność”). Przeprowadziliście reformę, która wprowadzała kilka filarów systemu emerytalnego. Obecny rząd ją rozmontował. Zabolało?
Nie traktowałem tego osobiście. Za bardzo się nie przywiązuję do swoich osiągnięć. Oburzyło mnie natomiast to, że podważona została jedna z najważniejszych reform, którą w naszym kraju przeprowadzono po roku 1989. Manipulatorska i kłamliwa propaganda w sprawie Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) była wszechobecna. W tej sprawie chodzi o niemoralne potraktowanie obywateli.

Co mają sobie pomyśleć Polacy? Za kilka lat może przyjść rząd, który powie, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie istnieje i emerytur nie będzie wcale.
Proszę pamiętać, że w ZUS-ie nie ma pieniędzy, a obietnice. Ich realizacja zależy od tego, jak polska gospodarka będzie się rozwijała. Rozwój jest uzależniony od reform. Jeżeli ich będzie mało, to rozwój będzie powolny i na wszystko zabraknie pieniędzy. Wniosek jest prosty – jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Odpuszczając politykom złe rozwiązania godzimy się na zapłacenie za to ceny.

Działa pan w ramach III sektora. Bardzo często mówi pan o nacisku organizacji pozarządowych na władzę, jako ważnym instrumencie polityki…
Jedynym.

Nie ma pan jednak wrażenia, że brakuje wyrazistych liderów działających w organizacjach pozarządowych. Roszczenia wobec polityków są mocno rozproszone.
Takie są z natury rzeczy. Nie może być mowy o centralizacji w tej kwestii. Dostrzegam natomiast wybijające się organizacje i jednostki. Potrzebne są koalicje zawierane dla realizacji określonych spraw. Urzędy i politycy nie mogą sabotować ustawy o informacji publicznej. Trzeba wymusić na nich działanie zgodne z prawem.

Pana pokolenie wzięło w latach 80-tych sprawy w swoje ręce. Teraz też są jednostki do tego zdolne?
W wielomilionowym narodzie muszą być. Mam nadzieję, że się ujawnią. Razi mnie rosnący odsetek młodych ludzi deklarujących kompletną obojętność wobec rzeczywistości. Widzimy nawet proces snobowania się na apolityczność, a tym samym pozostawanie po nie tej stronie, co trzeba. Liderzy w trakcie budowy społeczeństwa obywatelskiego muszą się wyłonić.

Mówi pan, że trzeba przestać narzekać, a zacząć działać. Do wyborów chodzi mało ludzi…
To powód do ogromnego wstydu, że frekwencja zazwyczaj jest niższa niż 50 procent. Potrzebujemy silnych postaci, które namówią innych do uczestnictwa w życiu politycznym. Głosowania, ale nie tylko. Co nam po głupim głosowaniu? Partie polityczne muszą naprawiać państwo, a nie je psuć. Przedsiębiorcom trzeba życie ułatwiać, a nie utrudniać. Nikt w nacisku na polityków nie zastąpi aktywnych ludzi.

Wydana przez pana ostatnio książka (a’la biograficzna) jest pewnego rodzaju podsumowaniem. Zbiega się z 25-leciem wyborów w roku 1989.
Raz na ćwierćwiecze można coś podsumować, ale na tym nie powinno się zatrzymywać.

W obchodzeniu rocznic jesteśmy dobrzy. Umiemy już wykreować plan na przyszłość? Podgoniliśmy Europę Zachodnią, ale wiele do zrobienia przed nami.
To, czy jest się liderem czy maruderem w tym wyścigu, zależy w demokratycznym kraju od tego, ile osób narzeka, ile naciska populistycznie, a ile działa na rzecz wolności i praworządności. Staram się robić to ostatnie. Chcę zmobilizować innych do przystąpienia do tej trzeciej grupy.