Leszek Bohl z weteranami wojennymi wrócili ze Spitsbergenu

Uczestnicy wyprawy zwiedzali lodowce Spitsbergenu podczas nocy polarnej (fot. nadesłane)

Leszek Bohl 5 grudnia wyruszył na lodowce Spitsbergenu, by wraz z grupą uczestników podziwiać je przez tydzień w okresie nocy polarnej. Sam porusza się na wózku inwalidzkim. By odczarować mit niepełnosprawności, zabrał ze sobą czterech weteranów wojennych.

Kraina lodu i reniferów okazała się dla członków wyprawy „Spitsbergen Arctic Expedition 2014” łaskawa. Chociaż spodziewali się, że temperatura powietrza będzie wynosić blisko minus 30 st. Celsjusza, mróz był prawie o połowę mniejszy. Wiatr w przeddzień ich przyjazdu wiał z prędkością 110 kilometrów na godzinę, a gdy zawitali na lodowce, pomiary wskazywały 60 kilometrów.

W składzie dwunastoosobowej ekipy znaleźli się, m.in. Maciej Wojciechowski – maratończyk, podróżnicy i motocykliści: Maciej Salm, Konrad Skawiński, Izabela Kostrzewska, zdobywca Korony Ziemi – Mariusz Szczuraszek oraz żołnierze-weterani: Przemysław Wójtowicz, Jacek Żebryk, Tomasz Rożniatowski i Jarosław Kurowski.

– Wspólne działania grupy cywilnej i „wojskowej” obejmowały jedynie symboliczną imprezę z okazji dotarcia na miejsce i trzygodzinny przejazd po lodowcach – mówi Leszek Bohl, organizator wyprawy. – Wiem jednak, że wszyscy są z tej ekspedycji zadowoleni. Mieliśmy małe problemy organizacyjne i logistyczne, ale udało się je rozwiązać. W Gdańsku dowiedzieliśmy się, że nasz lot został odwołany i wróciliśmy do Warszawy. O czwartej w nocy zostaliśmy przebudzeni z informacją, że musimy szybko się pakować i udać na lotnisko. Zamiast do Oslo, gdzie mieliśmy opłacone hotele i sprzęt, trafiliśmy do Kopenhagi… Trzykrotnie podchodziliśmy też do lądowania już w Tromso.

Gdy uczestnicy wyprawy dotarli na Svalbard, zorientowali się, że ze względu na złe warunki pogodowe obowiązuje tam zakaz
poruszania się skuterami i wychodzenia z namiotami na lodowce.

– Musieliśmy zmienić plan pobytu, ale na to byliśmy przygotowani – mówi Leszek Bohl. – Otrzymaliśmy pomoc. Następnego dnia przyjechał ratrak przystosowany do poruszania się po Arktyce. Przez trzy godziny objeżdżaliśmy okoliczne tereny. Przebiegło obok nas stado reniferów. Kolejnego dnia podzieliliśmy się na grupy, każdy z nas wypożyczył broń, żeby w razie potrzeby ratować się przed niedźwiedziem polarnym i korzystaliśmy z atrakcji Spitsbergenu. Jeździłem wózkiem inwalidzkim, z przypiętymi do niego specjalnymi nartami, po śniegu i lodzie. To cenne doświadczenie.

Jednym z najpiękniejszych przeżyć była dla uczestników ekspedycji możliwość podziwiania zorzy polarnej, z czerwonymi przebarwieniami – taka zdarza się raz na kilkaset takich zjawisk.

– Wzruszający moment, marzenia się spełniły – dodaje podróżnik. – Na dodatek, zorzę zobaczyliśmy jeszcze następnego dnia. To teoretycznie niemożliwe, więc mieliśmy wielkie szczęście. Uwielbiam jeździć na lodowce, bo tam wszystko dzieję się inaczej…

Leszek Bohl nie zamierza rezygnować ze swoich marzeń. W przyszłym roku ponownie wyruszy w niezwykłą wyprawę, by pokazać światu, że niepełnosprawność to przede wszystkim stan umysłu. Wraz z Mariuszem Szczuraszkiem rusza na Mount Everest. Swoją wspinaczkę skończy na 5000 m n.p.m i w obozie będzie odpowiadał za łączność z kolegami atakującymi szczyt.

– Trochę na nich poczekam – dodaje. – Przynajmniej będę miał czas na filmowanie krajobrazów.

Twierdzi, że zawsze doświadcza cudu, gdy realizuje marzenia wbrew ograniczeniom własnego ciała i umysłów innych ludzi.