Łukasz Wiśniewski: Mamy najlepszych kibiców w Polsce

Łukasz Wiśniewski deklaruje, że zostaje w Toruniu.

O emocjach towarzyszących zakończonemu sezonowi Polskiej Ligi Koszykówki i planach na przyszłość z kapitanem Polskiego Cukru Toruń Łukaszem Wiśniewskim rozmawiał Karol Żebrowski. 
 
Minęły już blisko dwa tygodnie od decydującego spotkania finałowego. Wynik jaki osiągnęliście, budzi cały czas tak duże emocje jak wtedy?  

Radość z sukcesu jest cały czas obecna, ale trzeba powoli myśleć o tym, co przed nami. Co do emocji, to były one zmienne – od razu po spotkaniu pojawiła się złość, że nie zwyciężyliśmy i nie przedłużyliśmy szansy na zdobycie złotego medalu, a kilka minut później każdy z nas zaczął sobie jednak uświadamiać, jaki dobry wynik udało nam się osiągnąć. Nikt nam nie odbierze faktu, że przyczyniliśmy się do zdobycia pierwszego medalu w męskiej koszykówce dla Torunia. Jestem z tego bardzo dumny. 
 
Co w perspektywie całego sezonu zadecydowało pana zdaniem o takim rezultacie? 

Tych czynników było bardzo dużo. Na pewno spory wpływ na wynik miał fakt, iż trzon zespołu z zeszłego sezonu pozostał w drużynie. Rozegraliśmy wiele spotkań sparingowych, po których coraz bardziej się zgrywaliśmy i przyczyniło się to do naszego rewelacyjnego początku sezonu. Nawet gdy później mieliśmy słabszy okres, nie załamywaliśmy się. Tworzyliśmy drużynę, jeden drugiego wspierał i mógł na niego liczyć, co pozwoliło nam dojść aż do samego finału. 
 
Zdobycie przez „Twarde Pierniki” srebrnego medalu PLK wprowadziło w Toruniu modę na koszykówkę, ale wy mogliście liczyć na fanów przez cały sezon.  

Zdecydowanie zgadzam się. To, co powiem, może wydawać się oklepane, ale naprawdę kibice byli naszym szóstym zawodnikiem. Atmosfera w Arenie Toruń przez cały sezon była świetna, a to, co działo się podczas fazy play-off, można traktować w kategorii „niesamowite”. Nigdy nie spotkałem się z takim dopingiem. Trzeba też wspomnieć o powitaniu po powrocie z Zielonej Góry, spotkaniu na starówce. Polski Cukier Toruń ma najlepszych kibiców w kraju.  
 
Wspomniał pan o wracaniu do rzeczywistości. Sezon przechodzi do historii, jednak przed kolejnym macie wysoko postawioną poprzeczkę.  

Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Teraz najważniejszym zadaniem dla nas będzie utrzymanie tego poziomu sportowego. Zdobyć medal nie jest tak trudno, jak obronić go i udowodnić, że nieprzypadkowo znaleźliśmy się w finale. Zrobimy wszystko, aby to się udało. 
 
Cel będzie do zrealizowania „pod nową batutą”, gdyż jak już oficjalnie wiemy, z klubem rozstaje się trener Jacek Winnicki. 

Sam trener stwierdził, że pewien etap się skończył, to jego decyzja i nie mnie to oceniać. Na pewno bez jego pracy nie udałoby się nam osiągnąć takiego wyniku. Trener zawsze wkładał serce w to, co robił, w całą działalność klubu i na pewno będzie zawsze w Toruniu mile widziany. 
 
Ma pan preferencje co do jego następcy? 

To nie leży w moich kompetencjach. Trener zagraniczny, krajowy – jest mi to obojętne. Chciałbym tylko, aby nowy szkoleniowiec był komunikatywny, gdyż w innym przypadku współpraca może nie układać się tak, jak powinna. 
 
Na pewno czekają nas także roszady kadrowe. Jak wygląda pana sytuacja? 

W tej chwili mam aktualny kontrakt. Pojawiają się różne opcje, ale z mojej strony mogę zadeklarować, że chciałbym pozostać w Toruniu.  
 
Zanim nowy sezon nadejdzie, mamy jeszcze przed sobą czas wakacyjny. Jak Łukasz Wiśniewski planuje go spędzić? 

Czas odpoczynku jest dla mnie aktywny, spędzam go z rodziną i dziećmi, a mogę zdradzić jeszcze, że osobiście wróciłem już do treningów. Jeżeli zdrowie dopisze, to od samego początku rozgrywek postaram się być w pełni przygotowany do obrony medalu.