Magazyn kluczy, rowerów, a nawet opon

Najczęściej do biura trafiają rowery. (fot. Łukasz Piecyk)

Największy ruch w biurze jest po weekendach. W słuchawce urzędowego telefonu słychać wtedy: „w niedzielę rano zgubiłem telefon”, „nie przyniósł ktoś do was portfela?”, „znalazłam czyjeś klucze…”.

W tym roku do Biura Rzeczy Znalezionych przy Urzędzie Miasta przyniesiono niemal 50 przedmiotów. Magazynowe półki uginają się od kluczy, telefonów, toreb z ubraniami i dokumentów. Sporą część pomieszczenia zajmują rowery, a także wózki spacerowe.

– Biuro w toruńskim magistracie działa od 1998 roku. Do niedawna obowiązywały nas przepisy z 1966 roku, jednak w czerwcu 2015 roku w życie weszły nowe regulacje – komentuje kierownik referatu administracyjnego Urzędu Miasta Przemysław Czechowski. – Wydawałoby się, że to taka duża rzecz, a jednak ludzie najczęściej gubią… rowery. Niektóre przynoszą osoby „z ulicy”, inne przyprowadzają policjanci. Dla osób, które coś zgubiły, ważną informacją jest fakt, że wszystkie przedmioty, które do nas trafiają, znajdują się w wykazie zamieszczanym w naszym Biuletynie Informacji Publicznej i gablotach urzędu.

Zagubione przedmioty rzadko znajdują właścicieli. Często za to do pracowników zgłaszają się osoby poszukujące swojej własności, które jednak niekoniecznie pamiętają, jak zguba wygląda…

– Ludzie zgłaszający się po rower często mówią „jak go zobaczę, to sobie przypomnę, jak wyglądał…” – informuje Wiesława Traczyk, pracowniczka biura. – Oczywiście nie wydamy rzeczy osobie, która nie potrafi jej opisać.

Pewien pan którejś niedzieli wracał z ryb na rowerze razem z kolegą. Został zatrzymany przez policjantów. Opowiadał o mundurowych, którzy zabrali mu rower i powiedzieli, że do odebrania będzie w biurze rzeczy znalezionych. Na pytanie o wygląd roweru, odpowiedź mężczyzny nie była już taka barwna jak cała historia. Do biura trafiła także torba pewnej turystki. Wsiadając na parkingu do auta, zapomniała zapakować walizkę stojącą przy samochodzie i odjechała. Na szczęście pakunek trafił do właścicielki. Wśród zgub znajduje się także biżuteria. Kiedyś przyniesiono maskę diabła, replikę pistoletu czy też telefon wolontariuszki wyprowadzającej psy ze schroniska. Było też świadectwo szkolne, którego uczeń zapomniał, położywszy je wcześniej na dachu auta.

– Czasem ludzie przynoszą pieniądze. Jeszcze nikt się nie zgłosił, żeby je odebrać, ale udowodnienie, że należą do nas, może nie być takie łatwe – wyjaśnia Wiesława Traczyk. – Kiedy trafiają do nas dokumenty, kontaktujemy się z organami, które je wydały. W przypadku telefonów komórkowych często korzystamy z pomocy operatorów w celu ustalenia właściciela.

Co dzieje się z rzeczami nieodebranymi? Jeśli biuro znajdzie właściciela przedmiotu, zawiadamia go i informuje o miejscu odbioru zguby. Jeśli znany jest właściciel rzeczy i nie odbierze jej w ciągu roku, rzecz może zostać przekazana znalazcy. Jeśli natomiast nie można ustalić właściciela zguby, wówczas po dwóch latach od momentu jej znalezienia też może zostać przekazana znalazcy.

– Kiedy znajdzie się posiadacz zagubionej rzeczy, sprawia nam to ogromną radość – przyznaje Przemysław Czechowski. – Wtedy wiemy, że nasza praca ma sens. Dla mnie najciekawszą i najzabawniejszą historią było znalezienie przez jednego z mieszkańców Torunia koła zapasowego do ciężarówki. Zagadką jest, jak znalazca je do nas przetransportował…